Kategoria: Gry

  • Sony w końcu wprowadza potwierdzenia przeczytania wiadomości na PS5

    Sony w końcu wprowadza potwierdzenia przeczytania wiadomości na PS5

    PS5 właśnie dostała nową aktualizację systemową, oznaczoną numerem 26.01-12.60.00. Sony opublikowało ją 28 stycznia 2026 roku i zawiera ona kilka zmian, na które gracze czekali od dawna.

    „W aktualizacji dodano potwierdzenia przeczytania wiadomości (wdrażane stopniowo), obok możliwości bezpośredniego dołączania do gier znajomych z widżetu Aktywność znajomych w Welcome Hub.” Wreszcie będziesz wiedzieć, czy twój znajomy zobaczył twoją propozycję wspólnej gry lub losowego żartu. Sony podkreśla jednak, że funkcja jest wdrażana stopniowo, więc nie u wszystkich pojawi się od razu.

    Witamy w Hubie

    Co jeszcze się zmieniło? „Możesz teraz dołączyć do gry znajomego bezpośrednio z widżetu „Aktywność znajomych” w Welcome Hub, jeśli posiadasz tę grę; w przeciwnym razie pojawi się opcja zakupu.” To mała, ale wygodna poprawka. Zamiast szukać osoby na liście znajomych, a potem wciskać „dołącz do gry”, wystarczy wejść w Hub i kliknąć.

    W aktualizacji są oczywiście też standardowe poprawki wydajności i stabilności. Sony zawsze je dodaje, więc trudno powiedzieć, co konkretnie naprawili tym razem. Ważne, że konsola ma działać płynniej.

    Nowe gry w Plusie

    Wcześniej w styczniu PlayStation Plus wzbogacił się o dziewięć nowych pozycji w katalogach Extra i Premium. To całkiem solidny pakiet.

    Wśród nowości znalazły się:
    – Resident Evil Village
    – Like a Dragon: Infinite Wealth
    – Expeditions: A MudRunner Game
    – A Quiet Place: The Road Ahead

    To dobra wiadomość dla subskrybentów, zwłaszcza że Village to już uznana horrorowa klasyka, a najnowsza odsłona Yakuzy też ma świetne recenzje. MudRunner dla fanów terenówek też brzmi nieźle.

    Plotki o Portal OLED

    Co ciekawe, w sieci krążą też plotki o nowej wersji PlayStation Portal. Chodzi o model z ekranem OLED, który miałby pojawić się jeszcze w tym roku.

    Ciemny kontroler do gier wideo leżący na ciemnej powierzchni, oświetlony niebieskim światłem.

    To miałoby sens, bo oryginalny Portal, mimo mieszanych opinii, sprzedawał się całkiem nieźle. Lepszy ekran mógłby przekonać więcej osób do tego niszowego urządzenia. Na razie to jednak tylko spekulacje, bez oficjalnego potwierdzenia od Sony.

    Dlaczego to ważne?

    Te aktualizacje mogą wydawać się drobne, ale pokazują zmianę podejścia Sony. Firma przez lata skupiała się głównie na mocy obliczeniowej i ekskluzywach, trochę zaniedbując stronę społeczną i jakość życia.

    Dodanie odczytów wiadomości to rzecz, którą Xbox ma od dawna. W końcu Sony nadgania. Może to sygnał, że w przyszłych aktualizacjach zobaczymy więcej ulepszeń związanych z komunikacją między graczami?

    Co myślicie? Czy odczyty wiadomości to funkcja, z której faktycznie będziecie korzystać, czy raczej zbędny dodatek? Dla niektórych to wygoda, dla innych źródło niepotrzebnej presji.

    W każdym razie, Sony powoli, ale konsekwentnie poprawia doświadczenie użytkownika na PS5. Najpierw odblokowali dostęp do dysków M.2, potem dodali wsparcie dla Dolby Atmos, a teraz czas na social features. Ciekawe, co będzie następne.

