Kategoria: Gry

  • Valheim świętuje 5 lat we wczesnym dostępie. W prezencie dostajemy czapkę, topory i… słodki chleb

    Valheim świętuje 5 lat we wczesnym dostępie. W prezencie dostajemy czapkę, topory i… słodki chleb

    Trudno w to uwierzyć, ale minęło już pięć lat, odkąd Valheim trafił do wczesnego dostępu. "Dokładnie 2 lutego 2026 roku gra obchodziła swoje piąte urodziny od wejścia do wczesnego dostępu." i z tej okazji twórcy przygotowali dla nas coś specjalnego. Pozostawić bez zmian, ale dodać, że szczegóły pochodzą z oficjalnego ogłoszenia deweloperów. to nie tylko poprawki błędów, ale przede wszystkim ukłon w stronę społeczności, która jest z tytułem od samego początku.

    Zacznijmy od tego, co gracze lubią najbardziej, czyli nowych zabawek.

    Topory i wypieki

    Najciekawszym elementem aktualizacji wydaje się nowa klasa broni. Deweloperzy postanowili zażartować z długiego okresu produkcji gry, wprowadzając "Early Axes". To para toporów, których nazwa w języku angielskim brzmi niemal identycznie jak "Early Access". Całkiem sprytne, prawda? Oprócz walorów humorystycznych, jest to po prostu solidny oręż do walki dwiema rękami.

    Ale to nie wszystko. Jeśli zgłodniejecie podczas eksploracji, możecie teraz skosztować nowego przysmaku – Frosted Sweetbread (lukrowany chlebek). Do tego dochodzi kilka kosmetycznych dodatków, które pozwolą lepiej wyrazić siebie w grze:

    • "Nowa urodzinowa czapka (np. Sparkler hat)" lub usunąć specyficzną nazwę, jeśli niepotwierdzona.
    • Świeże fryzury dla postaci
    • Nowe emotki do komunikacji z innymi wikingami

    Lepsza wydajność na Steam Deck

    Usunąć lub zaznaczyć jako niepotwierdzone, np. "Według niektórych doniesień, poprawiono optymalizację na Steam Decku." To ważna zmiana, bo Valheim potrafił momentami nieźle "chrupnąć", zwłaszcza w bardziej rozbudowanych bazach czy gęstych lasach.

    Wielki finał w 2026

    Choć urodzinowe gadżety są miłe, to najważniejsze informacje dotyczą przyszłości. Iron Gate Studio zapowiedziało, że 2026 będzie przełomowym rokiem dla produkcji. Czeka nas premiera biomu Deep North (Głęboka Północ), który ma być ostatnim dużym elementem układanki. Wraz z nim gra w końcu opuści fazę wczesnego dostępu i przejdzie na wersję 1.0.

    Co więcej, potwierdzono plany ekspansji na nowe platformy.

    Rok 2026 przyniesie również premierę na PlayStation 5 z pełnym wsparciem dla crossplayu – zapowiadają twórcy.

    Wygląda na to, że po pięciu latach szlifowania diamentu, w końcu zobaczymy go w pełnej krasie. Na razie jednak pozostaje nam założyć nową czapkę, chwycić "wczesne topory" i świętować wikingową rocznicę.

    Źródła

  • Xbox Game Pass żegna się z siedmioma grami. Usunięcia już dziś, 31 stycznia

    Xbox Game Pass żegna się z siedmioma grami. Usunięcia już dziś, 31 stycznia

    „31 stycznia 2026 roku (z możliwością krótkiego przedłużenia sesji po oficjalnej godzinie usunięcia).”, katalog Xbox Game Pass ulega znaczącemu okrojeniu. To stały, miesięczny rytuał serwisu, ale tym razem do odstrzału trafiło aż siedem różnych produkcji.

    Grający w nie do północy mają jeszcze szansę dokończyć swoje sesje. Microsoft zwykle daje krótką „dogrywkę” po oficjalnej godzinie usunięcia, ale lepiej nie liczyć na cuda.

    Które gry odchodzą?

    Lista gier usuwanych dziś z Game Pass jest całkiem zróżnicowana. Znajdziemy na niej zarówno indie-dzieła z świetnymi ocenami, jak i rodzinne produkcje.

    – Citizen Sleeper 2: Starward Vector
    – Starbound
    – Lonely Mountains: Snow Riders
    – Cataclismo
    – Orcs Must Die! Deathtrap
    – PAW Patrol World
    – Shady Part of Me

    „Cztery z tych tytułów, w tym Citizen Sleeper 2: Starward Vector (narracyjna RPG), cieszą się wysokimi ocenami w agregatorach jak OpenCritic (ok. 80/100).”

    Dlaczego to nie jest zła wiadomość?

    Mogłoby się wydawać, że utrata siedmiu gier to duży cios dla wartości subskrypcji. Ale liczby mówią co innego.

    Styczeń 2026 był naprawdę hojnym miesiącem dla Game Pass. „Do katalogu dodano liczne nowe pozycje (np. blisko 50 w chmurze na początku roku), co przewyższa liczbę usunięć.” Nawet po odjęciu wszystkich usunięć, subskrybenci wariantu Ultimate wyszli na tym z sześcioma grami na plusie.

    To pokazuje, jak działa ten model biznesowy. Rotacja jest stała, ale ogólny trend wciąż zmierza ku wzrostowi biblioteki.

    Warto dodać, że „Średni czas obecności tych gier w usłudze wynosi około dziewięciu miesięcy (np. Cataclismo i PAW Patrol World dodane we wrześniu 2025).”

    Co z zakupem tych gier?

    Standardowo Microsoft oferuje wyjście awaryjne dla graczy zakończonych fabułą. Aktywni subskrybenci mogą kupić którąkolwiek z odchodzących gier ze stałą zniżką wynoszącą 20%.

    Ta promocja obowiązuje do momentu, aż gra faktycznie zniknie z katalogu. Jeśli więc ktoś właśnie kończył rozgrywkę i chce zatrzymać tytuł na stałe w swojej bibliotece, ma na to ostatnie godziny.

    A co dalej? Luty już puka do drzwi.

    Rotacja to nie tylko odejścia, ale i nowe przyjścia. I tu też są dobre wieści.

    Usunąć lub zweryfikować; brak danych o Indika w Game Pass na tę datę. – intrygująca gra przygodowa osadzona w alternatywnej Rosji początku XX wieku. Usunąć lub zweryfikować; brak danych o premierze Final Fantasy II w usłudze.

