Kategoria: Gry

  • Adaptory i HackHub trafiają do wczesnego dostępu na PC. Zaczynamy od jutra

    Adaptory i HackHub trafiają do wczesnego dostępu na PC. Zaczynamy od jutra

    Jeśli jesteś fanem symulatorów, które rzucają wyzwanie nie tylko refleksowi, ale przede wszystkim głowie, to mam dla ciebie dobrą wiadomość. „Już jutro, 26 stycznia 2026 roku (z uwzględnieniem stref czasowych, np. 27 stycznia w Australii i Nowej Zelandii), na platformie Steam w wersji wczesnego dostępu pojawią się dwie nowe gry: Adaptory i HackHub.” To może być ciekawy dzień dla miłośników niszowych, ale głębokich doświadczeń.

    Zacznijmy od Adaptorów, bo ta gra brzmi jak marzenie każdego fana sci-fi i zarządzania zasobami. Wyobraźcie sobie, że jesteście odpowiedzialni za załogę i bazę na odległej planetoidzie. Nie chodzi tutaj tylko o stawianie ścian i zbieranie surowców, chociaż to oczywiście też. Twórcy obiecują zaawansowane systemy fizyczne i chemiczne. Co to właściwie znaczy? Cóż, prawdopodobnie będziemy musieli uważać na rzeczy takie jak skład atmosfery, ciśnienie, a może nawet reakcje chemiczne między różnymi materiałami. To brzmi jak poziom szczegółowości, który potrafi zadowolić nawet najbardziej wymagających graczy.

    Aha, i jest jeszcze proceduralna narracja ukryta w dziennikach postaci. To oznacza, że historia, którą odkryjemy, będzie się zmieniać w zależności od naszych decyzji i tego, jak radzimy sobie z przetrwaniem. Nie będzie jednej, sztywnej fabuły. Każda rozgrywka może przynieść inne opowieści o naszej załodze, jej nadziejach i lękach. To dodaje całej tej strategii przetrwania bardzo ludzki, emocjonalny wymiar.

    A teraz zupełnie zmieniamy bieg. HackHub to zupełnie inna bajka, dosłownie. To symulator hakera, ale przedstawiony w dość unikalny sposób. „Cała rozgrywka toczy się na wirtualnym ekranie komputera imitującym system operacyjny, z użyciem narzędzi hakerskich w misjach związanych z inwigilacją.” Wygląda to tak, jakbyśmy patrzyli na pulpit innej osoby i za pomocą różnych narzędzi próbowali się do niego włamać. Brzmi znajomo? To dlatego, że gra ma ambicję odtworzenia autentycznego doświadczenia.

    Article image

    I tutaj pojawia się naprawdę fajna rzecz. HackHub nie będzie opierał się na magicznych, wymyślonych komendach. Zamiast tego gracze mają korzystać z prawdziwych narzędzi, które zna każdy, kto kiedykolwiek interesował się cyberbezpieczeństwem. Mowa o narzędziach takich jak nslookup, nmap czy hydra. Dla laika to może brzmieć jak czarna magia, ale dla entuzjastów tematu to prawdziwa gratka. To trochę tak, jakby otrzymać legalną, wirtualną piaskownicę do testowania swoich umiejętności.

    Co więcej, twórcy HackHub są na tyle mili, że już teraz oferują demo gry za darmo. Zawiera ono pierwsze 10 misji, więc każdy może sprawdzić, czy ten styl rozgrywki do niego pasuje, zanim zdecyduje się na zakup pełnej wersji wczesnego dostępu. To bardzo rozsądne podejście, szczególnie dla gry, która może wydawać się nieco techniczna.

    Wczesny dostęp to oczywiście nie to samo co pełne wydanie. Oba projekty będą się rozwijać w oparciu o feedback społeczności. W przypadku Adaptorów możemy spodziewać się dopracowywania systemów zarządzania i rozbudowy treści. W HackHub prawdopodobnie pojawią się nowe typy zabezpieczeń do złamania i kolejne, bardziej złożone misje. To świetna okazja dla graczy, którzy chcą obserwować, jak taka gra rośnie i kształtuje się razem z nimi.