    Źródła

  • I Hate This Place: Polski horror survivalowy w końcu trafia do graczy

    I Hate This Place: Polski horror survivalowy w końcu trafia do graczy

    No i stało się. Po kilku miesiącach nerwowego oczekiwania i jednym, dość znaczącym opóźnieniu, polski horror 'I Hate This Place’ jest już dostępny. Oficjalna premiera odbyła się dokładnie 29 stycznia 2026 roku. Gracze na całym świecie mogą teraz sprawdzić, czy miejsce, którego bohaterka tak nienawidzi, jest warte ich czasu i, co ważniejsze, ich nerwów.

    A warto przypomnieć, że premiera nie przyszła łatwo. Pierwotnie gra miała ukazać się już 7 listopada 2025 roku. Dlaczego więc musieliśmy czekać te dodatkowe prawie trzy miesiące? Cóż, tutaj sprawa jest całkiem prosta, a nawet godna pochwały. Twórcy z Rock Square Thunder oraz wydawcy – Broken Mirror Games (czyli wytwórnia Bloober Team) we współpracy ze Skybound Entertainment – postanowili odłożyć premierę, aby wziąć pod uwagę opinie społeczności. To dość odważny ruch, prawda? Zamiast wypuszczać produkt 'na już’, woleli się zatrzymać, posłuchać i dopracować szczegóły. W dzisiejszych czasach, kiedy premiery bywają pospieszne, takie podejście naprawdę się ceni.

    A o czym właściwie jest ta gra? Tutaj historia robi się naprawdę ciekawa. 'I Hate This Place’ to adaptacja komiksu. Nie byle jakiego, bo nominowanego do nagrody Eisner. Stworzyli go Kyle Starks i Artyom Topilin. Gra przenosi nas w świat, który znamy z kart tej opowieści. Wcielamy się w Elenę, która trafia do… no właśnie, tego przeklętego miejsca. I to dosłownie. Rozgrywka toczy się z perspektywy izometrycznej, co dla fanów gatunku może brzmieć znajomo, ale twórcy obiecują swoje własne, świeże podejście.

    Na czym polega ta świeżość? Na pierwszy plan wysuwa się crafting i zarządzanie zasobami. To nie będzie zwykły bieg z latarką przed czymś strasznym. Tutaj musimy kombinować, łączyć przedmioty i naprawdę myśleć, jak przetrwać w tym wrogim środowisku. To ma być survival horror z prawdziwego zdarzenia, gdzie każdy zużyty bandaż i każdy zebrany kawałek drewna mają znaczenie. Gracze na forach, zanim jeszcze zablokowano dostęp do niektórych wątków, wyrażali spore zainteresowanie tym otwartym, sandboxowym podejściem do horroru. To obietnica napięcia budowanego nie przez skrypty, ale przez nasze własne, często kiepskie, decyzje.

    Article image

    Co z platformami? Gra pojawiła się nie tylko na PC. Można ją również znaleźć w sklepie Nintendo Switch eShop oraz na PlayStation 5. To całkiem szeroka dystrybucja jak na niezależny projekt. Wsparcie Bloober Team, oraz Skybound, znanego chociażby z 'The Walking Dead’, z pewnością pomogło w takim zasięgu.

    29 stycznia był naprawdę intensywnym dniem na rynku gier. 'I Hate This Place’ nie debiutowało w próżni. Tego samego dnia światło dzienne ujrzał gigantyczny sequel 'CODE VEIN II’. Obok nich pojawiła się też przygodówka wspinaczkowa 'Cairn’. To spora konkurencja. Polski horror musiał przebić się przez ten gwar. Ale ma coś, czego tamte tytuły nie mają – jest głęboko zakorzeniony w polskim DNA developerskim i oparty na uznanej, mrocznej narracji komiksowej. To może być jego największy atut.

    Co dalej? Teraz gra jest w rękach graczy. Pierwsze recenzje i wrażenia z rozgrywki dopiero się pojawiają. Kluczowe pytanie brzmi: czy dodatkowe miesiące prac nad grą, podyktowane feedbackiem od community, przełożyły się na lepsze, bardziej dopracowane doświadczenie? Czy Elena i jej walka o przetrwanie w przeklętym miejscu wciągną nas na dłużej?