    A jeśli komuś mało, to Usunąć lub zweryfikować; brak danych o Menace w Game Pass. Wygląda na to, że luty zaczyna się równie dynamicznie jak skończył styczeń.

    Czy warto się więc martwić comiesięcznymi usunięciami? Chyba nie. To po prostu naturalny cykl życia subskrypcyjnej platformy gamingowej. Ważniejsze jest to, że bilans miesiąca pozostaje pozytywny dla gracza.

    Źródła

  • Nowy rok, nowe aktualizacje: Sony przyspiesza z poprawkami do PS5 i PlayStation Plus

    Nowy rok, nowe aktualizacje: Sony przyspiesza z poprawkami do PS5 i PlayStation Plus

    Sony nie zwalnia tempa w nowym roku i już na przełomie stycznia i lutego 2026 wypuszcza do konsol kolejny pakiet ulepszeń. Najnowsza aktualizacja oprogramowania systemowego PS5, oznaczona numerem wersji 26.01-12.60.00, skupia się na poprawie doświadczeń społecznościowych i ogólnej stabilności.

    Co nowego znajdziemy w menu? Na pierwszy plan wysuwają się dwie przydatne funkcje. Pierwsza to potwierdzenia przeczytania wiadomości. Teraz, kiedy wyślesz wiadomość do znajomego, będziesz wiedział, czy ją zobaczył. To mała rzecz, ale wielu graczy o nią prosiło.

    Druga nowość jest jeszcze bardziej praktyczna. Z poziomu Welcome Hub, czyli tego ekranu powitalnego, który widzisz po włączeniu konsoli, możesz teraz błyskawicznie dołączyć do gry znajomego. Nie musisz już szukać jego profilu na liście przyjaciół i sprawdzać, co aktualnie robi. Wszystko jest dostępne od ręki.

    Oczywiście, jak to bywa z takimi aktualizacjami, część zmian jest mniej widoczna. Sony wspomina o ogólnych poprawkach wydajnościowych i zwiększeniu stabilności działania systemu. To zawsze jest mile widziane.

    PlayStation Plus też się rozwija

    Równolegle do aktualizacji systemowej, rozbudowany został katalog gier w ramach subskrypcji PlayStation Plus. W styczniu 2026 do katalogów PlayStation Plus Extra i Premium dodano osiem nowych gier plus jedną klasykę dla Premium., a wybór jest naprawdę zróżnicowany.

    Gracze mogą teraz zagrać m.in. w:
    – Resident Evil Village
    – Like A Dragon: Infinite Wealth
    – Expeditions: A MudRunner Game
    – A Quiet Place: The Road Ahead

    To solidny zestaw, który powinien zadowolić fanów różnych gatunków. Dla subskrybentów najwyższego poziomu, PlayStation Plus Premium, przygotowano dodatkową gratkę – klasycznego Ridge Racera.

    Warto dodać, że te wszystkie nowości pojawiają się w momencie, gdy konkurencja też nie próżnuje. Co ciekawe, Usunąć ten fragment, jako niepoparty źródłami., co pokazuje, jak dynamiczne i nieprzewidywalne może być to środowisko.

    Co dalej? Patrząc na to tempo, można się spodziewać, że Sony będzie regularnie dostarczać podobne, średniej wielkości aktualizacje. Nie są to może rewolucyjne zmiany, ale każda z nich przyczynia się do tego, że korzystanie z konsoli jest po prostu przyjemniejsze i bardziej płynne. A do tego dostajemy regularny zastrzyk nowych gier w subskrypcji. Nieźle jak na początek roku.

    Źródła

  • Sony w końcu wprowadza potwierdzenia przeczytania wiadomości na PS5

    Sony w końcu wprowadza potwierdzenia przeczytania wiadomości na PS5

    PS5 właśnie dostała nową aktualizację systemową, oznaczoną numerem 26.01-12.60.00. Sony opublikowało ją 28 stycznia 2026 roku i zawiera ona kilka zmian, na które gracze czekali od dawna.

    „W aktualizacji dodano potwierdzenia przeczytania wiadomości (wdrażane stopniowo), obok możliwości bezpośredniego dołączania do gier znajomych z widżetu Aktywność znajomych w Welcome Hub.” Wreszcie będziesz wiedzieć, czy twój znajomy zobaczył twoją propozycję wspólnej gry lub losowego żartu. Sony podkreśla jednak, że funkcja jest wdrażana stopniowo, więc nie u wszystkich pojawi się od razu.

    Witamy w Hubie

    Co jeszcze się zmieniło? „Możesz teraz dołączyć do gry znajomego bezpośrednio z widżetu „Aktywność znajomych” w Welcome Hub, jeśli posiadasz tę grę; w przeciwnym razie pojawi się opcja zakupu.” To mała, ale wygodna poprawka. Zamiast szukać osoby na liście znajomych, a potem wciskać „dołącz do gry”, wystarczy wejść w Hub i kliknąć.

    W aktualizacji są oczywiście też standardowe poprawki wydajności i stabilności. Sony zawsze je dodaje, więc trudno powiedzieć, co konkretnie naprawili tym razem. Ważne, że konsola ma działać płynniej.

    Nowe gry w Plusie

    Wcześniej w styczniu PlayStation Plus wzbogacił się o dziewięć nowych pozycji w katalogach Extra i Premium. To całkiem solidny pakiet.

    Wśród nowości znalazły się:
    – Resident Evil Village
    – Like a Dragon: Infinite Wealth
    – Expeditions: A MudRunner Game
    – A Quiet Place: The Road Ahead

    To dobra wiadomość dla subskrybentów, zwłaszcza że Village to już uznana horrorowa klasyka, a najnowsza odsłona Yakuzy też ma świetne recenzje. MudRunner dla fanów terenówek też brzmi nieźle.

    Plotki o Portal OLED

    Co ciekawe, w sieci krążą też plotki o nowej wersji PlayStation Portal. Chodzi o model z ekranem OLED, który miałby pojawić się jeszcze w tym roku.

    Ciemny kontroler do gier wideo leżący na ciemnej powierzchni, oświetlony niebieskim światłem.

    To miałoby sens, bo oryginalny Portal, mimo mieszanych opinii, sprzedawał się całkiem nieźle. Lepszy ekran mógłby przekonać więcej osób do tego niszowego urządzenia. Na razie to jednak tylko spekulacje, bez oficjalnego potwierdzenia od Sony.

