Kategoria: Gry

  • Dispatch zadebiutuje na Switchu i Switchu 2 – premiera już 28 stycznia

    Dispatch zadebiutuje na Switchu i Switchu 2 – premiera już 28 stycznia

    Jeśli jesteś fanem opowieści interaktywnych i czekałeś na coś nowego na swojego Switcha, mamy dla ciebie świetną wiadomość. Gra 'Dispatch’, czyli ten interaktywny dramat o superbohaterach, którego „premiera na PC i PlayStation 5 miała miejsce w październiku 2025 r.”, w końcu trafia do ekosystemu Nintendo. I to nie byle jak, bo od razu na dwie platformy – klasycznego Switcha i jego następcę, Switcha 2. „Data premiery to 28 stycznia 2026 wg niektórych źródeł (np. Radio Times, Nintendo Life) lub 29 stycznia 2026 wg oficjalnych sklepów Nintendo w regionach AU/UK.”, ale generalnie chodzi o koniec przyszłego miesiąca.

    O co w tej grze właściwie chodzi? 'Dispatch’ to projekt studia AdHoc, które specjalizuje się w tego typu narracyjnych doświadczeniach. To nie jest typowa bijatyka ani przygodówka akcji. Tutaj chodzi przede wszystkim o opowieść i podejmowanie decyzji. Fabuła kręci się wokół grupy superbohaterów, a my wpływamy na jej bieg poprzez swoje wybory. Co ciekawe, „w obsadzie głosowej znajdziemy znane nazwiska, jak Jeffrey Wright, Alanah Pearce i Laura Bailey (z Critical Role).”. To może być całkiem niezły głosowy maraton.

    Ale tutaj pojawia się najfajniejszy szczegół, przynajmniej z punktu widzenia gracza. Jeśli kupisz grę na klasycznego Nintendo Switch, dostaniesz też prawo do bezpłatnej aktualizacji na wersję na Switcha 2. Nie musisz kupować gry drugi raz. To bardzo fair podejście ze strony wydawcy. Ta wersja na nowszą konsolę, nazywana 'Nintendo Switch 2 Edition’, ma oferować poprawioną grafikę i wyższą wydajność. Szczerze mówiąc, to trochę tajemnicze, co dokładnie te ulepszenia oznaczają, ale można się spodziewać lepszej rozdzielczości, płynniejszej animacji, może krótszych czasów ładowania. Standardowe rzeczy przy przejściu na nowszy sprzęt.

    Article image

    Gra jest już dostępna do przedpremierowego zamówienia w Nintendo eShop. „Cena pre-orderu w Nintendo eShop to ok. 93 PLN (lub ekwiwalent, np. £22.49 po 10% zniżce w UK), z promocyjną zniżką 10%.”. To całkiem rozsądna kwota za pełnoprawną, fabularną grę. Pojemność? Około 13.5 GB, więc warto zrobić miejsce na karcie pamięci.

    Co mnie tutaj zastanawia, to strategia wydawnicza. 'Dispatch’ najpierw pojawił się na innych platformach, a teraz, kilka miesięcy później, dociera do Nintendo. To może sugerować, że twórcy chcieli dopracować porty, zwłaszcza ten na nowszą konsolę, która technicznie pewnie oferuje więcej możliwości. Premiera niemal równocześnie na obu modelach Switcha to też ciekawy ruch. Zapewnia dostępność dla ogromnej, istniejącej już bady użytkowników pierwszego Switcha, ale jednocześnie od razu rzuca kość ratunkową dla tych, którzy przesiadają się na nowszy model.

    Czy warto się tym zainteresować? Jeśli lubisz gry, w których fabuła i decyzje są w centrum uwagi, a klimat superbohaterów cię kręci, to zdecydowanie tak. To nie jest kolejna odsłona Marvel’s Avengers, tylko coś zupełnie innego, bardziej kameralnego i skupionego na opowieści. Premiera pod koniec stycznia oznacza też, że będzie to jedna z pierwszych większych gier, które zadebiutują na Switchu 2 w 2026 roku. Może to dobry moment, żeby przetestować nowy sprzęt?

    Podsumowując, 'Dispatch’ to ciekawa propozycja, która wypełnia niszę na konsolach Nintendo. Interaktywny dramat, znana obsada, sprawiedliwa polityka aktualizacji między generacjami konsol i data premiery, która jest już naprawdę za rogiem. Pozostaje tylko czekać do końca stycznia i zobaczyć, jak ta opowieść rozegra się na przenośnych konsolach.

    Źródła

  • Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    No i stało się. Dziewiątego stycznia, dokładnie tak jak zapowiadano, na platformy Steam i PlayStation 5 wjechało Pathologic 3. To wydarzenie, na które fani niepokojących, wymagających gier czekali od dawna. Jeśli szukacie czegoś, co nie będzie zwykłym spacerkiem po pięknych lokacjach, to trafiliście pod dobry adres. Ice-Pick Lodge znowu postanowiło nas solidnie zdenerwować, i to z pełnym przekonaniem.

    O co w tym wszystkim chodzi? Wcielacie się w lekarza, który trafia do odizolowanego, mrocznego miasta. A tam, proszę państwa, szaleje epidemia. Waszym zadaniem jest nie tylko przetrwać, ale i znaleźć lekarstwo, negocjować z mieszkańcami i odkrywać mroczne sekrety tego miejsca. To survival w czystej postaci – musicie pilnować głodu, zmęczenia i zdrowia, a każda decyzja ma swoje konsekwencje. Brzmi jak solidny plan na stresujący wieczór, prawda?

    Ale tu pojawia się największa nowość, o której wszyscy mówią. Pathologic 3 wprowadza mechanikę podróży w czasie. To nie jest po prostu ładny dodatek. Chodzi o to, że możecie eksplorować różne ścieżki fabularne, cofać się i sprawdzać, co by było, gdybyście podjęli inną decyzję. To zmienia kompletnie reguły gry. Nie chodzi już tylko o to, by przeżyć ten jeden dzień, ale o to, by zrozumieć splot wydarzeń i znaleźć najlepszą, a może najmniej tragiczną, drogę przez koszmar. Gra niemalże zachęca do ponoszenia porażek, żeby później je naprawiać. To dość odważne posunięcie.

    Jak przyjęli to gracze? Na Steamie widać wyraźne uznanie. Według różnych źródeł, pozytywne oceny oscylują wokół 79 do 82 procent. To całkiem solidny wynik, biorąc pod uwagę, że Pathologic nigdy nie było grą dla mas. Recenzenci i gracze chwalą głębię fabularną, klimat i właśnie te nowe mechaniki czasowe. Narzekają za to na pewną nieprzystępność i wysoką trudność, ale cóż – tego można się było spodziewać po studiu, które słynie z nieszablonowych projektów.