    Czy warto się tym interesować? Jeśli lubisz gry, które wymagają myślenia, planowania i uczą czegoś nowego, to zdecydowanie tak. Adaptory obiecują głębokie, strategiczne przetrwanie z nutą ludzkiej historii. HackHub z kolei oferuje unikalną, niemal edukacyjną przygodę w świecie cyberbezpieczeństwa. To dwa bardzo różne spojrzenia na ideę symulacji, ale oba wydają się nieść ze sobą ogromny potencjał.

    Jutro, 26 stycznia, będzie więc dniem, w którym warto zajrzeć na Steam. Nawet jeśli nie jesteś pewien, która z tych gier bardziej ci się spodoba, darmowe demo HackHub to zero ryzyka. A Adaptory? Cóż, kto nie chciałby choć na chwilę poczuć się jak dowódca misji kolonizacyjnej na obcym świecie? Ja na pewno będę obserwował, jak rozwijają się te projekty. To zawsze ekscytujące, móc być częścią procesu tworzenia czegoś od samego początku.

    Źródła

  • Highguard w końcu dostaje datę premiery. Nowy darmowy strzelec od twórców Apex Legends ląduje za rok

    Highguard w końcu dostaje datę premiery. Nowy darmowy strzelec od twórców Apex Legends ląduje za rok

    Długo wyczekiwana premiera w końcu ma konkretny termin. Highguard, ten darmowy strzelec PvPvE, który wzbudził spore emocje podczas zeszłorocznych The Game Awards, pojawi się na naszych ekranach za równy rok. Dokładnie 26 stycznia 2026 roku gra trafi na komputery przez Steam oraz na konsole PlayStation 5 i Xbox Series X/S.

    A właściwie, co to w ogóle jest ten Highguard? To projekt studia Wildlight Entertainment, które założyli ludzie odpowiedzialni za Apex Legends i Titanfalla. Już samo to powinno dać nam pewną wskazówkę, czego możemy się spodziewać – doświadczenia w tworzeniu dynamicznych i popularnych strzelanek jest tu pod dostatkiem. Sam pomysł brzmi naprawdę intrygująco: to ma być tzw. raid shooter, czyli strzelanka skupiona na rajdzie, ale z elementami PvPvE. Wcielamy się w postacie zwane Strażnikami (Wardens), którzy dosiadają… no właśnie, czegoś, walczą i szturmują wrogie bazy. Szczegóły gameplay’u wciąż są dość skrywane, ale sama koncepcja już brzmi ciekawie.

    Co jest naprawdę zabawne w tej całej sytuacji? Po bardzo głośnej zapowiedzi na TGA, gra praktycznie zniknęła z radarów. Nie było prawie żadnych nowych informacji, trailera, szczegółów. To milczenie było tak dotkliwe, że niektórzy fani już zaczęli się zastanawiać, czy projekt w ogóle żyje. Okazuje się, że tak, i to bardzo. Potwierdzeniem są choćby oficjalne listy osiągnięć (trophies), które pojawiły się już na serwerach PlayStation. To zawsze dobry znak, że gra jest naprawdę blisko finalizacji.

    A tutaj mamy kolejną ciekawostkę. Twórcy zapowiedzieli, że przerwą swoje milczenie dokładnie w dzień premiery. Organizują specjalną, szczegółową prezentację, która ma wyjaśnić ich plany i wizję dla gry. Trochę nietypowe, prawda? Zwykle takie rzeczy ogłasza się na miesiące czy tygodnie przed premierą, żeby podgrzać atmosferę. Oni postanowili zrobić to w dniu, gdy gra już będzie dostępna. Można to interpretować na dwa sposoby: albo są tak pewni produktu, że chcą, żeby gracze najpierw go dotknęli, a potem poznali szerszy kontekst, albo po prostu wolą zaskoczyć wszystkich od razu pełną wersją. Tak czy inaczej, to zdecydowanie dodaje całej sprawie nutki tajemniczości.

    Wróćmy na chwilę do kalendarza premier. 26 stycznia 2026 to całkiem ciekawy dzień. Highguard nie będzie jedyną grą, która wtedy wychodzi, ale na pewno jest jedną z tych z największym zapleczem developerskim. Konkurencję stanowią między innymi 'Adaptory’ czy 'HackHub’, ale to głównie tytuły w early access na PC. Highguard startuje od razu jako pełnoprawna gra na wszystkich głównych platformach. To pokazuje pewnego rodzaju rozmach i pewność siebie ze strony wydawcy.