    Dlaczego to ważne?

    Te aktualizacje mogą wydawać się drobne, ale pokazują zmianę podejścia Sony. Firma przez lata skupiała się głównie na mocy obliczeniowej i ekskluzywach, trochę zaniedbując stronę społeczną i jakość życia.

    Dodanie odczytów wiadomości to rzecz, którą Xbox ma od dawna. W końcu Sony nadgania. Może to sygnał, że w przyszłych aktualizacjach zobaczymy więcej ulepszeń związanych z komunikacją między graczami?

    Co myślicie? Czy odczyty wiadomości to funkcja, z której faktycznie będziecie korzystać, czy raczej zbędny dodatek? Dla niektórych to wygoda, dla innych źródło niepotrzebnej presji.

    W każdym razie, Sony powoli, ale konsekwentnie poprawia doświadczenie użytkownika na PS5. Najpierw odblokowali dostęp do dysków M.2, potem dodali wsparcie dla Dolby Atmos, a teraz czas na social features. Ciekawe, co będzie następne.

    Źródła

  • I Hate This Place: Polski horror survivalowy w końcu trafia do graczy

    I Hate This Place: Polski horror survivalowy w końcu trafia do graczy

    No i stało się. Po kilku miesiącach nerwowego oczekiwania i jednym, dość znaczącym opóźnieniu, polski horror 'I Hate This Place’ jest już dostępny. Oficjalna premiera odbyła się dokładnie 29 stycznia 2026 roku. Gracze na całym świecie mogą teraz sprawdzić, czy miejsce, którego bohaterka tak nienawidzi, jest warte ich czasu i, co ważniejsze, ich nerwów.

    A warto przypomnieć, że premiera nie przyszła łatwo. Pierwotnie gra miała ukazać się już 7 listopada 2025 roku. Dlaczego więc musieliśmy czekać te dodatkowe prawie trzy miesiące? Cóż, tutaj sprawa jest całkiem prosta, a nawet godna pochwały. Twórcy z Rock Square Thunder oraz wydawcy – Broken Mirror Games (czyli wytwórnia Bloober Team) we współpracy ze Skybound Entertainment – postanowili odłożyć premierę, aby wziąć pod uwagę opinie społeczności. To dość odważny ruch, prawda? Zamiast wypuszczać produkt 'na już’, woleli się zatrzymać, posłuchać i dopracować szczegóły. W dzisiejszych czasach, kiedy premiery bywają pospieszne, takie podejście naprawdę się ceni.

    A o czym właściwie jest ta gra? Tutaj historia robi się naprawdę ciekawa. 'I Hate This Place’ to adaptacja komiksu. Nie byle jakiego, bo nominowanego do nagrody Eisner. Stworzyli go Kyle Starks i Artyom Topilin. Gra przenosi nas w świat, który znamy z kart tej opowieści. Wcielamy się w Elenę, która trafia do… no właśnie, tego przeklętego miejsca. I to dosłownie. Rozgrywka toczy się z perspektywy izometrycznej, co dla fanów gatunku może brzmieć znajomo, ale twórcy obiecują swoje własne, świeże podejście.

    Na czym polega ta świeżość? Na pierwszy plan wysuwa się crafting i zarządzanie zasobami. To nie będzie zwykły bieg z latarką przed czymś strasznym. Tutaj musimy kombinować, łączyć przedmioty i naprawdę myśleć, jak przetrwać w tym wrogim środowisku. To ma być survival horror z prawdziwego zdarzenia, gdzie każdy zużyty bandaż i każdy zebrany kawałek drewna mają znaczenie. Gracze na forach, zanim jeszcze zablokowano dostęp do niektórych wątków, wyrażali spore zainteresowanie tym otwartym, sandboxowym podejściem do horroru. To obietnica napięcia budowanego nie przez skrypty, ale przez nasze własne, często kiepskie, decyzje.

    Article image

    Co z platformami? Gra pojawiła się nie tylko na PC. Można ją również znaleźć w sklepie Nintendo Switch eShop oraz na PlayStation 5. To całkiem szeroka dystrybucja jak na niezależny projekt. Wsparcie Bloober Team, oraz Skybound, znanego chociażby z 'The Walking Dead’, z pewnością pomogło w takim zasięgu.

    29 stycznia był naprawdę intensywnym dniem na rynku gier. 'I Hate This Place’ nie debiutowało w próżni. Tego samego dnia światło dzienne ujrzał gigantyczny sequel 'CODE VEIN II’. Obok nich pojawiła się też przygodówka wspinaczkowa 'Cairn’. To spora konkurencja. Polski horror musiał przebić się przez ten gwar. Ale ma coś, czego tamte tytuły nie mają – jest głęboko zakorzeniony w polskim DNA developerskim i oparty na uznanej, mrocznej narracji komiksowej. To może być jego największy atut.

    Co dalej? Teraz gra jest w rękach graczy. Pierwsze recenzje i wrażenia z rozgrywki dopiero się pojawiają. Kluczowe pytanie brzmi: czy dodatkowe miesiące prac nad grą, podyktowane feedbackiem od community, przełożyły się na lepsze, bardziej dopracowane doświadczenie? Czy Elena i jej walka o przetrwanie w przeklętym miejscu wciągną nas na dłużej?

    Jedno jest pewne. Kolejny polski twórca, Rock Square Thunder, stanął przed ogromną szansą. 'I Hate This Place’ to nie tylko kolejna gra horror. To test dla polskiego rozwoju gier, który coraz śmielej sięga po ambitne, narracyjne projekty z zachodnimi partnerami u boku. Czas pokaże, czy to miejsce, którego nienawidzimy, okaże się dla nas miejscem, do którego będziemy chcieli wracać. Przynajmniej po to, żeby się wystraszyć.

    Źródła

  • Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Dla wszystkich, którzy od 2019 roku czekali na kontynuację mrocznej, anime-stylizowanej przygody, mam świetne wieści. Premiera standardowej edycji odbędzie się 30 stycznia 2026, ale wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate jest już dostępny od 26-27 stycznia 2026 w zależności od regionu i platformy., będziemy mogli ponownie wcielić się w łowcę Zjaw na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S. A właściwie, pozwólcie, że doprecyzuję – 30 stycznia to data dla standardowej edycji. Wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate rozpoczął się 27 stycznia 2026 o określonych godzinach regionalnych (np. 15:00 PST) i jest już dostępny. To całkiem niezły prezent na koniec stycznia, prawda?