    A co z konsolami? Tu sprawa jest ciekawa. Premiera na PS5 odbyła się równolegle z wersją PC. Jednak właściciele konsoli Microsoftu muszą uzbroić się w cierpliwość. Wersja na Xbox Series X i S pojawi się dopiero 23 stycznia, czyli za niecałe dwa tygodnie. To pewne utrudnienie dla graczy, którzy wolą pudełko pod telewizorem, ale przynajmniej mają konkretną datę.

    Czy warto po nie sięgać? To zależy, czego szukacie. Jeśli lubicie gry, które stawiają przed wami trudne moralnie wybory, które wymagają myślenia i planowania każdego kroku, i które potrafią zbudować niepokojącą, gęstą atmosferę – to Pathologic 3 będzie strzałem w dziesiątkę. To nie jest rozrywka na relaks po pracy. To bardziej doświadczenie, które was wciągnie i pewnie niejednokrotnie zirytuje. Ale takie właśnie miało być.

    Studio Ice-Pick Lodge ma już na koncie takie tytuły jak oryginalne Pathologic czy The Void, więc wiedzą, jak tworzyć unikalne światy. Pathologic 3 wydaje się naturalną ewolucją ich pomysłów, z dodatkiem nowoczesnej mechaniki, która naprawdę wnosi coś świeżego do gatunku.

    Na koniec warto dodać, że styczeń 2026 w ogóle obfituje w ciekawe, niszowe premiery. Pathologic 3 jest chyba najgłośniejszą z nich, ale na liście są też tytuły jak Quarantine Zone: The Last Check czy Cairn. To dobry miesiąc dla graczy szukających czegoś innego niż kolejny odcinek wielkich, corocznych serii.

    Podsumowując, Pathologic 3 jest już dostępne. Przygotujcie się na walkę z czasem, chorobą i własnymi decyzjami. A jeśli gracie na Xboxie, to musicie jeszcze trochę poczekać – ale podobno dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają. A w tym przypadku, sądząc po reakcjach na Steamie, naprawdę mogą być dobre.

    Źródła

  • Styczeń 2026 kończy się mocnym uderzeniem: anime RPG i ekstrakcyjny horror

    Styczeń 2026 kończy się mocnym uderzeniem: anime RPG i ekstrakcyjny horror

    Styczeń w grach to często taki miesiąc testowania. Po świętach i sylwestrze mamy trochę czasu, żeby sprawdzić coś nowego, może mniej oczywistego. Czasem trafimy na perełkę, a czasem na przelotną przygodę. No i właśnie pod koniec tego miesiąca, w 2026 roku, czekają na nas dwie premiery, które są od siebie tak różne, że aż trudno uwierzyć, iż dzieli je tylko jeden dzień.

    Mówię tu oczywiście o 'The Seven Deadly Sins: Origin’ i 'The Midnight Walkers’. Pierwsza z nich, 'Origin’, wchodzi do sklepów 28 stycznia. To gra od Netmarble F&C, która próbuje przenieść świat popularnego anime 'Siedem Grzechów Głównych’ w formę otwartego świata. I tu jest ciekawa rzecz, bo to nie będzie tylko kolejna prosta bijatyka. Deweloperzy zapowiadają elementy MMO i PvP. Wyobraźcie sobie eksplorację Britannii, walkę z potworami, a może i z innymi graczami? Brzmi ambitnie. Co ważne, gra ma być darmowa i trafić praktycznie wszędzie: na Androida, iOS-a, PC i PlayStation 5. Na PS5 dostępna jest pre-rejestracja, ale nie przedsprzedaż w związku z opóźnieniem premiery do marca 2026.

    Następnego dnia, 29 stycznia, atmosfera zmienia się diametralnie. Wtedy swoją premierę ma 'The Midnight Walkers’. I tutaj trzeba wyjaśnić jedną rzecz – extraction FPS to taki gatunek, gdzie wchodzisz na arenę, zbierasz cenne łupy, a potem musisz się z niej wydostać żywym, często rywalizując z innymi graczami i sztuczną inteligencją. To ten sam rodzaj napięcia co w grach jak 'Escape from Tarkov’ czy 'Hunt: Showdown’. 'The Midnight Walkers’ zapowiada się właśnie jako taka PvPvE, czyli Player versus Player versus Environment, mieszanka. Klimat ma być mroczny, pewnie pełen niepewności i nagłych starć. To zupełnie inny rodzaj adrenaliny niż w kolorowym świecie anime RPG.

    Co jest naprawdę ciekawe w tym zestawieniu? To pokazuje różnorodność oferty na samym początku roku. Z jednej strony mamy dużą, licencjonowaną produkcję anime, która chce przyciągnąć fanów serii i oferuje im rozległy świat do zwiedzania. Z drugiej – konkurencyjną, pewnie bardziej niszową strzelankę, która stawia na napięcie i ryzyko. To taki mały festiwal dla dwóch różnych typów graczy.

    Article image

    Przeglądając kalendarz premier na koniec stycznia 2026, widać, że to nie są jedyne tytuły. Tego samego dnia co 'The Midnight Walkers’ wchodzi też 'Cairn’, survivalowy wspinacz od Game Bakers, oraz 'City Tales: Medieval Era’, czyli city-builder. Ale te dwie gry, o których mówimy, wydają się szczególnie wyróżniać skalą i konkretnymi fanami, którzy na nie czekają.

    Pytanie, które może się nasuwać, brzmi: czy warto od razu rzucać się na te premiery? Autorzy kalendarzy premier, jak ten z WymieńGry.pl, często radzą zdrowy dystans. Zwłaszcza że 'The Seven Deadly Sins: Origin’, mimo że darmowe, może mieć system mikropłatności, a 'The Midnight Walkers’ jako extraction FPS bywa gatunkiem wymagającym i nie dla każdego. Dobrze jest poczekać na pierwsze recenzje i gameplaye po premierze, żeby zobaczyć, jak te gry faktycznie działają w praktyce. Marketingowe trailery potrafią obiecywać wiele, a rzeczywistość bywa inna.

    No ale nie oszukujmy się, sam początek roku to idealny moment na takie eksperymenty. Mamy świeżą energię, może trochę czasu po świętach. Sprawdzenie czegoś nowego, czy to będzie rozległy świat RPG, czy nerwowa rozgrywka extraction shooter, może być świetnym sposobem na rozruszanie nowego, gamingowego roku.