    Jedno jest pewne. Kolejny polski twórca, Rock Square Thunder, stanął przed ogromną szansą. 'I Hate This Place’ to nie tylko kolejna gra horror. To test dla polskiego rozwoju gier, który coraz śmielej sięga po ambitne, narracyjne projekty z zachodnimi partnerami u boku. Czas pokaże, czy to miejsce, którego nienawidzimy, okaże się dla nas miejscem, do którego będziemy chcieli wracać. Przynajmniej po to, żeby się wystraszyć.

    Źródła

  • Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Dla wszystkich, którzy od 2019 roku czekali na kontynuację mrocznej, anime-stylizowanej przygody, mam świetne wieści. Premiera standardowej edycji odbędzie się 30 stycznia 2026, ale wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate jest już dostępny od 26-27 stycznia 2026 w zależności od regionu i platformy., będziemy mogli ponownie wcielić się w łowcę Zjaw na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S. A właściwie, pozwólcie, że doprecyzuję – 30 stycznia to data dla standardowej edycji. Wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate rozpoczął się 27 stycznia 2026 o określonych godzinach regionalnych (np. 15:00 PST) i jest już dostępny. To całkiem niezły prezent na koniec stycznia, prawda?

    Po co właściwie czekaliśmy te siedem lat? No cóż, oryginalne Code Vein, mimo że bywało nazywane 'anime soulsem’, zdobyło sobie wierną grupę fanów właśnie przez swój unikalny styl i klimat. I właśnie ten klimat ma powrócić w sequelu, ale z solidną porcją nowości. Fabuła przenosi nas w świat po katastrofie zwanej Resurgence. Świat gry osadzony jest w postapokaliptycznym otoczeniu z Revenantami i nowymi zagrożeniami jak Horrory, z naciskiem na podróże w czasie między przeszłością a teraźniejszością, bez potwierdzonego szczegółu o „Luna Rapacis”. I tu właśnie pojawia się nasza rola – jako łowca Zjaw musimy powstrzymać upadek świata. Nie będzie to jednak proste zadanie.

    Co jest naprawdę ciekawe w tym sequelu? Otóż tym razem nie będziemy podróżować samotnie. Lou MagMell (poprawna pisownia: MagMell z małym „l”). To nie jest tylko gadżet fabularny – zdolności Lou mają być integralną częścią rozgrywki. Chociaż szczegóły mechaniki nie są jeszcze w pełni ujawnione, sama możliwość wpływania na czas w grze souls-like brzmi jak przepis na naprawdę kreatywne walki z bossami i eksplorację. To może być ten element, który wyróżni Code Vein 2 na tle innych gier z tego gatunku.

    Walka też ma przejść ewolucję. Deweloperzy zapowiadają nowy Reaper Jail to nowa mechanika w ramach systemu Jails, umożliwiająca ataki kosą i kontry., który ma oferować bardziej dynamiczne i złożone starcia. Do tego dochodzą formy Bequeathed, które prawdopodobnie pozwolą nam jeszcze głębiej dostosowywać styl walki i umiejętności naszej postaci. A skoro już o personalizacji mowa – twórcy obiecują jej więcej niż w pierwszej części. Możemy spodziewać się szerszych opcji tworzenia bohatera, a także bardziej rozbudowanej kooperacji. W końcu wspólne pokonywanie wyzwań to jeden z filarów serii.

    Świat gry pozostanie wierny postapokaliptycznym korzeniom, ale wszystko wskazuje na to, że będzie większy i bardziej otwarty do eksploracji. To, co widzieliśmy w zapowiedziach, prezentuje tę samą charakterystyczną, gotycko-anime’ową estetykę, ale w nowej, shinierzej odsłonie, dostosowanej do możliwości obecnej generacji konsol.