    Po co właściwie czekaliśmy te siedem lat? No cóż, oryginalne Code Vein, mimo że bywało nazywane 'anime soulsem’, zdobyło sobie wierną grupę fanów właśnie przez swój unikalny styl i klimat. I właśnie ten klimat ma powrócić w sequelu, ale z solidną porcją nowości. Fabuła przenosi nas w świat po katastrofie zwanej Resurgence. Świat gry osadzony jest w postapokaliptycznym otoczeniu z Revenantami i nowymi zagrożeniami jak Horrory, z naciskiem na podróże w czasie między przeszłością a teraźniejszością, bez potwierdzonego szczegółu o „Luna Rapacis”. I tu właśnie pojawia się nasza rola – jako łowca Zjaw musimy powstrzymać upadek świata. Nie będzie to jednak proste zadanie.

    Co jest naprawdę ciekawe w tym sequelu? Otóż tym razem nie będziemy podróżować samotnie. Lou MagMell (poprawna pisownia: MagMell z małym „l”). To nie jest tylko gadżet fabularny – zdolności Lou mają być integralną częścią rozgrywki. Chociaż szczegóły mechaniki nie są jeszcze w pełni ujawnione, sama możliwość wpływania na czas w grze souls-like brzmi jak przepis na naprawdę kreatywne walki z bossami i eksplorację. To może być ten element, który wyróżni Code Vein 2 na tle innych gier z tego gatunku.

    Walka też ma przejść ewolucję. Deweloperzy zapowiadają nowy Reaper Jail to nowa mechanika w ramach systemu Jails, umożliwiająca ataki kosą i kontry., który ma oferować bardziej dynamiczne i złożone starcia. Do tego dochodzą formy Bequeathed, które prawdopodobnie pozwolą nam jeszcze głębiej dostosowywać styl walki i umiejętności naszej postaci. A skoro już o personalizacji mowa – twórcy obiecują jej więcej niż w pierwszej części. Możemy spodziewać się szerszych opcji tworzenia bohatera, a także bardziej rozbudowanej kooperacji. W końcu wspólne pokonywanie wyzwań to jeden z filarów serii.

    Świat gry pozostanie wierny postapokaliptycznym korzeniom, ale wszystko wskazuje na to, że będzie większy i bardziej otwarty do eksploracji. To, co widzieliśmy w zapowiedziach, prezentuje tę samą charakterystyczną, gotycko-anime’ową estetykę, ale w nowej, shinierzej odsłonie, dostosowanej do możliwości obecnej generacji konsol.

    Pytanie, które może się nasuwać, brzmi: czy warto od razu inwestować w droższe edycje dla wczesnego dostępu? To zależy od tego, jak bardzo jesteście głodni nowości. Standardowa premiera 30 stycznia i tak jest tuż za rogiem, a różnica kilku dni to raczej nie jest wieczność. Ale jeśli nie możecie się doczekać i macie ochotę na dodatkową zawartość, jak na przykład soundtrack czy jakieś kosmetyczne dodatki, to wersje Deluxe i Ultimate są stworzone właśnie dla was.

    Podsumowując, Code Vein 2 kształtuje się na jedną z ciekawszych premier początku 2026 roku. Bandai Namco bierze to, co sprawdziło się w pierwszej części – czyli połączenie wymagającej, soulsopodobnej walki z unikalnym klimatem i fabułą – i stara się to ulepszyć o nowe mechaniki, głębszą personalizację i bogatszy świat. Czy im się to uda? Przekonamy się już za niecały rok. Ja osobiście mam nadzieję, że ta gra okaże się godnym następcą i da fanom gatunku solidną, emocjonującą przygodę. Kalendarz na koniec stycznia 2026 wygląda naprawdę obiecująco.

    Źródła

  • Cairn wchodzi na szczyt: Dziś premiera realistycznej symulacji wspinaczki na PC i PS5

    Cairn wchodzi na szczyt: Dziś premiera realistycznej symulacji wspinaczki na PC i PS5

    No i stało się. Po krótkim, ale jak się okazuje potrzebnym, opóźnieniu, gra Cairn od studia The Game Bakers jest już oficjalnie dostępna. Jeśli szukacie czegoś innego niż kolejny strzelany skok w przyszłość lub fantasy RPG, to ta pozycja może was bardzo zainteresować. A właściwie to powinna. Bo to nie jest gra o wspinaczce. To jest gra, która stara się być wspinaczką.

    Co mam na myśli? Cóż, Cairn określane jest jako „nastawiona na realizm symulacja”. I to nie są puste słowa. Wcielamy się w zawodową alpinistkę o imieniu Aava, która postanawia zmierzyć się z niezdobytą dotąd górą Kami. I od razu powiem – nie będzie to spacer po płaskim terenie. Rozgrywka opiera się na naprawdę drobiazgowym kontrolowaniu ruchów naszej bohaterki. Chodzi o wyszukiwanie punktów oparcia, płynne ustawianie dłoni i stóp, a także pilnowanie postawy, wysiłku i tego całego balansu. To brzmi skomplikowanie? Może trochę. Ale twórcy obiecują, że sterowanie ma być intuicyjne i naturalne. Po prostu musimy myśleć jak wspinacz.

    A co jest naprawdę ciekawe? Błędy mają tu swoje konsekwencje. Poważne. Chwila nieuwagi, źle oszacowana chwytność skały, przemęczenie – wszystko to może skończyć się szybkim i bardzo nieprzyjemnym lotem w dół. To nie jest gra, w której po prostu przytrzymujemy przycisk, żeby iść do góry. Tu trzeba planować.

    I właśnie o planowaniu mowa. Jednym z kluczowych elementów Cairn jest swoboda w wyborze własnej drogi na szczyt. Możemy wcześniej rozpoznawać ściany z poziomu ziemi, analizować trasę i decydować, jak podejść do danego problemu. To trochę jak rozwiązywanie wielkiej, pionowej łamigłówki. I podobno poziom trudności da się regulować, więc nie musicie od razu rzucać się na najtrudniejszą wersję.