    Podsumowując, koniec stycznia 2026 zapowiada się naprawdę interesująco. Dla fanów 'Siedmiu Grzechów Głównych’ i ogólnie anime RPG, 28 stycznia to data do zapisania w kalendarzu. Dla miłośników mrocznego napięcia, rywalizacji i ekstrakcji cennych przedmiotów pod ostrzałem, kluczowy będzie dzień następny. I tak oto, w ciągu zaledwie 48 godzin, dostaniemy dwa bardzo różne światy do sprawdzenia. A to chyba najlepsze, co może nas spotkać na starcie nowego roku – wybór.

    Źródła

  • Highguard od Wildlight Entertainment wchodzi dziś do gry. Darmowy raid shooter od twórców Apex Legends

    Highguard od Wildlight Entertainment wchodzi dziś do gry. Darmowy raid shooter od twórców Apex Legends

    Dziś jest ten dzień. Po miesiącach oczekiwań i teaserów, Highguard – nowy, darmowy raid shooter od studia Wildlight Entertainment – oficjalnie wchodzi na rynek. Jeśli nazwa studia brzmi znajomo, to masz rację. „Wildlight Entertainment to studio założone w 2021 przez weteranów Respawn Entertainment, którzy pracowali nad Titanfall i Apex Legends.”, ludzi którzy stali za takimi hitami jak Titanfall i Apex Legends. I teraz, 26 stycznia 2026 roku, rzucają na stół własną, zupełnie nową propozycję.

    Co to właściwie jest ten 'raid shooter’? To dobre pytanie. W dużym skrócie, chodzi o połączenie intensywnej strzelaniny PvP z elementami taktycznego najazdu na obiekty przeciwnika. To nie jest po prostu kolejna battle royale. Chodzi o strategiczne zdobywanie celów, współpracę w drużynie i pewnie sporo dynamicznej akcji. A co najważniejsze, gra od dziś jest dostępna dla każdego zupełnie za darmo na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S.

    I tutaj pojawia się kluczowa informacja, którą warto zapamiętać. „Serwery uruchomią się dziś, 26 stycznia, punktualnie o godzinie 10:00 czasu pacyficznego (19:00 czasu polskiego CET).” Ważne jest też to, że gra obsługuje pełny cross-play od pierwszego dnia. Możesz grać na konsoli z kolegą na PC i nikomu to nie będzie przeszkadzać. To naprawdę duży plus, bo od razu powiększa pulę potencjalnych graczy, z którymi możesz się zmierzyć lub do których możesz dołączyć.

    Article image

    „Nie ma opcji wcześniejszego pobrania gry (pre-loadu). Wszyscy fani będą mogli zacząć ściągać klienta dopiero w momencie uruchomienia serwerów.” To może oznaczać, że dziś wieczorem niektórzy z nas spędzą trochę czasu patrząc na pasek postępu pobierania. Ale cóż, taka już uroczystość premiery online.

    Twórcy nie poprzestali na samym uruchomieniu serwerów. „Z okazji premiery zaplanowali specjalny livestream, który rozpocznie się równo z uruchomieniem gry, czyli o 10 AM PT na oficjalnym kanale Highguard na YouTube.” Można się było spodziewać dogłębnej prezentacji rozgrywki, omówienia map, broni i trybów, a także zapewne odpowiedzi na pytania od społeczności. To dobry sposób, żeby od razu poczuć klimat gry i zobaczyć, jak wygląda ona w akcji, zanim sami zaczniemy grać.

    Powstaje więc pytanie: na co właściwie możemy liczyć? Studio Wildlight Entertainment zostało założone właśnie przez weteranów z Respawn, którzy mieli duży udział w stworzeniu mechanik ruchu i strzelania w Titanfall oraz Apex Legends. To nie jest ich pierwszy rodeo, jakby to powiedzieli. Więc podstawy, czyli to, jak postać się porusza, jak celuje i jak strzela, powinny być naprawdę solidne. To jest coś, co ci twórcy po prostu potrafią robić dobrze.

    Article image

    Dlatego też wielu obserwatorów branży patrzyło na premierę Highguard z dużym zainteresowaniem i pewnymi oczekiwaniami. Rynek free-to-playowych strzelanin jest bardzo zatłoczony, ale jednocześnie bardzo wymagający. Gracze szukają czegoś świeżego, ale jednocześnie dopracowanego. Dzisiejszy dzień pokaże, czy ekipie Wildlight udało się połączyć sprawdzone doświadczenie z nowym, ciekawym pomysłem na gatunek.

    Jeśli więc szukasz czegoś nowego do zagrania w tym tygodniu, a przy okazji nie chcesz wydawać pieniędzy, to Highguard wydaje się idealnym kandydatem. Pobranie jest darmowe, cross-play działa od razu, a za projektem stoją ludzie, którzy już raz czy dwa odnieśli sukces w tej dziedzinie. Pozostaje tylko przekonać się, czy ich nowe dzieło złapie tę samą magię co poprzednie.

    Warto dodać, że styczeń 2026 okazuje się być całkiem ciekawym miesiącem dla graczy. Highguard nie jest jedyną dużą premierą, ale z pewnością jest jedną z bardziej wyczekiwanych, szczególnie wśród fanów dynamicznych, zespołowych strzelanin. Jego sukces lub porażka będzie też ciekawym sygnałem dla całego rynku – czy studia założone przez byłych pracowników wielkich wytwórni są w stanie konkurować z oryginalnymi markami?

    Na razie możemy tylko życzyć powodzenia ekipie z Wildlight Entertainment. A wszystkim graczom – udanego łamania nowego systemu, odkrywania map i, przede wszystkim, dobrej zabawy. Pamiętajcie tylko, że pierwsze godziny po premierze nowej gry online bywają… chaotyczne. Więc trochę cierpliwości może się przydać. A potem – do zobaczenia na polu walki.

    Źródła

  • RIP: Reincarnation Insurance Program już w tym tygodniu. Co to za dziwaczna produkcja?

    RIP: Reincarnation Insurance Program już w tym tygodniu. Co to za dziwaczna produkcja?

    Czasami tytuł gry mówi wszystko. RIP: Reincarnation Insurance Program to właśnie jeden z takich przypadków. Brzmi jak pomysł z jakiegoś absurdalnego skeczu, ale to zupełnie realna gra, która już w najbliższy poniedziałek, 26 stycznia, trafi do wczesnego dostępu na Steamie. Mówiąc precyzyjniej, będzie to godzina 2:00 UTC, co dla nas oznacza wczesny poranek. Niektóre źródła podają datę 25 stycznia, ale ta rozbieżność to pewnie kwestia stref czasowych. W każdym razie, już za kilka dni będziemy mogli sprawdzić, na czym polega ta niecodzienna 'polisa ubezpieczeniowa na reinkarnację’.