    A co z samą grą? Cóż, wiadomo, że będzie darmowa (free-to-play), co w dzisiejszych czasach jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony, każdy może sobie bez ryzyka sprawdzić, czy mu się podoba. Z drugiej, model monetyzacji zawsze budzi obawy. Tutaj jednak mamy do czynienia z doświadczonym studiem, które wie, jak zbalansować taki model, żeby był fair dla graczy, a jednocześnie pozwalał na rozwój gry. Patrząc na sukces Apex Legends, można mieć przynajmniej odrobinę nadziei, że i tutaj pójdą w dobrą stronę.

    Czy zatem warto zanotować sobie tę datę w kalendarzu? Myślę, że tak. Nawet jeśli nie jesteś fanem darmowych strzelanek, to sam fakt, kto stoi za tym projektem, powinien wzbudzić ciekawość. To nie jest przypadkowe, małe studio. Wildlight Entertainment zebrało ludzi, którzy wiedzą, jak zrobić grę, która wciąga na lata. Czy Highguard będzie takim hitem jak ich poprzednie dzieła? Tego nie wiemy. Ale na pewno warto dać mu szansę, szczególnie że nic nie stracimy, poza kilkoma gigabajtami na dysku.

    Podsumowując, po długim okresie ciszy, Highguard wraca z konkretami. Premiera za rok, trzy platformy startowe i obietnica wyjaśnienia wszystkich szczegółów w dniu premiery. Brzmi jak plan. Pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość i obserwować, czy twórcy dotrzymają słowa. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, 26 stycznia 2026 może być początkiem nowej, dużej gry w naszych bibliotekach. Ciekawe, jak ten raid shooter poradzi sobie na przepełnionym rynku. O tym przekonamy się za dwanaście miesięcy.

    Źródła

  • Aniimo: Druga beta ruszyła! Zobacz zwiastun 'Welcome Back to Idyll’

    Aniimo: Druga beta ruszyła! Zobacz zwiastun 'Welcome Back to Idyll’

    Jeśli czekałeś na wieści o Aniimo, to mam dobrą wiadomość. Właśnie wpadł nowy, oficjalny zwiastun. A co ważniejsze, nie jest to tylko ładny filmik – on ogłasza, że druga, zamknięta beta testów już działa. Tak, dobrze słyszysz. Właśnie teraz wybrani gracze mogą po raz pierwszy od dłuższego czasu wrócić do świata Idyll.

    Studio Pawprint Studio pokazało trailer 23-24 stycznia 2026 roku. Ma on tytuł 'Welcome Back to Idyll’, co brzmi jak miłe zaproszenie po dłuższej przerwie. Sam filmik trwa niecałe dwie minuty, ale pokazuje całkiem sporo. Widać te wszystkie kolorowe regiony, które mamy eksplorować, i oczywiście mnóstwo uroczych Aniimo – tych stworzeń, które będziemy zbierać.

    Co to właściwie za gra? Aniimo to darmowa przygodówka akcji ze zbieraniem stworzeń. Brzmi znajomo? Może trochę, ale wygląda na to, że twórcy chcą dodać tu swojego smaczku. Chodzi o odkrywanie świata, zdobywanie nowych umiejętności i łączenie sił z innymi graczami. Cała zabawa ma się toczyć właśnie w tym Idyll. I teraz najlepsze – pełna gra ma później trafić na całkiem sporą liczbę platform: PC przez Steam, Xbox Series X i S, a nawet na iOS i Androida. To ambitny plan.

    Ale wróćmy do tej bety. To jest druga, zamknięta faza testów. Co to oznacza? No cóż, nie każdy może od razu pobrać grę. Dostęp mają tylko ci, którzy się wcześniej zgłosili i dostali zaproszenie, albo na przykład uczestnicy poprzednich testów. To typowa procedura – studio chce przetestować grę na mniejszej grupie, zanim otworzy drzwi dla wszystkich. Sprawdza się wtedy stabilność, balans rozgrywki i zbiera opinie.

    Ciekaw jestem, co nowego pokazali w tym zwiastunie. Na pewno potwierdzili, że beta żyje. To zawsze dobry znak, znaczy, że prace idą do przodu. Pamiętajmy, że to jeszcze nie jest wersja ostateczna. Beta to taki wczesny dostęp, gdzie niektóre rzeczy mogą się zacinać, a inne funkcje dopiero czekają na dodanie. Ale dla fanów to i tak świetna okazja, żeby zajrzeć do środka i zobaczyć, jak projekt ewoluuje od ostatniego razu.