    Pytanie, które może się nasuwać, brzmi: czy warto od razu inwestować w droższe edycje dla wczesnego dostępu? To zależy od tego, jak bardzo jesteście głodni nowości. Standardowa premiera 30 stycznia i tak jest tuż za rogiem, a różnica kilku dni to raczej nie jest wieczność. Ale jeśli nie możecie się doczekać i macie ochotę na dodatkową zawartość, jak na przykład soundtrack czy jakieś kosmetyczne dodatki, to wersje Deluxe i Ultimate są stworzone właśnie dla was.

    Podsumowując, Code Vein 2 kształtuje się na jedną z ciekawszych premier początku 2026 roku. Bandai Namco bierze to, co sprawdziło się w pierwszej części – czyli połączenie wymagającej, soulsopodobnej walki z unikalnym klimatem i fabułą – i stara się to ulepszyć o nowe mechaniki, głębszą personalizację i bogatszy świat. Czy im się to uda? Przekonamy się już za niecały rok. Ja osobiście mam nadzieję, że ta gra okaże się godnym następcą i da fanom gatunku solidną, emocjonującą przygodę. Kalendarz na koniec stycznia 2026 wygląda naprawdę obiecująco.

    Źródła

  • Cairn wchodzi na szczyt: Dziś premiera realistycznej symulacji wspinaczki na PC i PS5

    Cairn wchodzi na szczyt: Dziś premiera realistycznej symulacji wspinaczki na PC i PS5

    No i stało się. Po krótkim, ale jak się okazuje potrzebnym, opóźnieniu, gra Cairn od studia The Game Bakers jest już oficjalnie dostępna. Jeśli szukacie czegoś innego niż kolejny strzelany skok w przyszłość lub fantasy RPG, to ta pozycja może was bardzo zainteresować. A właściwie to powinna. Bo to nie jest gra o wspinaczce. To jest gra, która stara się być wspinaczką.

    Co mam na myśli? Cóż, Cairn określane jest jako „nastawiona na realizm symulacja”. I to nie są puste słowa. Wcielamy się w zawodową alpinistkę o imieniu Aava, która postanawia zmierzyć się z niezdobytą dotąd górą Kami. I od razu powiem – nie będzie to spacer po płaskim terenie. Rozgrywka opiera się na naprawdę drobiazgowym kontrolowaniu ruchów naszej bohaterki. Chodzi o wyszukiwanie punktów oparcia, płynne ustawianie dłoni i stóp, a także pilnowanie postawy, wysiłku i tego całego balansu. To brzmi skomplikowanie? Może trochę. Ale twórcy obiecują, że sterowanie ma być intuicyjne i naturalne. Po prostu musimy myśleć jak wspinacz.

    A co jest naprawdę ciekawe? Błędy mają tu swoje konsekwencje. Poważne. Chwila nieuwagi, źle oszacowana chwytność skały, przemęczenie – wszystko to może skończyć się szybkim i bardzo nieprzyjemnym lotem w dół. To nie jest gra, w której po prostu przytrzymujemy przycisk, żeby iść do góry. Tu trzeba planować.

    I właśnie o planowaniu mowa. Jednym z kluczowych elementów Cairn jest swoboda w wyborze własnej drogi na szczyt. Możemy wcześniej rozpoznawać ściany z poziomu ziemi, analizować trasę i decydować, jak podejść do danego problemu. To trochę jak rozwiązywanie wielkiej, pionowej łamigłówki. I podobno poziom trudności da się regulować, więc nie musicie od razu rzucać się na najtrudniejszą wersję.

    Ale przecież sama technika to nie wszystko, prawda? Prawdziwa wyprawa wysokogórska to też walka o przetrwanie. I tutaj Cairn mocno czerpie z konwencji survivalu. Musimy zarządzać naszymi zasobami. I mówię tu o bardzo konkretnych rzeczach: o hakach (czyli pitonach), kredzie, taśmie na palce. Musimy pilnować zapasów jedzenia i wody, a także leków. W trakcie dłuższej wspinaczki będziemy zakładać obozy, żeby odpocząć, i eksplorować okolicę w poszukiwaniu materiałów potrzebnych do kontynuowania podróży. To dodaje całej zabawie zupełnie nowej, strategicznej warstwy. Nie chodzi tylko o to, gdzie postawić stopę, ale też o to, czy starczy nam sił i sprzętu, żeby w ogóle tam dotrzeć.