    Co właściwie kryje się pod tym intrygującym tytułem? Studio WarmCore (we współpracy z wydawcą 2P Games) proponuje nam roguelikową akcję, w której głównym przeciwnikiem są hordy zombie. To już brzmi znajomo, prawda? Ale tu zaczyna się ciekawa część. Gra nie każe nam po prostu strzelać do nieumarłych. Zamiast tego daje nam do dyspozycji cały arsenał futurystycznej broni, którą można modyfikować i ulepszać. Do tego dochodzi taktyczny ekwipunek i – co jest chyba najfajniejszym elementem – boskie błogosławieństwa od historycznych bohaterów. Wyobraźcie sobie, że w środku walki z zombie otrzymujecie moc od jakiejś legendarnej postaci. Trochę szalone, ale to właśnie może być klucz do sukcesu.

    A skąd w tytule ta 'reinkarnacja’? To proste. RIP opiera się na pętli śmierci i odrodzenia, która jest sercem progresji postaci. Każda 'nieudana’ próba to nie koniec świata, a raczej szansa na eksperymentowanie z nowymi buildami i kombinacjami umiejętności. To typowy mechanizm dla gatunku roguelike, ale tutaj wydaje się być ściśle powiązany z fabularną koncepcją gry. Gracz ma się czuć jak ktoś, kto dosłownie wykupił polisę na kolejne życie.

    Warto pamiętać, że to będzie wersja wczesnego dostępu. Co to oznacza dla potencjalnych graczy? Przede wszystkim to, że twórcy liczą na naszą opinię i feedback podczas dalszego rozwoju projektu. Gra nie jest w pełni ukończona, ale ma już wystarczająco treści, żeby zapewnić rozgrywkę. I tu ważna informacja – demo, które pewnie część z was mogła już testować, zostanie usunięte ze Steam w momencie startu wczesnego dostępu. Jeśli więc ktoś się wahał, to ostatni dzwonek, żeby je wypróbować za darmo.

    Patrząc na kalendarz premier na styczeń 2026, RIP: Reincarnation Insurance Program jest jedną z ciekawszych propozycji na PC w kategorii gier akcji. Tego samego dnia premierę ma też Highguard na PC, PS5 i Xbox Series, ale RIP wyróżnia się swoim specyficznym klimatem i humorem. To połączenie postapokaliptycznego survivalu z elementami nadprzyrodzonymi i systemem progresji rodem z roguelików brzmi naprawdę obiecująco.

    Co mnie osobiście intryguje? Ta mieszanka futurystycznej technologii z mocami od historycznych postaci. To trochę tak, jakby połączyć 'Left 4 Dead’ z 'Hadesem’ i dodać do tego szczyptę surrealizmu. Nie wiem, jak wam, ale ja jestem ciekaw, jak to wszystko będzie działać w praktyce. Czy walka z zombie za pomocą zaawansowanych gadżetów i błogosławieństw od, powiedzmy, Leonidasa lub Joanny d’Arc, okaże się satysfakcjonująca? Już niedługo się przekonamy.

    Jeśli ktoś lubi gry, w których można eksperymentować z różnymi stylami gry i nie boi się ponownego zaczynania od zera po każdej śmierci, to RIP wydaje się być stworzony właśnie dla niego. Wczesny dostęp to też świetna okazja, żeby obserwować, jak gra ewoluuje pod wpływem sugestii społeczności. WarmCore Studio ma szansę stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, jeśli tylko słuchają swoich graczy.

    Podsumowując, 26 stycznia na naszej liście 'do wypróbowania’ może pojawić się bardzo oryginalna pozycja. RIP: Reincarnation Insurance Program obiecuje intensywną akcję, głębokie mechaniki budowania postaci i tematykę, która zdecydowanie wyróżnia ją z tłumu. Pozostaje tylko czekać na poniedziałkowy poranek i sprawdzić, czy ta polisa jest warta wykupienia.

    Źródła

  • Adaptory i HackHub trafiają do wczesnego dostępu na PC. Zaczynamy od jutra

    Adaptory i HackHub trafiają do wczesnego dostępu na PC. Zaczynamy od jutra

    Jeśli jesteś fanem symulatorów, które rzucają wyzwanie nie tylko refleksowi, ale przede wszystkim głowie, to mam dla ciebie dobrą wiadomość. „Już jutro, 26 stycznia 2026 roku (z uwzględnieniem stref czasowych, np. 27 stycznia w Australii i Nowej Zelandii), na platformie Steam w wersji wczesnego dostępu pojawią się dwie nowe gry: Adaptory i HackHub.” To może być ciekawy dzień dla miłośników niszowych, ale głębokich doświadczeń.

    Zacznijmy od Adaptorów, bo ta gra brzmi jak marzenie każdego fana sci-fi i zarządzania zasobami. Wyobraźcie sobie, że jesteście odpowiedzialni za załogę i bazę na odległej planetoidzie. Nie chodzi tutaj tylko o stawianie ścian i zbieranie surowców, chociaż to oczywiście też. Twórcy obiecują zaawansowane systemy fizyczne i chemiczne. Co to właściwie znaczy? Cóż, prawdopodobnie będziemy musieli uważać na rzeczy takie jak skład atmosfery, ciśnienie, a może nawet reakcje chemiczne między różnymi materiałami. To brzmi jak poziom szczegółowości, który potrafi zadowolić nawet najbardziej wymagających graczy.

    Aha, i jest jeszcze proceduralna narracja ukryta w dziennikach postaci. To oznacza, że historia, którą odkryjemy, będzie się zmieniać w zależności od naszych decyzji i tego, jak radzimy sobie z przetrwaniem. Nie będzie jednej, sztywnej fabuły. Każda rozgrywka może przynieść inne opowieści o naszej załodze, jej nadziejach i lękach. To dodaje całej tej strategii przetrwania bardzo ludzki, emocjonalny wymiar.

    A teraz zupełnie zmieniamy bieg. HackHub to zupełnie inna bajka, dosłownie. To symulator hakera, ale przedstawiony w dość unikalny sposób. „Cała rozgrywka toczy się na wirtualnym ekranie komputera imitującym system operacyjny, z użyciem narzędzi hakerskich w misjach związanych z inwigilacją.” Wygląda to tak, jakbyśmy patrzyli na pulpit innej osoby i za pomocą różnych narzędzi próbowali się do niego włamać. Brzmi znajomo? To dlatego, że gra ma ambicję odtworzenia autentycznego doświadczenia.

    Article image

    I tutaj pojawia się naprawdę fajna rzecz. HackHub nie będzie opierał się na magicznych, wymyślonych komendach. Zamiast tego gracze mają korzystać z prawdziwych narzędzi, które zna każdy, kto kiedykolwiek interesował się cyberbezpieczeństwem. Mowa o narzędziach takich jak nslookup, nmap czy hydra. Dla laika to może brzmieć jak czarna magia, ale dla entuzjastów tematu to prawdziwa gratka. To trochę tak, jakby otrzymać legalną, wirtualną piaskownicę do testowania swoich umiejętności.