    A kiedy premiera? No właśnie, tu jest mała zagadka. Na stronie z zwiastunem data wydania jest wciąż opisana jako 'nieznana’. To sugeruje, że studio nie chce się jeszcze wiązać konkretnym terminem. Najpierw pewnie chcą przeprowadzić te testy, przeanalizować dane i dopiero potem ogłosić solidną datę. To rozsądne podejście, lepiej poczekać dłużej na dopracowany produkt niż wypuścić coś w pośpiechu.

    Podsumowując, sytuacja wygląda całkiem obiecująco. Aniimo nabiera kształtów, a druga beta to poważny krok naprzód. Zwiastun 'Welcome Back to Idyll’ wygląda ładnie i budzi ciekawość. Jeśli masz zaproszenie do testów, to pewnie już grasz. A jeśli nie, to pozostaje śledzić oficjalne kanały Pawprint Studio – może wkrótce ogłoszą kolejną turę naboru. Na pełną premierę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale przynajmniej wiemy, że gra się rozwija.

    Źródła

  • Weekend na próbę: Sherlock, South Park, wojna i kult owieczek za darmo na Xbox

    Weekend na próbę: Sherlock, South Park, wojna i kult owieczek za darmo na Xbox

    Hej, masz w planach spokojny weekend przed konsolą? Microsoft właśnie rzucił na stół całkiem niezłą ofertę, która może te plany urozmaicić. Chodzi o najnowszą edycję Free Play Days, czyli akcji, w której wybrane gry są dostępne za darmo przez ograniczony czas. Tym razem okno możliwości otwarte jest od czwartku, 22 stycznia, aż do późnego wieczora w niedzielę, 25 stycznia. I szczerze mówiąc, zestaw jest tak zróżnicowany, że naprawdę każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

    No dobrze, ale od początku. Co to w ogóle jest Free Play Days? „Microsoft wybiera kilka gier i daje je do przetestowania za darmo graczom z aktywną subskrypcją Xbox Game Pass Ultimate, Premium lub Essential.” Ważne, żeby to podkreślić: nie musisz mieć najdroższego Game Pass Ultimate. „Wystarczy aktywna subskrypcja Xbox Game Pass Ultimate, Premium lub Essential.”

    A co jest w środku? Lista jest krótka, ale treściwa. Mamy tu cztery tytuły: „Sherlock Holmes: Chapter One”, „South Park: Snow Day”, „This War of Mine: Final Cut” oraz „Cult of the Lamb”. Już sama ta mieszanka brzmi intrygująco, prawda? To kompletnie różne światy i gatunki.

    Zacznijmy może od Sherlocka. „Chapter One” to powrót do korzeni słynnego detektywa. Wcielamy się w młodego Holmesa, który wraca na śródziemnomorską wyspę, by rozwiązać zagadkę śmierci własnej matki. Gra polega na zbieraniu tropów, dedukcji i… no cóż, czasem na użyciu pięści. To ciekawa propozycja dla fanów zagadek i powolnego, klimatycznego dochodzenia.

    Zupełnie inną energię niesie „South Park: Snow Day”. To gra, która przenosi nas do zasypanego śniegiem miasteczka South Park, gdzie Nowy Dzieciak (czyli my) wraz z Cartmanem, Kyle’em, Stanem i Kennym przeżywa szalone przygody. Co jest fajne? Można grać w czteroosobowej kooperacji. Jeśli macie kilku kumpli, z którymi lubicie się pośmiać przy głupich humorach, to może być strzał w dziesiątkę na ten zimowy weekend.

    Następnie mamy coś z zupełnie innej półki. „This War of Mine: Final Cut” to nie jest rozrywka w klasycznym tego słowa znaczeniu. To przejmująca symulacja przetrwania cywilów w oblężonym mieście podczas wojny. Liczy się każdy kawałek jedzenia, każda tabletka, każde bezpieczne schronienie. Wersja Final Cut zawiera wszystkie aktualizacje i darmowe dodatki. To gra, która zostawia ślad. Nie jest łatwa ani przyjemna, ale jest ważna. Warto ją choćby dotknąć, żeby zrozumieć, o czym tak naprawdę jest.