    Article image

    A gdzie w tym wszystkim jest historia? Oczywiście też jest. W trakcie wyprawy Aava będzie prowadzić rozmowy z napotkanymi osobami, a całość przetykana jest wątkami związanymi z historią samej góry Kami. Pojawia się też pytanie o cenę, jaką bohaterka jest gotowa zapłacić za realizację swojego celu. Twórcy szacują, że przejście głównej ścieżki zajmie około 15 godzin. A dla tych, którzy zechcą sprawdzić się jeszcze raz, przygotowano tryb Ekspedycji, który ma oferować sporą dozę powtarzalności.

    Warto wspomnieć, że premiera nieco się opóźniła. Pierwotnie gra miała ukazać się w listopadzie zeszłego roku. Studio The Game Bakers zdecydowało się jednak przełożyć wydanie, żeby dodać ostatnie szlify i – co ciekawe – zaktualizować demo, dodając do niego tak zwane „dusze” innych graczy. To taki fajny, społecznościowy element, który pozwala zobaczyć ślady czyichś wcześniejszych prób.

    Cairn kupicie dziś, 29 stycznia 2026, na platformie Steam na PC oraz w PlayStation Store na konsolę PS5. To kolejny, bardzo charakterystyczny projekt od zespołu, który dał nam między innymi świetną, rytmiczną strzelankę Furi i piękną, emocjonalną podróż w Griss. Widać, że lubią podejmować ryzyko i eksperymentować z gatunkami. Tym razem postawili na realizm, precyzję i ten specyficzny dreszczyk emocji, który towarzyszy prawdziwej wspinaczce. Czy im wyszło? Cóż, to już musicie sprawdzić sami, sięgając po gaś lub liny. W tym przypadku to właściwie to samo.

    Źródła

  • Zapnijcie pasy! The Seven Deadly Sins: Origin już dziś wchodzi na wszystkie platformy. Za darmo.

    Zapnijcie pasy! The Seven Deadly Sins: Origin już dziś wchodzi na wszystkie platformy. Za darmo.

    No i stało się. Jeśli w tym tygodniu w głowie macie tylko jedną premierę, to prawdopodobnie chodzi właśnie o nią. The Seven Deadly Sins: Origin, czyli ta wielka, darmowa gra anime od studia Netmarble, Gra nie uruchamia się dzisiaj; premiera globalna została opóźniona do marca 2026 na PS5, Steam, iOS i Android.. A do tego startuje od razu na praktycznie wszystkim, co ma ekran – od konsoli PlayStation 5, przez komputery na Steamie, po smartfony i tablety z iOS i Androidem.

    Ciekawe, prawda? Rynek free-to-playowych gier otwartego świata nie śpi, a Netmarble postanowiło rzucić rękawicę z naprawdę rozpoznawalną marką. W końcu 'Siedem Grzechów Głównych’ to seria, którą zna ogromna rzesza fanów mangi i anime. Tylko co właściwie dostajemy w zamian? Bo darmowa gra to jedno, a jej zawartość – to drugie.

    Okej, spójrzmy na to, co wiemy. The Seven Deadly Sins: Origin to przede wszystkim rozległa, otwarta kraina Brittanii, którą będziemy eksplorować. Ale nie jest to zwykłe odtworzenie znanej historii. Twórcy postawili na oryginalną fabułę osadzoną w multiwersum, a naszym głównym bohaterem ma być książę Tristan. To całkiem świeże podejście, które pozwala zarówno weteranom serii, jak i nowicjuszom, poczuć się jak odkrywcy nowego rozdziału.

    Article image

    A co z rozgrywką? Tu też jest kilka ciekawych smaczków. Mamy oczywiście dynamiczne, real-time’owe walki, które są podstawą każdego dobrego action RPG. Do tego dochodzi system kolekcjonowania bohaterów – spodziewajcie się spotkań z ulubionymi postaciami z serii, które będzie można dołączyć do swojej drużyny. Ale to, co brzmi naprawdę intrygująco, to połączenie trybu dla pojedynczego gracza z elementami MMO. Można grać samemu, przeżywając główną opowieść, ale w każdej chwili można też zaprosić do współpracy do czterech innych osób. Razem możecie wtedy ruszyć na większe wyzwania, czy po prostu wspólnie odkrywać świat.