    Co więcej, twórcy HackHub są na tyle mili, że już teraz oferują demo gry za darmo. Zawiera ono pierwsze 10 misji, więc każdy może sprawdzić, czy ten styl rozgrywki do niego pasuje, zanim zdecyduje się na zakup pełnej wersji wczesnego dostępu. To bardzo rozsądne podejście, szczególnie dla gry, która może wydawać się nieco techniczna.

    Wczesny dostęp to oczywiście nie to samo co pełne wydanie. Oba projekty będą się rozwijać w oparciu o feedback społeczności. W przypadku Adaptorów możemy spodziewać się dopracowywania systemów zarządzania i rozbudowy treści. W HackHub prawdopodobnie pojawią się nowe typy zabezpieczeń do złamania i kolejne, bardziej złożone misje. To świetna okazja dla graczy, którzy chcą obserwować, jak taka gra rośnie i kształtuje się razem z nimi.

    Czy warto się tym interesować? Jeśli lubisz gry, które wymagają myślenia, planowania i uczą czegoś nowego, to zdecydowanie tak. Adaptory obiecują głębokie, strategiczne przetrwanie z nutą ludzkiej historii. HackHub z kolei oferuje unikalną, niemal edukacyjną przygodę w świecie cyberbezpieczeństwa. To dwa bardzo różne spojrzenia na ideę symulacji, ale oba wydają się nieść ze sobą ogromny potencjał.

    Jutro, 26 stycznia, będzie więc dniem, w którym warto zajrzeć na Steam. Nawet jeśli nie jesteś pewien, która z tych gier bardziej ci się spodoba, darmowe demo HackHub to zero ryzyka. A Adaptory? Cóż, kto nie chciałby choć na chwilę poczuć się jak dowódca misji kolonizacyjnej na obcym świecie? Ja na pewno będę obserwował, jak rozwijają się te projekty. To zawsze ekscytujące, móc być częścią procesu tworzenia czegoś od samego początku.

    Źródła

  • Highguard w końcu dostaje datę premiery. Nowy darmowy strzelec od twórców Apex Legends ląduje za rok

    Highguard w końcu dostaje datę premiery. Nowy darmowy strzelec od twórców Apex Legends ląduje za rok

    Długo wyczekiwana premiera w końcu ma konkretny termin. Highguard, ten darmowy strzelec PvPvE, który wzbudził spore emocje podczas zeszłorocznych The Game Awards, pojawi się na naszych ekranach za równy rok. Dokładnie 26 stycznia 2026 roku gra trafi na komputery przez Steam oraz na konsole PlayStation 5 i Xbox Series X/S.

    A właściwie, co to w ogóle jest ten Highguard? To projekt studia Wildlight Entertainment, które założyli ludzie odpowiedzialni za Apex Legends i Titanfalla. Już samo to powinno dać nam pewną wskazówkę, czego możemy się spodziewać – doświadczenia w tworzeniu dynamicznych i popularnych strzelanek jest tu pod dostatkiem. Sam pomysł brzmi naprawdę intrygująco: to ma być tzw. raid shooter, czyli strzelanka skupiona na rajdzie, ale z elementami PvPvE. Wcielamy się w postacie zwane Strażnikami (Wardens), którzy dosiadają… no właśnie, czegoś, walczą i szturmują wrogie bazy. Szczegóły gameplay’u wciąż są dość skrywane, ale sama koncepcja już brzmi ciekawie.

    Co jest naprawdę zabawne w tej całej sytuacji? Po bardzo głośnej zapowiedzi na TGA, gra praktycznie zniknęła z radarów. Nie było prawie żadnych nowych informacji, trailera, szczegółów. To milczenie było tak dotkliwe, że niektórzy fani już zaczęli się zastanawiać, czy projekt w ogóle żyje. Okazuje się, że tak, i to bardzo. Potwierdzeniem są choćby oficjalne listy osiągnięć (trophies), które pojawiły się już na serwerach PlayStation. To zawsze dobry znak, że gra jest naprawdę blisko finalizacji.

    A tutaj mamy kolejną ciekawostkę. Twórcy zapowiedzieli, że przerwą swoje milczenie dokładnie w dzień premiery. Organizują specjalną, szczegółową prezentację, która ma wyjaśnić ich plany i wizję dla gry. Trochę nietypowe, prawda? Zwykle takie rzeczy ogłasza się na miesiące czy tygodnie przed premierą, żeby podgrzać atmosferę. Oni postanowili zrobić to w dniu, gdy gra już będzie dostępna. Można to interpretować na dwa sposoby: albo są tak pewni produktu, że chcą, żeby gracze najpierw go dotknęli, a potem poznali szerszy kontekst, albo po prostu wolą zaskoczyć wszystkich od razu pełną wersją. Tak czy inaczej, to zdecydowanie dodaje całej sprawie nutki tajemniczości.

    Wróćmy na chwilę do kalendarza premier. 26 stycznia 2026 to całkiem ciekawy dzień. Highguard nie będzie jedyną grą, która wtedy wychodzi, ale na pewno jest jedną z tych z największym zapleczem developerskim. Konkurencję stanowią między innymi 'Adaptory’ czy 'HackHub’, ale to głównie tytuły w early access na PC. Highguard startuje od razu jako pełnoprawna gra na wszystkich głównych platformach. To pokazuje pewnego rodzaju rozmach i pewność siebie ze strony wydawcy.

    A co z samą grą? Cóż, wiadomo, że będzie darmowa (free-to-play), co w dzisiejszych czasach jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony, każdy może sobie bez ryzyka sprawdzić, czy mu się podoba. Z drugiej, model monetyzacji zawsze budzi obawy. Tutaj jednak mamy do czynienia z doświadczonym studiem, które wie, jak zbalansować taki model, żeby był fair dla graczy, a jednocześnie pozwalał na rozwój gry. Patrząc na sukces Apex Legends, można mieć przynajmniej odrobinę nadziei, że i tutaj pójdą w dobrą stronę.

    Czy zatem warto zanotować sobie tę datę w kalendarzu? Myślę, że tak. Nawet jeśli nie jesteś fanem darmowych strzelanek, to sam fakt, kto stoi za tym projektem, powinien wzbudzić ciekawość. To nie jest przypadkowe, małe studio. Wildlight Entertainment zebrało ludzi, którzy wiedzą, jak zrobić grę, która wciąga na lata. Czy Highguard będzie takim hitem jak ich poprzednie dzieła? Tego nie wiemy. Ale na pewno warto dać mu szansę, szczególnie że nic nie stracimy, poza kilkoma gigabajtami na dysku.