    I na koniec coś, co łączy urokliwość z mrocznym humorem – „Cult of the Lamb”. Wcielamy się w owieczkę, która… zakłada własny kult. Tak, dokładnie tak. Jedna część gry to zarządzanie swoją społecznością wiernych w lesie, a druga to wyprawy do lochów, gdzie tłuczemy heretyków i zdobywamy nowe moce. To połączenie managera z zręcznościówką działa naprawdę dobrze. A co ciekawe, gra niedawno dostała nowe rozszerzenie o nazwie „Woolhaven”, więc jest co odkrywać.

    Jak to wszystko uruchomić? To proste. Możesz wejść na stronę Xbox.com, znaleźć interesującą cię grę i rozpocząć instalację. Albo, co pewnie wygodniejsze, na konsoli przejść do zakładki „Subskrypcje” w Microsoft Store. Tam znajdziesz specjalną kolekcję Free Play Days. Klikasz, pobierasz i grasz.

    A co jeśli któraś gra tak cię wciągnie, że nie zechcesz przestać w niedzielę? To też jest ogarnięte. Wszystkie postępy, osiągnięcia i punkty, które zdobędziesz podczas tego weekendu, zostaną zachowane. Jeśli po prostu kupisz grę po zakończeniu akcji, kontynuujesz rozgrywkę dokładnie od miejsca, w którym skończyłeś. To naprawdę dobry system, który zachęca do zakupu, jeśli gra nam się spodoba.

    Właśnie o to chodzi w Free Play Days. To szansa, żeby bez żadnego ryzyka, zupełnie za darmo, sprawdzić gry, na które może nie mieliśmy ochoty wydawać pieniędzy. Albo które po prostu umknęły nam w natłoku premier. Mamy teraz do dyspozycji detektywistyczne śledztwo, kooperacyjną satyrę, głęboką opowieść o przetrwaniu i uroczo mroczną przygodę z budowaniem kultu. To całkiem niezły wybór na te kilka styczniowych wieczorów.

    Więc jeśli masz Game Passa i trochę wolnego czasu, warto zajrzeć do sklepu. Akcja trwa tylko do niedzieli, 25 stycznia. Kto wie, może odkryjesz swoją nową ulubioną grę? A jeśli nie, to nic nie stracisz. Chyba że trochę snu, ale to już inna historia.

    Źródła

  • Ucieczka z bajki i powrót klasyków: Co gramy 23 stycznia 2026?

    Ucieczka z bajki i powrót klasyków: Co gramy 23 stycznia 2026?

    Czasami kalendarz premier układa się w taki sposób, że jeden dzień oferuje coś dla kilku zupełnie różnych grup graczy. Dokładnie tak wygląda najbliższy piątek, 23 stycznia 2026 roku. Na półki sklepowe – oczywiście wirtualne – trafi wtedy kilka interesujących tytułów, a wśród nich jeden zupełnie nowy i dwa, które wielu z was pamięta pewnie z czasów pierwszego PlayStation.

    Zacznijmy od tego, co jest największą świeżynką. To 'Escape from Ever After’, gra od studia Sleepy Castle i wydawcy HypeTrain Digital. Jeśli lubicie Paper Mario, to od razu poczujecie pewne wibracje. To przygodowa RPG-ówka z turową walką, ale cała jej magia kryje się w klimacie. Wyobraźcie sobie, że pracujecie w korporacji… która zarządza światami z bajek. Nie brzmi to zbyt bajkowo, prawda? I właśnie o to chodzi. Gracz wciela się w pracownika Ever After Inc., który postanawia uciec z tej korporacyjnej machiny. W trakcie gry będziemy eksplorować różne księgi opowieści, każda z własnym unikalnym stylem i zagadkami.

    Co tu jest naprawdę fajne? Możliwość budowania własnej drużyny z bohaterów, których spotkamy. Każdy ma unikalne umiejętności, które pomogą nam zarówno w walce, jak i w eksploracji. A sama walka, jak już wspomniałem, jest turowa, ale twórcy obiecują, że będzie wymagać strategicznego myślenia i dobrego wykorzystania umiejętności drużyny. Dodatkowego smaczku dodaje ścieżka dźwiękowa – autorzy postawili na jazzowe, big-bandowe brzmienia, co powinno stworzyć naprawdę unikalną atmosferę. Gra trafi praktycznie na wszystko: PlayStation 5, Xbox Series X/S, starsze konsole PS4 i Xbox One, Nintendo Switch oraz oczywiście na PC przez Steam.