    I tu dochodzimy do pewnego ważnego punktu. W opisach gry często pada słowo 'MMO’. Chyba warto to od razu wyjaśnić, żeby nie było niedomówień. Nie chodzi tutaj o gigantyczne, tysiącosobowe światy jak w klasycznych MMO. Raczej o to, że świat gry jest żywy, zapełniony innymi graczami, z którymi można wchodzić w interakcje, współpracować w małych grupach i brać udział w dedykowanych aktywnościach. To takie połączenie RPG i lekkich, społecznościowych elementów MMO. Dla wielu osób to może być strzał w dziesiątkę, bo daje poczucie wspólnoty bez przytłaczającej skali.

    Article image

    No i nie samą walką człowiek żyje. Twórcy pomyśleli też o bardziej relaksacyjnych zajęciach. W grze znajdziemy bowiem systemy w stylu łowienia ryb czy gotowania. Brzmi to jak miły przerywnik pomiędzy kolejnymi potyczkami z potworami i eksploracją. Takie elementy potrafią naprawdę ożywić świat i dać graczowi chwilę wytchnienia.

    Pytanie, które teraz pewnie sobie zadajecie, brzmi: czy to w ogóle ma szansę wypalić? Darmowa gra, wysoka produkcja, cross-play na tak wielu platformach… to spore wyzwanie techniczne i projektowe. Z drugiej strony, Netmarble ma już doświadczenie w tworzeniu tego typu projektów. Premiera opóźniona do marca 2026; gra nie jest jeszcze dostępna, ale można się pre-rejestrować. Warto tylko pamiętać, że model free-to-play często wiąże się z mikropłatnościami, zazwyczaj za kosmetyki, przyspieszacze progresu lub nowych bohaterów. Szczegóły poznamy pewnie dopiero po odpaleniu gry.

    Styczeń 2026, trzeba przyznać, jest wyjątkowo ciekawy pod względem premier. W tym samym miesiącu wyszło już kilka intrygujących tytułów, jak chociażby survival sci-fi StarRupture czy niepokojący Pathologic 3. The Seven Deadly Sins: Origin wpisuje się w ten trend jako jedna z największych, a na pewno najbardziej dostępnych propozycji. Nie wymaga żadnej inwestycji na start, a obiecuje duży świat i wiele godzin rozgrywki.

    Co więc robić, jeśli temat was zainteresował? Cóż, gra jest darmowa, więc ryzyko jest właściwie zerowe. Wystarczy dziś po południu zajrzeć na Steam, Sklep PlayStation lub odpowiedni sklep aplikacji na telefonie, kliknąć 'pobierz’ i sprawdzić, czy Britannia przygotowana przez Netmarble spełni oczekiwania. Dla fanów serii to pozycja obowiązkowa. Dla reszty – ciekawa propozycja na sprawdzenie, jak wygląda połączenie anime, RPG i otwartego świata w jednym, darmowym pakiecie. Miłego grania!

    Źródła

  • Premiera The Seven Deadly Sins: Origin przesunięta – darmowe RPG anime czeka na lepszą wersję

    Premiera The Seven Deadly Sins: Origin przesunięta – darmowe RPG anime czeka na lepszą wersję

    No cóż, styczeń 2026 miał być dla fanów anime RPG całkiem ciekawy. Wśród wielu premier, Oryginalna data premiery to 28 stycznia 2026 (potwierdzone w większości źródeł), choć jedno źródło wspomina o 27 stycznia. – darmowego, kooperacyjnego RPG z otwartym światem od Netmarble. Gra miała trafić jednocześnie na PS5, PC (przez Steam) i telefony (iOS oraz Android). To brzmiało jak solidny plan na koniec miesiąca, prawda?