    Podsumowując, po długim okresie ciszy, Highguard wraca z konkretami. Premiera za rok, trzy platformy startowe i obietnica wyjaśnienia wszystkich szczegółów w dniu premiery. Brzmi jak plan. Pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość i obserwować, czy twórcy dotrzymają słowa. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, 26 stycznia 2026 może być początkiem nowej, dużej gry w naszych bibliotekach. Ciekawe, jak ten raid shooter poradzi sobie na przepełnionym rynku. O tym przekonamy się za dwanaście miesięcy.

    Źródła

  • Aniimo: Druga beta ruszyła! Zobacz zwiastun 'Welcome Back to Idyll’

    Aniimo: Druga beta ruszyła! Zobacz zwiastun 'Welcome Back to Idyll’

    Jeśli czekałeś na wieści o Aniimo, to mam dobrą wiadomość. Właśnie wpadł nowy, oficjalny zwiastun. A co ważniejsze, nie jest to tylko ładny filmik – on ogłasza, że druga, zamknięta beta testów już działa. Tak, dobrze słyszysz. Właśnie teraz wybrani gracze mogą po raz pierwszy od dłuższego czasu wrócić do świata Idyll.

    Studio Pawprint Studio pokazało trailer 23-24 stycznia 2026 roku. Ma on tytuł 'Welcome Back to Idyll’, co brzmi jak miłe zaproszenie po dłuższej przerwie. Sam filmik trwa niecałe dwie minuty, ale pokazuje całkiem sporo. Widać te wszystkie kolorowe regiony, które mamy eksplorować, i oczywiście mnóstwo uroczych Aniimo – tych stworzeń, które będziemy zbierać.

    Co to właściwie za gra? Aniimo to darmowa przygodówka akcji ze zbieraniem stworzeń. Brzmi znajomo? Może trochę, ale wygląda na to, że twórcy chcą dodać tu swojego smaczku. Chodzi o odkrywanie świata, zdobywanie nowych umiejętności i łączenie sił z innymi graczami. Cała zabawa ma się toczyć właśnie w tym Idyll. I teraz najlepsze – pełna gra ma później trafić na całkiem sporą liczbę platform: PC przez Steam, Xbox Series X i S, a nawet na iOS i Androida. To ambitny plan.

    Ale wróćmy do tej bety. To jest druga, zamknięta faza testów. Co to oznacza? No cóż, nie każdy może od razu pobrać grę. Dostęp mają tylko ci, którzy się wcześniej zgłosili i dostali zaproszenie, albo na przykład uczestnicy poprzednich testów. To typowa procedura – studio chce przetestować grę na mniejszej grupie, zanim otworzy drzwi dla wszystkich. Sprawdza się wtedy stabilność, balans rozgrywki i zbiera opinie.

    Ciekaw jestem, co nowego pokazali w tym zwiastunie. Na pewno potwierdzili, że beta żyje. To zawsze dobry znak, znaczy, że prace idą do przodu. Pamiętajmy, że to jeszcze nie jest wersja ostateczna. Beta to taki wczesny dostęp, gdzie niektóre rzeczy mogą się zacinać, a inne funkcje dopiero czekają na dodanie. Ale dla fanów to i tak świetna okazja, żeby zajrzeć do środka i zobaczyć, jak projekt ewoluuje od ostatniego razu.

    A kiedy premiera? No właśnie, tu jest mała zagadka. Na stronie z zwiastunem data wydania jest wciąż opisana jako 'nieznana’. To sugeruje, że studio nie chce się jeszcze wiązać konkretnym terminem. Najpierw pewnie chcą przeprowadzić te testy, przeanalizować dane i dopiero potem ogłosić solidną datę. To rozsądne podejście, lepiej poczekać dłużej na dopracowany produkt niż wypuścić coś w pośpiechu.

    Podsumowując, sytuacja wygląda całkiem obiecująco. Aniimo nabiera kształtów, a druga beta to poważny krok naprzód. Zwiastun 'Welcome Back to Idyll’ wygląda ładnie i budzi ciekawość. Jeśli masz zaproszenie do testów, to pewnie już grasz. A jeśli nie, to pozostaje śledzić oficjalne kanały Pawprint Studio – może wkrótce ogłoszą kolejną turę naboru. Na pełną premierę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale przynajmniej wiemy, że gra się rozwija.

    Źródła

  • Weekend na próbę: Sherlock, South Park, wojna i kult owieczek za darmo na Xbox

    Weekend na próbę: Sherlock, South Park, wojna i kult owieczek za darmo na Xbox

    Hej, masz w planach spokojny weekend przed konsolą? Microsoft właśnie rzucił na stół całkiem niezłą ofertę, która może te plany urozmaicić. Chodzi o najnowszą edycję Free Play Days, czyli akcji, w której wybrane gry są dostępne za darmo przez ograniczony czas. Tym razem okno możliwości otwarte jest od czwartku, 22 stycznia, aż do późnego wieczora w niedzielę, 25 stycznia. I szczerze mówiąc, zestaw jest tak zróżnicowany, że naprawdę każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

    No dobrze, ale od początku. Co to w ogóle jest Free Play Days? „Microsoft wybiera kilka gier i daje je do przetestowania za darmo graczom z aktywną subskrypcją Xbox Game Pass Ultimate, Premium lub Essential.” Ważne, żeby to podkreślić: nie musisz mieć najdroższego Game Pass Ultimate. „Wystarczy aktywna subskrypcja Xbox Game Pass Ultimate, Premium lub Essential.”

    A co jest w środku? Lista jest krótka, ale treściwa. Mamy tu cztery tytuły: „Sherlock Holmes: Chapter One”, „South Park: Snow Day”, „This War of Mine: Final Cut” oraz „Cult of the Lamb”. Już sama ta mieszanka brzmi intrygująco, prawda? To kompletnie różne światy i gatunki.

    Zacznijmy może od Sherlocka. „Chapter One” to powrót do korzeni słynnego detektywa. Wcielamy się w młodego Holmesa, który wraca na śródziemnomorską wyspę, by rozwiązać zagadkę śmierci własnej matki. Gra polega na zbieraniu tropów, dedukcji i… no cóż, czasem na użyciu pięści. To ciekawa propozycja dla fanów zagadek i powolnego, klimatycznego dochodzenia.

    Zupełnie inną energię niesie „South Park: Snow Day”. To gra, która przenosi nas do zasypanego śniegiem miasteczka South Park, gdzie Nowy Dzieciak (czyli my) wraz z Cartmanem, Kyle’em, Stanem i Kennym przeżywa szalone przygody. Co jest fajne? Można grać w czteroosobowej kooperacji. Jeśli macie kilku kumpli, z którymi lubicie się pośmiać przy głupich humorach, to może być strzał w dziesiątkę na ten zimowy weekend.