    Ale przecież sama technika to nie wszystko, prawda? Prawdziwa wyprawa wysokogórska to też walka o przetrwanie. I tutaj Cairn mocno czerpie z konwencji survivalu. Musimy zarządzać naszymi zasobami. I mówię tu o bardzo konkretnych rzeczach: o hakach (czyli pitonach), kredzie, taśmie na palce. Musimy pilnować zapasów jedzenia i wody, a także leków. W trakcie dłuższej wspinaczki będziemy zakładać obozy, żeby odpocząć, i eksplorować okolicę w poszukiwaniu materiałów potrzebnych do kontynuowania podróży. To dodaje całej zabawie zupełnie nowej, strategicznej warstwy. Nie chodzi tylko o to, gdzie postawić stopę, ale też o to, czy starczy nam sił i sprzętu, żeby w ogóle tam dotrzeć.

    Article image

    A gdzie w tym wszystkim jest historia? Oczywiście też jest. W trakcie wyprawy Aava będzie prowadzić rozmowy z napotkanymi osobami, a całość przetykana jest wątkami związanymi z historią samej góry Kami. Pojawia się też pytanie o cenę, jaką bohaterka jest gotowa zapłacić za realizację swojego celu. Twórcy szacują, że przejście głównej ścieżki zajmie około 15 godzin. A dla tych, którzy zechcą sprawdzić się jeszcze raz, przygotowano tryb Ekspedycji, który ma oferować sporą dozę powtarzalności.

    Warto wspomnieć, że premiera nieco się opóźniła. Pierwotnie gra miała ukazać się w listopadzie zeszłego roku. Studio The Game Bakers zdecydowało się jednak przełożyć wydanie, żeby dodać ostatnie szlify i – co ciekawe – zaktualizować demo, dodając do niego tak zwane „dusze” innych graczy. To taki fajny, społecznościowy element, który pozwala zobaczyć ślady czyichś wcześniejszych prób.

    Cairn kupicie dziś, 29 stycznia 2026, na platformie Steam na PC oraz w PlayStation Store na konsolę PS5. To kolejny, bardzo charakterystyczny projekt od zespołu, który dał nam między innymi świetną, rytmiczną strzelankę Furi i piękną, emocjonalną podróż w Griss. Widać, że lubią podejmować ryzyko i eksperymentować z gatunkami. Tym razem postawili na realizm, precyzję i ten specyficzny dreszczyk emocji, który towarzyszy prawdziwej wspinaczce. Czy im wyszło? Cóż, to już musicie sprawdzić sami, sięgając po gaś lub liny. W tym przypadku to właściwie to samo.

    Źródła

  • Zapnijcie pasy! The Seven Deadly Sins: Origin już dziś wchodzi na wszystkie platformy. Za darmo.

    Zapnijcie pasy! The Seven Deadly Sins: Origin już dziś wchodzi na wszystkie platformy. Za darmo.

    No i stało się. Jeśli w tym tygodniu w głowie macie tylko jedną premierę, to prawdopodobnie chodzi właśnie o nią. The Seven Deadly Sins: Origin, czyli ta wielka, darmowa gra anime od studia Netmarble, Gra nie uruchamia się dzisiaj; premiera globalna została opóźniona do marca 2026 na PS5, Steam, iOS i Android.. A do tego startuje od razu na praktycznie wszystkim, co ma ekran – od konsoli PlayStation 5, przez komputery na Steamie, po smartfony i tablety z iOS i Androidem.

    Ciekawe, prawda? Rynek free-to-playowych gier otwartego świata nie śpi, a Netmarble postanowiło rzucić rękawicę z naprawdę rozpoznawalną marką. W końcu 'Siedem Grzechów Głównych’ to seria, którą zna ogromna rzesza fanów mangi i anime. Tylko co właściwie dostajemy w zamian? Bo darmowa gra to jedno, a jej zawartość – to drugie.

    Okej, spójrzmy na to, co wiemy. The Seven Deadly Sins: Origin to przede wszystkim rozległa, otwarta kraina Brittanii, którą będziemy eksplorować. Ale nie jest to zwykłe odtworzenie znanej historii. Twórcy postawili na oryginalną fabułę osadzoną w multiwersum, a naszym głównym bohaterem ma być książę Tristan. To całkiem świeże podejście, które pozwala zarówno weteranom serii, jak i nowicjuszom, poczuć się jak odkrywcy nowego rozdziału.

    Article image

    A co z rozgrywką? Tu też jest kilka ciekawych smaczków. Mamy oczywiście dynamiczne, real-time’owe walki, które są podstawą każdego dobrego action RPG. Do tego dochodzi system kolekcjonowania bohaterów – spodziewajcie się spotkań z ulubionymi postaciami z serii, które będzie można dołączyć do swojej drużyny. Ale to, co brzmi naprawdę intrygująco, to połączenie trybu dla pojedynczego gracza z elementami MMO. Można grać samemu, przeżywając główną opowieść, ale w każdej chwili można też zaprosić do współpracy do czterech innych osób. Razem możecie wtedy ruszyć na większe wyzwania, czy po prostu wspólnie odkrywać świat.

    I tu dochodzimy do pewnego ważnego punktu. W opisach gry często pada słowo 'MMO’. Chyba warto to od razu wyjaśnić, żeby nie było niedomówień. Nie chodzi tutaj o gigantyczne, tysiącosobowe światy jak w klasycznych MMO. Raczej o to, że świat gry jest żywy, zapełniony innymi graczami, z którymi można wchodzić w interakcje, współpracować w małych grupach i brać udział w dedykowanych aktywnościach. To takie połączenie RPG i lekkich, społecznościowych elementów MMO. Dla wielu osób to może być strzał w dziesiątkę, bo daje poczucie wspólnoty bez przytłaczającej skali.

    Article image

    No i nie samą walką człowiek żyje. Twórcy pomyśleli też o bardziej relaksacyjnych zajęciach. W grze znajdziemy bowiem systemy w stylu łowienia ryb czy gotowania. Brzmi to jak miły przerywnik pomiędzy kolejnymi potyczkami z potworami i eksploracją. Takie elementy potrafią naprawdę ożywić świat i dać graczowi chwilę wytchnienia.

    Pytanie, które teraz pewnie sobie zadajecie, brzmi: czy to w ogóle ma szansę wypalić? Darmowa gra, wysoka produkcja, cross-play na tak wielu platformach… to spore wyzwanie techniczne i projektowe. Z drugiej strony, Netmarble ma już doświadczenie w tworzeniu tego typu projektów. Premiera opóźniona do marca 2026; gra nie jest jeszcze dostępna, ale można się pre-rejestrować. Warto tylko pamiętać, że model free-to-play często wiąże się z mikropłatnościami, zazwyczaj za kosmetyki, przyspieszacze progresu lub nowych bohaterów. Szczegóły poznamy pewnie dopiero po odpaleniu gry.