    Ale tutaj pojawia się małe, a właściwie całkiem spore 'ale’. Okazuje się, że ten plan się zmienia. Netmarble (wraz z Netmarble F&C) zdecydowało się przesunąć premierę. na marzec 2026. Dlaczego? Cóż, to w sumie dobra wiadomość, choć na pewno rozczarowująca dla tych, którzy już odliczali dni.

    Powód jest taki, że pod koniec 2025 roku odbył się zamknięty beta test. I tu zaczyna się cała historia. Gracze, którzy w nim uczestniczyli, przekazali swoją opinię. A twórcy, co ważne, postanowili tej opinii posłuchać. Zgodnie z informacjami od Netmarble (w tym od producenta wykonawczego Do-Hyung Koo wg kontekstu), zespół skupia się na poprawie…, zespół chce skupić się na poprawieniu kilku kluczowych elementów. Chodzi o intuicyjność walki, responsywność sterowania, przejrzystość interfejsu i ogólny poziom dopracowania. Mówiąc prościej: chcą, żeby gra po prostu lepiej się grało, zanim trafi do wszystkich.

    To trochę tak, jakbyście zamówili pyszne ciasto, a cukiernik przed podaniem powiedział 'chwileczkę, dodam jeszcze odrobinę więcej kremu i równiej pokroję’. Może i trzeba poczekać, ale efekt finalny powinien być lepszy.

    Co ciekawe, gra jest darmowa. To model free-to-play, więc nikt nie musi za nią płacić z góry. Netmarble ma już doświadczenie w takich projektach, więc można się spodziewać, że monetizacja będzie opierała się na mikropłatnościach za kosmetyki czy przyspieszenie postępu. Ale póki co, to tylko domysły.

    Warto wspomnieć, że The Seven Deadly Sins: Origin to nie jest pierwsza gra z tego uniwersum. Sam serial anime ma już spore grono fanów. Tym razem dostajemy pełnoprawną przygodę RPG w otwartym świecie, z możliwością gry w kooperacji. Można by pomyśleć, że to po prostu kolejna adaptacja, ale pomysł na połączenie tego z rozległym światem i wspólną zabawą z przyjaciółmi brzmi naprawdę zachęcająco.

    No dobrze, a co z tymi wszystkimi platformami? Na szczęście tu nic się nie zmienia. Gra nadal ma zadebiutować globalnie i jednocześnie na wszystkich zaplanowanych platformach: PlayStation 5, komputerach osobistych przez Steam oraz na urządzeniach mobilnych z systemami iOS i Android. To całkiem niezły wyczyn, biorąc pod uwagę różnice między tymi urządzeniami.

    I jeszcze jedna ważna rzecz: pre-rejestracje cały czas są otwarte. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie być na bieżąco, możecie zapisać się na oficjalnej stronie gry lub w sklepach aplikacji. Często za taką wcześniejszą rejestrację studia oferują jakieś bonusy, drobne nagrody czy po prostu powiadomienie w dniu premiery.

    Co teraz? Czekamy. Marzec 2026 nie jest jakoś strasznie odległy, ale na pewno wymaga od fanów odrobinę więcej cierpliwości. Z drugiej strony, lepiej dostać dopracowany produkt niż coś, co wymaga dziesiątek poprawek po premierze. Historie z grami wypuszczanymi w pośpiechu i później łatanych przez miesiące nie są niczym nowym.

    Można by zapytać, czy to opóźnienie jest czymś złym? W mojej opinii, niekoniecznie. Pokazuje, że twórcy traktują feedback od graczy poważnie. W branży gier czasami lepiej poczekać te kilka tygodni, żeby później nie żałować.

    Tak więc, jeśli planowaliście spędzić koniec stycznia eksplorując świat Siedmiu Grzechów Głównych z przyjaciółmi, musicie zmienić plany na nieco później. Ale pamiętajcie, że do marca nie jest tak daleko. A może w międzyczasie uda się nadrobić inne tytuły z waszej listy? Styczeń 2026 i tak zapowiada się całkiem ciekawie pod względem premier, ale o tym już w innym artykule.