    A teraz coś dla fanów mocniejszych uderzeń i nostalgii. Tego samego dnia, 23 stycznia, swoją premierę będą miały 'Fighting Force’ oraz 'Fighting Force 2′. Dla młodszych graczy to może być tylko nazwa, ale ci, którzy grali na oryginalnym PlayStation, pewnie uśmiechną się pod nosem. To były kultowe bijatyki scrollingowe, gdzie w kooperacji do czterech osób można było napierać przez tłumy wrogów, rozwalając wszystko, co stało na drodze.

    Article image

    Co ciekawe, te premiery wyglądają na wydania zdigitalizowane lub lekkie remastery, mające przywrócić te tytuły do życia na nowoczesnych platformach. Pierwsza część, 'Fighting Force’, ma zadebiutować na PS4, PS5 i Switchu. Z kolei 'Fighting Force 2′ będzie dostępne na tych samych konsolach plus dodatkowo na PC. To świetna wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby odświeżyć sobie te klasyki lub w końcu ich spróbować w duecie czy większej grupie przyjaciół. Mechanika może dziś wydawać się prosta, ale czasem właśnie w tej prostocie tkwi urok i gwarancja dobrej zabawy bez zbędnych komplikacji.

    Pozostaje więc pytanie – na co się zdecydować? Jeśli macie ochotę na wciągającą, nietypową opowieść z ciekawym światem i klimatem, 'Escape from Ever After’ wydaje się strzałem w dziesiątkę. Z drugiej strony, jeśli w piątkowy wieczór planujecie spotkanie ze znajomymi i chcecie wspólnie coś porozbijać w prosty, satysfakcjonujący sposób, to odświeżone 'Fighting Force’ mogą być idealnym wyborem.

    Co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Rynek gier w 2026 roku wciąż ma miejsce zarówno dla ambitnych, niszowych produkcji inspirowanych ukochanymi klasykami, jak i dla samych tych klasyków, które dostają drugie życie. To pokazuje, że branża nie zapomina o swoich korzeniach, jednocześnie szukając nowych dróg wyrazu. 'Escape from Ever After’ próbuje opowiedzieć współczesną historię w stylu starej szkoły RPG, a 'Fighting Force’ po prostu przypomina, że dobra zabawa w grupie nigdy nie wychodzi z mody.

    Nie zapominajmy też, że 23 stycznia to naprawdę intensywny dzień premier. W tym samym czasie na rynek wychodzą też inne gry, jak 'Haunted House Renovator’ dla fanów symulacji, 'Pathologic 3′ dla miłośników mrocznych RPG-ów czy 'Tennis Elbow 4′ dla sympatyków sportu. Ale te trzy tytuły, o których mówiliśmy, wydają się szczególnie wyróżniać – jedna jako nowa, ciekawa propozycja indie, a dwie jako powrót zapomnianych, ale wciąż lubianych serii.

    Czy któryś z tych tytułów trafi na waszą listę must-play na początek roku? Ja osobiście jestem bardzo ciekawy, jak 'Escape from Ever After’ poradzi sobie z przeniesieniem klimatu korporacyjnej bajki na grunt gry wideo. A jeśli chodzi o 'Fighting Force’, to sam mam miłe wspomnienia z grania w to lata temu, więc chętnie sprawdzę, jak ten tytuł zestarzał się… lub nie. W każdym razie, wybór jest i to całkiem niezły. Pozostaje tylko poczekać do piątku i sprawdzić, która z tych propozycji okaże się hitem.

    Źródła

  • Koniec z bajkami? Escape from Ever After i powrót Fighting Force już dostępne

    Koniec z bajkami? Escape from Ever After i powrót Fighting Force już dostępne

    No i stało się. 23 stycznia 2026 roku minął, a wraz z nim ruszyła sprzedaż kilku naprawdę interesujących gier. Jeśli przegapiłeś ten dzień w natłoku obowiązków, spokojnie, zaraz wszystko ci wyjaśnię. To był całkiem solidny piątek dla graczy lubiących różnorodność.