    Styczeń 2026, trzeba przyznać, jest wyjątkowo ciekawy pod względem premier. W tym samym miesiącu wyszło już kilka intrygujących tytułów, jak chociażby survival sci-fi StarRupture czy niepokojący Pathologic 3. The Seven Deadly Sins: Origin wpisuje się w ten trend jako jedna z największych, a na pewno najbardziej dostępnych propozycji. Nie wymaga żadnej inwestycji na start, a obiecuje duży świat i wiele godzin rozgrywki.

    Co więc robić, jeśli temat was zainteresował? Cóż, gra jest darmowa, więc ryzyko jest właściwie zerowe. Wystarczy dziś po południu zajrzeć na Steam, Sklep PlayStation lub odpowiedni sklep aplikacji na telefonie, kliknąć 'pobierz’ i sprawdzić, czy Britannia przygotowana przez Netmarble spełni oczekiwania. Dla fanów serii to pozycja obowiązkowa. Dla reszty – ciekawa propozycja na sprawdzenie, jak wygląda połączenie anime, RPG i otwartego świata w jednym, darmowym pakiecie. Miłego grania!

    Źródła

  • Premiera The Seven Deadly Sins: Origin przesunięta – darmowe RPG anime czeka na lepszą wersję

    Premiera The Seven Deadly Sins: Origin przesunięta – darmowe RPG anime czeka na lepszą wersję

    No cóż, styczeń 2026 miał być dla fanów anime RPG całkiem ciekawy. Wśród wielu premier, Oryginalna data premiery to 28 stycznia 2026 (potwierdzone w większości źródeł), choć jedno źródło wspomina o 27 stycznia. – darmowego, kooperacyjnego RPG z otwartym światem od Netmarble. Gra miała trafić jednocześnie na PS5, PC (przez Steam) i telefony (iOS oraz Android). To brzmiało jak solidny plan na koniec miesiąca, prawda?

    Ale tutaj pojawia się małe, a właściwie całkiem spore 'ale’. Okazuje się, że ten plan się zmienia. Netmarble (wraz z Netmarble F&C) zdecydowało się przesunąć premierę. na marzec 2026. Dlaczego? Cóż, to w sumie dobra wiadomość, choć na pewno rozczarowująca dla tych, którzy już odliczali dni.

    Powód jest taki, że pod koniec 2025 roku odbył się zamknięty beta test. I tu zaczyna się cała historia. Gracze, którzy w nim uczestniczyli, przekazali swoją opinię. A twórcy, co ważne, postanowili tej opinii posłuchać. Zgodnie z informacjami od Netmarble (w tym od producenta wykonawczego Do-Hyung Koo wg kontekstu), zespół skupia się na poprawie…, zespół chce skupić się na poprawieniu kilku kluczowych elementów. Chodzi o intuicyjność walki, responsywność sterowania, przejrzystość interfejsu i ogólny poziom dopracowania. Mówiąc prościej: chcą, żeby gra po prostu lepiej się grało, zanim trafi do wszystkich.

    To trochę tak, jakbyście zamówili pyszne ciasto, a cukiernik przed podaniem powiedział 'chwileczkę, dodam jeszcze odrobinę więcej kremu i równiej pokroję’. Może i trzeba poczekać, ale efekt finalny powinien być lepszy.

    Co ciekawe, gra jest darmowa. To model free-to-play, więc nikt nie musi za nią płacić z góry. Netmarble ma już doświadczenie w takich projektach, więc można się spodziewać, że monetizacja będzie opierała się na mikropłatnościach za kosmetyki czy przyspieszenie postępu. Ale póki co, to tylko domysły.

    Warto wspomnieć, że The Seven Deadly Sins: Origin to nie jest pierwsza gra z tego uniwersum. Sam serial anime ma już spore grono fanów. Tym razem dostajemy pełnoprawną przygodę RPG w otwartym świecie, z możliwością gry w kooperacji. Można by pomyśleć, że to po prostu kolejna adaptacja, ale pomysł na połączenie tego z rozległym światem i wspólną zabawą z przyjaciółmi brzmi naprawdę zachęcająco.

    No dobrze, a co z tymi wszystkimi platformami? Na szczęście tu nic się nie zmienia. Gra nadal ma zadebiutować globalnie i jednocześnie na wszystkich zaplanowanych platformach: PlayStation 5, komputerach osobistych przez Steam oraz na urządzeniach mobilnych z systemami iOS i Android. To całkiem niezły wyczyn, biorąc pod uwagę różnice między tymi urządzeniami.

    I jeszcze jedna ważna rzecz: pre-rejestracje cały czas są otwarte. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie być na bieżąco, możecie zapisać się na oficjalnej stronie gry lub w sklepach aplikacji. Często za taką wcześniejszą rejestrację studia oferują jakieś bonusy, drobne nagrody czy po prostu powiadomienie w dniu premiery.

    Co teraz? Czekamy. Marzec 2026 nie jest jakoś strasznie odległy, ale na pewno wymaga od fanów odrobinę więcej cierpliwości. Z drugiej strony, lepiej dostać dopracowany produkt niż coś, co wymaga dziesiątek poprawek po premierze. Historie z grami wypuszczanymi w pośpiechu i później łatanych przez miesiące nie są niczym nowym.

    Można by zapytać, czy to opóźnienie jest czymś złym? W mojej opinii, niekoniecznie. Pokazuje, że twórcy traktują feedback od graczy poważnie. W branży gier czasami lepiej poczekać te kilka tygodni, żeby później nie żałować.

    Tak więc, jeśli planowaliście spędzić koniec stycznia eksplorując świat Siedmiu Grzechów Głównych z przyjaciółmi, musicie zmienić plany na nieco później. Ale pamiętajcie, że do marca nie jest tak daleko. A może w międzyczasie uda się nadrobić inne tytuły z waszej listy? Styczeń 2026 i tak zapowiada się całkiem ciekawie pod względem premier, ale o tym już w innym artykule.

    Na razie pozostaje śledzić oficjalne kanały Netmarble i czekać na więcej informacji. Kto wie, może jeszcze przed marcową premierą zobaczymy nowy gameplay czy jakieś szczegóły dotyczące fabuły. A póki co, warto zarejestrować swoje zainteresowanie. W końcu darmowa, wieloplatformowa gra RPG w stylu anime to propozycja, którą trudno całkiem zignorować.

