15 marca minęły dokładnie 24 lata od premiery pierwszego filmu z serii Resident Evil. Produkcja Paula W.S. Andersona z Millą Jovovich w roli głównej rozpoczęła jedną z najdłuższych i najbardziej dochodowych serii adaptacji gier w historii kina. Teraz zapowiedziano kolejny reboot, który może w końcu przełamać dotychczasowe słabe recenzje.
Resident Evil na dużym ekranie – co wiemy o nowym filmie
- Pierwszy film zadebiutował w 2002 roku i doczekał się sześciu kontynuacji z Millą Jovovich.
- Zach Cregger, reżyser uznanych horrorów Barbarzyńcy i Zniknięcia, będzie odpowiedzialny za nową część.
- Premiera rebootu planowana jest na 2026 rok, a twórcy obiecują połączenie grozy z humorem.
- Dotychczasowe filmy nigdy nie uzyskały więcej niż 37% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes, chociaż widzowie oceniali je znacznie lepiej.
Narodziny kinowej marki
Debiutancki Resident Evil wszedł na ekrany 15 marca 2002 roku. Film Andersona od początku postawił na własną historię – główną bohaterką została Alice, postać nieobecna w grach Capcomu. Świat opanowany przez wirusa T, eksperymenty korporacji Umbrella i znane potwory stanowiły jedynie tło dla opowieści o kobiecie, która budzi się bez wspomnień w samym środku apokalipsy.
Krytycy nie pozostawili na produkcji suchej nitki – wynik 36% pozytywnych recenzji w Rotten Tomatoes mówi sam za siebie. Publiczność podeszła jednak do filmu pozytywnie, przyznając mu 67% aprobaty. Co ważniejsze, przy budżecie 33 milionów dolarów obraz zarobił na całym świecie około 103 miliony. Studio natychmiast zdecydowało się na kontynuacje.
Sześć części, miliardowe zyski i wciąż ten sam problem

W latach 2004–2016 powstało jeszcze pięć kolejnych filmów z Jovovich. Cykl zamknął Resident Evil: Ostatni rozdział, który okazał się najbardziej kasową odsłoną – 314 milionów dolarów przychodu przy 40-milionowym budżecie. Łącznie cała seria zarobiła ponad 1,2 miliarda dolarów, stając się jedną z największych franczyz horroru.
Mimo finansowego sukcesu każda część zbierała słabe recenzje. Żaden z filmów nie uzyskał więcej niż 37% pozytywnych opinii krytyków. Fani serii Capcomu narzekali na odejście od gier, ale widownia kinowa wciąż wypełniała sale. Sekret tkwił prawdopodobnie w niezobowiązującej widowiskowości, która z czasem przerodziła się w swoisty camp.
Nieudany reset i nowe rozdanie
W 2021 roku studio spróbowało restartu filmem Resident Evil: Witajcie w Raccoon City, który miał być wierniejszy grom. Efekt był jednak rozczarowujący – 30% od krytyków, 60% od widzów i zaledwie 41 milionów dolarów wpływów. Po raz pierwszy w historii serii produkcja nie przekroczyła psychologicznej bariery 100 milionów.
Widać było, że marka potrzebuje świeżego spojrzenia. Tę nadzieję daje Zach Cregger. Reżyser z 2022 roku przebojem Barbarzyńcy (92% pozytywnych recenzji) i zeszłorocznymi Zniknięciami (ponad 90%, w dodatku z Oscarem za drugoplanową rolę kobiecą) udowodnił, że potrafi łączyć brutalny horror z nieoczywistym humorem.
Właśnie to połączenie zapowiada w nowym Resident Evil. Część fanów obawia się, że humor może zabić grozę. Jednak dotychczasowe filmy z Jovovich wielokrotnie balansowały na granicy absurdu, co wielu widzów uznawało za atut. Cregger natomiast doskonale rozumie, jak żonglować napięciem – w jego rękach śmiech i strach mogą współistnieć.
Czy to będzie przełom?
Jeśli reboot utrzyma równowagę między horrorem a rozrywką, może okazać się jedną z ciekawszych premier 2026 roku. Co ważniejsze, po raz pierwszy od 24 lat filmowa seria Resident Evil ma szansę zdobyć również uznanie krytyków. Dorobek Creggera jest obiecujący. Teraz pozostaje tylko czekać na pierwszy zwiastun i przekonać się, czy tym razem Umbrella naprawdę zaskoczy.


Dodaj komentarz