    Zacznijmy od tego, co przykuło najwięcej uwagi, czyli od Escape from Ever After. To przygodowy RPG, który trafił dosłownie na wszystko: PlayStation 5, PlayStation 4, Xbox Series X|S, Xbox One, Nintendo Switch i oczywiście na PC przez Steam. Tworzy go Sleepy Castle Studio, a wydaje HypeTrain Digital. A o co w tym chodzi? Wyobraź sobie światy z bajek, ale przejęte przez korporację. Tak, dobrze przeczytałeś. Gracze wcielają się w pracownika firmy Ever After Inc., która przejęła kontrolę nad klasycznymi opowieściami, i muszą… wspinać się po korporacyjnej drabinie, żeby od wewnątrz walczyć z chciwym zarządem. Pomysł jest genialny w swojej prostocie.

    Walka jest tu turowego, a twórcy otwarcie przyznają, że inspirowali się Paper Mario. Możesz też tworzyć i dostosowywać swoją drużynę, eksplorować te przekształcone biurowo-bajkowe lokacje i wchodzić w interakcje z innymi pracownikami. Brzmi jak naprawdę świeże podejście do gatunku, prawda? To nie jest kolejna epicka fantasy opowieść, a raczej satyryczne spojrzenie na korporacyjny świat, wplecione w ramy RPG-a. Naprawdę jestem ciekaw, jak to wyszło w praktyce.

    A teraz coś dla fanów starej szkoły. Bo 23 stycznia to też wielki powrót. Mówię tu o Fighting Force oraz Fighting Force 2. Te kultowe bijatyki z przeszłości zostały odświeżone i wydane na nowoczesne konsole. Pierwsza część trafiła na PS4, PS5 i Switcha, a sekwel dodatkowo zawitał też na komputery PC. Dla niewtajemniczonych: to były hity z czasów, kiedy granie w kooperacyjną bijatykę scrollową z przyjaciółmi na kanapie było jednym z największych przyjemności. Walka na pięści, podnoszenie różnych przedmiotów do bicia przeciwników, prosta, ale satysfakcjonująca rozgrywka. Wydanie ich teraz to czysty nostalgia trip, ale kto wie, może nowe pokolenie graczy też się w nich zakocha? To klasyki, które po prostu definiowały gatunek.

    Co ciekawe, na liście premier z tego samego dnia na stronie GRYOnline.pl znalazło się jeszcze kilka innych tytułów. Są tam na przykład Tennis Elbow 4 dla miłośników symulacji tenisa, Pathologic 3 wyłącznie na Xbox Series X, czy nawet symulator renowacji nawiedzonego domu pod nazwą Haunted House Renovator. Dosłownie każdy znajdzie coś dla siebie, od hardkorowych RPG-ów po lekkie, nietypowe symulacje.

    Ale wracając do głównych bohaterów. Premiera Escape from Ever After była dość mocno wyczekiwana przez pewną grupę graczy, o czym świadczył chociażby oficjalny zwiastun na YouTube ogłaszający datę premiery. Z kolei odświeżone Fighting Force zbierały pozytywne komentarze od momentu zapowiedzi, jako gratka dla fanów retro. To połączenie nowego, śmiałego pomysłu i odświeżonej klasyki sprawia, że 23 stycznia zapisze się jako naprawdę udany dzień w kalendarzu premier.

    Co dalej? Cóż, gry są już w sprzedaży. Jeśli masz ochotę na korporacyjną satyrę w bajkowym przebraniu, Escape from Ever After czeka. A jeśli tęsknisz za prostą, kanapową zabawą z dawnych lat, to Fighting Force Collection (bo często są sprzedawane razem) będzie idealnym wyborem. To jeden z tych momentów, kiedy rynek gier oferuje jednocześnie coś nowatorskiego i coś, co hołduje swojej historii. A ja uważam, że to zawsze dobra kombinacja.

    Warto też rzucić okiem na to, co przyniesie najbliższa przyszłość, bo w kolejnych dniach stycznia i na początku lutego czekają nas takie tytuły jak Code Vein 2 czy Dragon Quest VII Reimagined. Ale to już temat na zupełnie inną rozmowę. Na razie mamy solidny, rozgrzewkowy początek roku. Miłego grania!

    Źródła