    Źródła

  • Nocne biegi i zombie: 'The Midnight Walkers’ trafia do wczesnego dostępu

    Nocne biegi i zombie: 'The Midnight Walkers’ trafia do wczesnego dostępu

    Jeśli zastanawialiście się, co zrobić w ten piątkowy wieczór, mam dla was propozycję. Albo raczej, mam dla was ostrzeżenie. 28 stycznia o godzinie 21:00 czasu polskiego (lub 2:00 w nocy 29 stycznia, jeśli jesteście nocnymi markami) w wczesnym dostępie na Steamie pojawi się nowa gra. Nazywa się 'The Midnight Walkers’ i wygląda na to, że będzie to solidna dawka adrenaliny w zainfekowanym świecie.

    Twórcą jest Onewayticket Studio, a sama gra jest określana jako kooperacyjna strzelanka ekstrakcyjna. Brzmi poważnie, prawda? W praktyce chodzi o to, że wchodzicie do gry z przyjaciółmi, musicie przetrwać w konkretnym miejscu, zebrać co się da i uciec żywcem. Miejscem akcji jest Liberty Grand Center, co brzmi dość elegancko, ale w rzeczywistości jest to kompletnie opanowany przez zombie kompleks. Właśnie tak, wracamy do korzeni z nieumarłymi w roli głównej.

    Co tu jest naprawdę ciekawe? Mechanika. Gra ma być połączeniem napięcia i szybkiej akcji znanej z 'Dying Light’ z surowym, brutalnym podejściem do przetrwania znanym z 'Escape from Tarkov’. To znaczy, że nie chodzi tylko o to, żeby strzelać do wszystkiego, co się rusza. Chodzi o strategiczne decyzje. Którą drogą pójść? Co zabrać, a co zostawić, bo plecak jest już pełny? Czy lepiej walczyć z tą małą grupką wrogów, czy może ich obejść? Każda misja to walka o przetrwanie i dotarcie do punktu ewakuacji z cennym łupem.

    Premiera odbywa się w modelu wczesnego dostępu. To dla mnie zawsze jest znak, że twórcy chcą pracować razem z graczami, słuchać ich uwag i stopniowo rozwijać projekt. Nie wiem jak wy, ale ja lubię obserwować, jak taka gra rośnie i dojrzewa. Studio ma szansę dostosować rozgrywkę do realnych oczekiwań społeczności.

    A co z samą rozgrywką? Opisy sugerują, że będzie szybka i pełna napięcia. Zbieranie zasobów, odpieranie ataków tych 'nieustępliwych nieumarłych wrogów’ – to wszystko brzmi jak przepis na długie, stresujące, ale bardzo satysfakcjonujące sesje z kumplami. Pomyślcie o tym: jest noc, jesteście w opuszczonym centrum, słyszycie pomruki dochodzące z ciemności, a w magazynku zostało tylko kilka naboi. Brzmi jak dobra zabawa, nie sądzicie?

    Warto też zwrócić uwagę na kontekst tej premiery. Tydzień od 27 stycznia do 1 lutego 2026 jest naprawdę bogaty w nowości. Obok 'The Midnight Walkers’ pojawią się między innymi długo wyczekiwany 'CODE VEIN II’ czy remake 'FRONT MISSION 3′. To spore towarzystwo. Ale 'The Midnight Walkers’ wyróżnia się w tej paczce swoim czysto kooperacyjnym, survivalowym zacięciem. Dla fanów gatunku, którzy mają dość samotnego grzebania w postapokaliptycznych ruinach, to może być właśnie ten tytuł.

    Podsumowując, jeśli macie ochotę na współpracę pod presją, na zarządzanie zasobami, gdy za drzwiami czai się śmierć, i na ogólny klimat zombie-apokalipsy, to kalendarz na 28 stycznia warto zaznaczyć. 'The Midnight Walkers’ zapowiada się na intensywną przygodę, w której przetrwanie zależy od waszych umiejętności, decyzji i, co najważniejsze, od waszych towarzyszy. No i pamiętajcie – w Liberty Grand Center światła najpewniej nie działają. Lepiej zaopatrzcie się w latarki.

    Źródła

  • Dispatch zadebiutuje na Switchu i Switchu 2 – premiera już 28 stycznia

    Dispatch zadebiutuje na Switchu i Switchu 2 – premiera już 28 stycznia

    Jeśli jesteś fanem opowieści interaktywnych i czekałeś na coś nowego na swojego Switcha, mamy dla ciebie świetną wiadomość. Gra 'Dispatch’, czyli ten interaktywny dramat o superbohaterach, którego „premiera na PC i PlayStation 5 miała miejsce w październiku 2025 r.”, w końcu trafia do ekosystemu Nintendo. I to nie byle jak, bo od razu na dwie platformy – klasycznego Switcha i jego następcę, Switcha 2. „Data premiery to 28 stycznia 2026 wg niektórych źródeł (np. Radio Times, Nintendo Life) lub 29 stycznia 2026 wg oficjalnych sklepów Nintendo w regionach AU/UK.”, ale generalnie chodzi o koniec przyszłego miesiąca.

    O co w tej grze właściwie chodzi? 'Dispatch’ to projekt studia AdHoc, które specjalizuje się w tego typu narracyjnych doświadczeniach. To nie jest typowa bijatyka ani przygodówka akcji. Tutaj chodzi przede wszystkim o opowieść i podejmowanie decyzji. Fabuła kręci się wokół grupy superbohaterów, a my wpływamy na jej bieg poprzez swoje wybory. Co ciekawe, „w obsadzie głosowej znajdziemy znane nazwiska, jak Jeffrey Wright, Alanah Pearce i Laura Bailey (z Critical Role).”. To może być całkiem niezły głosowy maraton.

    Ale tutaj pojawia się najfajniejszy szczegół, przynajmniej z punktu widzenia gracza. Jeśli kupisz grę na klasycznego Nintendo Switch, dostaniesz też prawo do bezpłatnej aktualizacji na wersję na Switcha 2. Nie musisz kupować gry drugi raz. To bardzo fair podejście ze strony wydawcy. Ta wersja na nowszą konsolę, nazywana 'Nintendo Switch 2 Edition’, ma oferować poprawioną grafikę i wyższą wydajność. Szczerze mówiąc, to trochę tajemnicze, co dokładnie te ulepszenia oznaczają, ale można się spodziewać lepszej rozdzielczości, płynniejszej animacji, może krótszych czasów ładowania. Standardowe rzeczy przy przejściu na nowszy sprzęt.