    Następnie mamy coś z zupełnie innej półki. „This War of Mine: Final Cut” to nie jest rozrywka w klasycznym tego słowa znaczeniu. To przejmująca symulacja przetrwania cywilów w oblężonym mieście podczas wojny. Liczy się każdy kawałek jedzenia, każda tabletka, każde bezpieczne schronienie. Wersja Final Cut zawiera wszystkie aktualizacje i darmowe dodatki. To gra, która zostawia ślad. Nie jest łatwa ani przyjemna, ale jest ważna. Warto ją choćby dotknąć, żeby zrozumieć, o czym tak naprawdę jest.

    I na koniec coś, co łączy urokliwość z mrocznym humorem – „Cult of the Lamb”. Wcielamy się w owieczkę, która… zakłada własny kult. Tak, dokładnie tak. Jedna część gry to zarządzanie swoją społecznością wiernych w lesie, a druga to wyprawy do lochów, gdzie tłuczemy heretyków i zdobywamy nowe moce. To połączenie managera z zręcznościówką działa naprawdę dobrze. A co ciekawe, gra niedawno dostała nowe rozszerzenie o nazwie „Woolhaven”, więc jest co odkrywać.

    Jak to wszystko uruchomić? To proste. Możesz wejść na stronę Xbox.com, znaleźć interesującą cię grę i rozpocząć instalację. Albo, co pewnie wygodniejsze, na konsoli przejść do zakładki „Subskrypcje” w Microsoft Store. Tam znajdziesz specjalną kolekcję Free Play Days. Klikasz, pobierasz i grasz.

    A co jeśli któraś gra tak cię wciągnie, że nie zechcesz przestać w niedzielę? To też jest ogarnięte. Wszystkie postępy, osiągnięcia i punkty, które zdobędziesz podczas tego weekendu, zostaną zachowane. Jeśli po prostu kupisz grę po zakończeniu akcji, kontynuujesz rozgrywkę dokładnie od miejsca, w którym skończyłeś. To naprawdę dobry system, który zachęca do zakupu, jeśli gra nam się spodoba.

    Właśnie o to chodzi w Free Play Days. To szansa, żeby bez żadnego ryzyka, zupełnie za darmo, sprawdzić gry, na które może nie mieliśmy ochoty wydawać pieniędzy. Albo które po prostu umknęły nam w natłoku premier. Mamy teraz do dyspozycji detektywistyczne śledztwo, kooperacyjną satyrę, głęboką opowieść o przetrwaniu i uroczo mroczną przygodę z budowaniem kultu. To całkiem niezły wybór na te kilka styczniowych wieczorów.

    Więc jeśli masz Game Passa i trochę wolnego czasu, warto zajrzeć do sklepu. Akcja trwa tylko do niedzieli, 25 stycznia. Kto wie, może odkryjesz swoją nową ulubioną grę? A jeśli nie, to nic nie stracisz. Chyba że trochę snu, ale to już inna historia.

    Źródła

  • Ucieczka z bajki i powrót klasyków: Co gramy 23 stycznia 2026?

    Ucieczka z bajki i powrót klasyków: Co gramy 23 stycznia 2026?

    Czasami kalendarz premier układa się w taki sposób, że jeden dzień oferuje coś dla kilku zupełnie różnych grup graczy. Dokładnie tak wygląda najbliższy piątek, 23 stycznia 2026 roku. Na półki sklepowe – oczywiście wirtualne – trafi wtedy kilka interesujących tytułów, a wśród nich jeden zupełnie nowy i dwa, które wielu z was pamięta pewnie z czasów pierwszego PlayStation.

    Zacznijmy od tego, co jest największą świeżynką. To 'Escape from Ever After’, gra od studia Sleepy Castle i wydawcy HypeTrain Digital. Jeśli lubicie Paper Mario, to od razu poczujecie pewne wibracje. To przygodowa RPG-ówka z turową walką, ale cała jej magia kryje się w klimacie. Wyobraźcie sobie, że pracujecie w korporacji… która zarządza światami z bajek. Nie brzmi to zbyt bajkowo, prawda? I właśnie o to chodzi. Gracz wciela się w pracownika Ever After Inc., który postanawia uciec z tej korporacyjnej machiny. W trakcie gry będziemy eksplorować różne księgi opowieści, każda z własnym unikalnym stylem i zagadkami.

    Co tu jest naprawdę fajne? Możliwość budowania własnej drużyny z bohaterów, których spotkamy. Każdy ma unikalne umiejętności, które pomogą nam zarówno w walce, jak i w eksploracji. A sama walka, jak już wspomniałem, jest turowa, ale twórcy obiecują, że będzie wymagać strategicznego myślenia i dobrego wykorzystania umiejętności drużyny. Dodatkowego smaczku dodaje ścieżka dźwiękowa – autorzy postawili na jazzowe, big-bandowe brzmienia, co powinno stworzyć naprawdę unikalną atmosferę. Gra trafi praktycznie na wszystko: PlayStation 5, Xbox Series X/S, starsze konsole PS4 i Xbox One, Nintendo Switch oraz oczywiście na PC przez Steam.

    A teraz coś dla fanów mocniejszych uderzeń i nostalgii. Tego samego dnia, 23 stycznia, swoją premierę będą miały 'Fighting Force’ oraz 'Fighting Force 2′. Dla młodszych graczy to może być tylko nazwa, ale ci, którzy grali na oryginalnym PlayStation, pewnie uśmiechną się pod nosem. To były kultowe bijatyki scrollingowe, gdzie w kooperacji do czterech osób można było napierać przez tłumy wrogów, rozwalając wszystko, co stało na drodze.

    Article image

    Co ciekawe, te premiery wyglądają na wydania zdigitalizowane lub lekkie remastery, mające przywrócić te tytuły do życia na nowoczesnych platformach. Pierwsza część, 'Fighting Force’, ma zadebiutować na PS4, PS5 i Switchu. Z kolei 'Fighting Force 2′ będzie dostępne na tych samych konsolach plus dodatkowo na PC. To świetna wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby odświeżyć sobie te klasyki lub w końcu ich spróbować w duecie czy większej grupie przyjaciół. Mechanika może dziś wydawać się prosta, ale czasem właśnie w tej prostocie tkwi urok i gwarancja dobrej zabawy bez zbędnych komplikacji.

    Pozostaje więc pytanie – na co się zdecydować? Jeśli macie ochotę na wciągającą, nietypową opowieść z ciekawym światem i klimatem, 'Escape from Ever After’ wydaje się strzałem w dziesiątkę. Z drugiej strony, jeśli w piątkowy wieczór planujecie spotkanie ze znajomymi i chcecie wspólnie coś porozbijać w prosty, satysfakcjonujący sposób, to odświeżone 'Fighting Force’ mogą być idealnym wyborem.