    Article image

    Gra jest już dostępna do przedpremierowego zamówienia w Nintendo eShop. „Cena pre-orderu w Nintendo eShop to ok. 93 PLN (lub ekwiwalent, np. £22.49 po 10% zniżce w UK), z promocyjną zniżką 10%.”. To całkiem rozsądna kwota za pełnoprawną, fabularną grę. Pojemność? Około 13.5 GB, więc warto zrobić miejsce na karcie pamięci.

    Co mnie tutaj zastanawia, to strategia wydawnicza. 'Dispatch’ najpierw pojawił się na innych platformach, a teraz, kilka miesięcy później, dociera do Nintendo. To może sugerować, że twórcy chcieli dopracować porty, zwłaszcza ten na nowszą konsolę, która technicznie pewnie oferuje więcej możliwości. Premiera niemal równocześnie na obu modelach Switcha to też ciekawy ruch. Zapewnia dostępność dla ogromnej, istniejącej już bady użytkowników pierwszego Switcha, ale jednocześnie od razu rzuca kość ratunkową dla tych, którzy przesiadają się na nowszy model.

    Czy warto się tym zainteresować? Jeśli lubisz gry, w których fabuła i decyzje są w centrum uwagi, a klimat superbohaterów cię kręci, to zdecydowanie tak. To nie jest kolejna odsłona Marvel’s Avengers, tylko coś zupełnie innego, bardziej kameralnego i skupionego na opowieści. Premiera pod koniec stycznia oznacza też, że będzie to jedna z pierwszych większych gier, które zadebiutują na Switchu 2 w 2026 roku. Może to dobry moment, żeby przetestować nowy sprzęt?

    Podsumowując, 'Dispatch’ to ciekawa propozycja, która wypełnia niszę na konsolach Nintendo. Interaktywny dramat, znana obsada, sprawiedliwa polityka aktualizacji między generacjami konsol i data premiery, która jest już naprawdę za rogiem. Pozostaje tylko czekać do końca stycznia i zobaczyć, jak ta opowieść rozegra się na przenośnych konsolach.

    Źródła

  • Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    No i stało się. Dziewiątego stycznia, dokładnie tak jak zapowiadano, na platformy Steam i PlayStation 5 wjechało Pathologic 3. To wydarzenie, na które fani niepokojących, wymagających gier czekali od dawna. Jeśli szukacie czegoś, co nie będzie zwykłym spacerkiem po pięknych lokacjach, to trafiliście pod dobry adres. Ice-Pick Lodge znowu postanowiło nas solidnie zdenerwować, i to z pełnym przekonaniem.

    O co w tym wszystkim chodzi? Wcielacie się w lekarza, który trafia do odizolowanego, mrocznego miasta. A tam, proszę państwa, szaleje epidemia. Waszym zadaniem jest nie tylko przetrwać, ale i znaleźć lekarstwo, negocjować z mieszkańcami i odkrywać mroczne sekrety tego miejsca. To survival w czystej postaci – musicie pilnować głodu, zmęczenia i zdrowia, a każda decyzja ma swoje konsekwencje. Brzmi jak solidny plan na stresujący wieczór, prawda?

    Ale tu pojawia się największa nowość, o której wszyscy mówią. Pathologic 3 wprowadza mechanikę podróży w czasie. To nie jest po prostu ładny dodatek. Chodzi o to, że możecie eksplorować różne ścieżki fabularne, cofać się i sprawdzać, co by było, gdybyście podjęli inną decyzję. To zmienia kompletnie reguły gry. Nie chodzi już tylko o to, by przeżyć ten jeden dzień, ale o to, by zrozumieć splot wydarzeń i znaleźć najlepszą, a może najmniej tragiczną, drogę przez koszmar. Gra niemalże zachęca do ponoszenia porażek, żeby później je naprawiać. To dość odważne posunięcie.

    Jak przyjęli to gracze? Na Steamie widać wyraźne uznanie. Według różnych źródeł, pozytywne oceny oscylują wokół 79 do 82 procent. To całkiem solidny wynik, biorąc pod uwagę, że Pathologic nigdy nie było grą dla mas. Recenzenci i gracze chwalą głębię fabularną, klimat i właśnie te nowe mechaniki czasowe. Narzekają za to na pewną nieprzystępność i wysoką trudność, ale cóż – tego można się było spodziewać po studiu, które słynie z nieszablonowych projektów.

    A co z konsolami? Tu sprawa jest ciekawa. Premiera na PS5 odbyła się równolegle z wersją PC. Jednak właściciele konsoli Microsoftu muszą uzbroić się w cierpliwość. Wersja na Xbox Series X i S pojawi się dopiero 23 stycznia, czyli za niecałe dwa tygodnie. To pewne utrudnienie dla graczy, którzy wolą pudełko pod telewizorem, ale przynajmniej mają konkretną datę.

    Czy warto po nie sięgać? To zależy, czego szukacie. Jeśli lubicie gry, które stawiają przed wami trudne moralnie wybory, które wymagają myślenia i planowania każdego kroku, i które potrafią zbudować niepokojącą, gęstą atmosferę – to Pathologic 3 będzie strzałem w dziesiątkę. To nie jest rozrywka na relaks po pracy. To bardziej doświadczenie, które was wciągnie i pewnie niejednokrotnie zirytuje. Ale takie właśnie miało być.

    Studio Ice-Pick Lodge ma już na koncie takie tytuły jak oryginalne Pathologic czy The Void, więc wiedzą, jak tworzyć unikalne światy. Pathologic 3 wydaje się naturalną ewolucją ich pomysłów, z dodatkiem nowoczesnej mechaniki, która naprawdę wnosi coś świeżego do gatunku.

    Na koniec warto dodać, że styczeń 2026 w ogóle obfituje w ciekawe, niszowe premiery. Pathologic 3 jest chyba najgłośniejszą z nich, ale na liście są też tytuły jak Quarantine Zone: The Last Check czy Cairn. To dobry miesiąc dla graczy szukających czegoś innego niż kolejny odcinek wielkich, corocznych serii.

    Podsumowując, Pathologic 3 jest już dostępne. Przygotujcie się na walkę z czasem, chorobą i własnymi decyzjami. A jeśli gracie na Xboxie, to musicie jeszcze trochę poczekać – ale podobno dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają. A w tym przypadku, sądząc po reakcjach na Steamie, naprawdę mogą być dobre.

    Źródła