    Co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Rynek gier w 2026 roku wciąż ma miejsce zarówno dla ambitnych, niszowych produkcji inspirowanych ukochanymi klasykami, jak i dla samych tych klasyków, które dostają drugie życie. To pokazuje, że branża nie zapomina o swoich korzeniach, jednocześnie szukając nowych dróg wyrazu. 'Escape from Ever After’ próbuje opowiedzieć współczesną historię w stylu starej szkoły RPG, a 'Fighting Force’ po prostu przypomina, że dobra zabawa w grupie nigdy nie wychodzi z mody.

    Nie zapominajmy też, że 23 stycznia to naprawdę intensywny dzień premier. W tym samym czasie na rynek wychodzą też inne gry, jak 'Haunted House Renovator’ dla fanów symulacji, 'Pathologic 3′ dla miłośników mrocznych RPG-ów czy 'Tennis Elbow 4′ dla sympatyków sportu. Ale te trzy tytuły, o których mówiliśmy, wydają się szczególnie wyróżniać – jedna jako nowa, ciekawa propozycja indie, a dwie jako powrót zapomnianych, ale wciąż lubianych serii.

    Czy któryś z tych tytułów trafi na waszą listę must-play na początek roku? Ja osobiście jestem bardzo ciekawy, jak 'Escape from Ever After’ poradzi sobie z przeniesieniem klimatu korporacyjnej bajki na grunt gry wideo. A jeśli chodzi o 'Fighting Force’, to sam mam miłe wspomnienia z grania w to lata temu, więc chętnie sprawdzę, jak ten tytuł zestarzał się… lub nie. W każdym razie, wybór jest i to całkiem niezły. Pozostaje tylko poczekać do piątku i sprawdzić, która z tych propozycji okaże się hitem.

    Źródła

  • Koniec z bajkami? Escape from Ever After i powrót Fighting Force już dostępne

    Koniec z bajkami? Escape from Ever After i powrót Fighting Force już dostępne

    No i stało się. 23 stycznia 2026 roku minął, a wraz z nim ruszyła sprzedaż kilku naprawdę interesujących gier. Jeśli przegapiłeś ten dzień w natłoku obowiązków, spokojnie, zaraz wszystko ci wyjaśnię. To był całkiem solidny piątek dla graczy lubiących różnorodność.

    Zacznijmy od tego, co przykuło najwięcej uwagi, czyli od Escape from Ever After. To przygodowy RPG, który trafił dosłownie na wszystko: PlayStation 5, PlayStation 4, Xbox Series X|S, Xbox One, Nintendo Switch i oczywiście na PC przez Steam. Tworzy go Sleepy Castle Studio, a wydaje HypeTrain Digital. A o co w tym chodzi? Wyobraź sobie światy z bajek, ale przejęte przez korporację. Tak, dobrze przeczytałeś. Gracze wcielają się w pracownika firmy Ever After Inc., która przejęła kontrolę nad klasycznymi opowieściami, i muszą… wspinać się po korporacyjnej drabinie, żeby od wewnątrz walczyć z chciwym zarządem. Pomysł jest genialny w swojej prostocie.

    Walka jest tu turowego, a twórcy otwarcie przyznają, że inspirowali się Paper Mario. Możesz też tworzyć i dostosowywać swoją drużynę, eksplorować te przekształcone biurowo-bajkowe lokacje i wchodzić w interakcje z innymi pracownikami. Brzmi jak naprawdę świeże podejście do gatunku, prawda? To nie jest kolejna epicka fantasy opowieść, a raczej satyryczne spojrzenie na korporacyjny świat, wplecione w ramy RPG-a. Naprawdę jestem ciekaw, jak to wyszło w praktyce.

    A teraz coś dla fanów starej szkoły. Bo 23 stycznia to też wielki powrót. Mówię tu o Fighting Force oraz Fighting Force 2. Te kultowe bijatyki z przeszłości zostały odświeżone i wydane na nowoczesne konsole. Pierwsza część trafiła na PS4, PS5 i Switcha, a sekwel dodatkowo zawitał też na komputery PC. Dla niewtajemniczonych: to były hity z czasów, kiedy granie w kooperacyjną bijatykę scrollową z przyjaciółmi na kanapie było jednym z największych przyjemności. Walka na pięści, podnoszenie różnych przedmiotów do bicia przeciwników, prosta, ale satysfakcjonująca rozgrywka. Wydanie ich teraz to czysty nostalgia trip, ale kto wie, może nowe pokolenie graczy też się w nich zakocha? To klasyki, które po prostu definiowały gatunek.

    Co ciekawe, na liście premier z tego samego dnia na stronie GRYOnline.pl znalazło się jeszcze kilka innych tytułów. Są tam na przykład Tennis Elbow 4 dla miłośników symulacji tenisa, Pathologic 3 wyłącznie na Xbox Series X, czy nawet symulator renowacji nawiedzonego domu pod nazwą Haunted House Renovator. Dosłownie każdy znajdzie coś dla siebie, od hardkorowych RPG-ów po lekkie, nietypowe symulacje.

    Ale wracając do głównych bohaterów. Premiera Escape from Ever After była dość mocno wyczekiwana przez pewną grupę graczy, o czym świadczył chociażby oficjalny zwiastun na YouTube ogłaszający datę premiery. Z kolei odświeżone Fighting Force zbierały pozytywne komentarze od momentu zapowiedzi, jako gratka dla fanów retro. To połączenie nowego, śmiałego pomysłu i odświeżonej klasyki sprawia, że 23 stycznia zapisze się jako naprawdę udany dzień w kalendarzu premier.

    Co dalej? Cóż, gry są już w sprzedaży. Jeśli masz ochotę na korporacyjną satyrę w bajkowym przebraniu, Escape from Ever After czeka. A jeśli tęsknisz za prostą, kanapową zabawą z dawnych lat, to Fighting Force Collection (bo często są sprzedawane razem) będzie idealnym wyborem. To jeden z tych momentów, kiedy rynek gier oferuje jednocześnie coś nowatorskiego i coś, co hołduje swojej historii. A ja uważam, że to zawsze dobra kombinacja.

    Warto też rzucić okiem na to, co przyniesie najbliższa przyszłość, bo w kolejnych dniach stycznia i na początku lutego czekają nas takie tytuły jak Code Vein 2 czy Dragon Quest VII Reimagined. Ale to już temat na zupełnie inną rozmowę. Na razie mamy solidny, rozgrzewkowy początek roku. Miłego grania!

    Źródła