    Na razie pozostaje śledzić oficjalne kanały Netmarble i czekać na więcej informacji. Kto wie, może jeszcze przed marcową premierą zobaczymy nowy gameplay czy jakieś szczegóły dotyczące fabuły. A póki co, warto zarejestrować swoje zainteresowanie. W końcu darmowa, wieloplatformowa gra RPG w stylu anime to propozycja, którą trudno całkiem zignorować.

    Źródła

  • Nocne biegi i zombie: 'The Midnight Walkers’ trafia do wczesnego dostępu

    Nocne biegi i zombie: 'The Midnight Walkers’ trafia do wczesnego dostępu

    Jeśli zastanawialiście się, co zrobić w ten piątkowy wieczór, mam dla was propozycję. Albo raczej, mam dla was ostrzeżenie. 28 stycznia o godzinie 21:00 czasu polskiego (lub 2:00 w nocy 29 stycznia, jeśli jesteście nocnymi markami) w wczesnym dostępie na Steamie pojawi się nowa gra. Nazywa się 'The Midnight Walkers’ i wygląda na to, że będzie to solidna dawka adrenaliny w zainfekowanym świecie.

    Twórcą jest Onewayticket Studio, a sama gra jest określana jako kooperacyjna strzelanka ekstrakcyjna. Brzmi poważnie, prawda? W praktyce chodzi o to, że wchodzicie do gry z przyjaciółmi, musicie przetrwać w konkretnym miejscu, zebrać co się da i uciec żywcem. Miejscem akcji jest Liberty Grand Center, co brzmi dość elegancko, ale w rzeczywistości jest to kompletnie opanowany przez zombie kompleks. Właśnie tak, wracamy do korzeni z nieumarłymi w roli głównej.

    Co tu jest naprawdę ciekawe? Mechanika. Gra ma być połączeniem napięcia i szybkiej akcji znanej z 'Dying Light’ z surowym, brutalnym podejściem do przetrwania znanym z 'Escape from Tarkov’. To znaczy, że nie chodzi tylko o to, żeby strzelać do wszystkiego, co się rusza. Chodzi o strategiczne decyzje. Którą drogą pójść? Co zabrać, a co zostawić, bo plecak jest już pełny? Czy lepiej walczyć z tą małą grupką wrogów, czy może ich obejść? Każda misja to walka o przetrwanie i dotarcie do punktu ewakuacji z cennym łupem.

    Premiera odbywa się w modelu wczesnego dostępu. To dla mnie zawsze jest znak, że twórcy chcą pracować razem z graczami, słuchać ich uwag i stopniowo rozwijać projekt. Nie wiem jak wy, ale ja lubię obserwować, jak taka gra rośnie i dojrzewa. Studio ma szansę dostosować rozgrywkę do realnych oczekiwań społeczności.

    A co z samą rozgrywką? Opisy sugerują, że będzie szybka i pełna napięcia. Zbieranie zasobów, odpieranie ataków tych 'nieustępliwych nieumarłych wrogów’ – to wszystko brzmi jak przepis na długie, stresujące, ale bardzo satysfakcjonujące sesje z kumplami. Pomyślcie o tym: jest noc, jesteście w opuszczonym centrum, słyszycie pomruki dochodzące z ciemności, a w magazynku zostało tylko kilka naboi. Brzmi jak dobra zabawa, nie sądzicie?

    Warto też zwrócić uwagę na kontekst tej premiery. Tydzień od 27 stycznia do 1 lutego 2026 jest naprawdę bogaty w nowości. Obok 'The Midnight Walkers’ pojawią się między innymi długo wyczekiwany 'CODE VEIN II’ czy remake 'FRONT MISSION 3′. To spore towarzystwo. Ale 'The Midnight Walkers’ wyróżnia się w tej paczce swoim czysto kooperacyjnym, survivalowym zacięciem. Dla fanów gatunku, którzy mają dość samotnego grzebania w postapokaliptycznych ruinach, to może być właśnie ten tytuł.

    Podsumowując, jeśli macie ochotę na współpracę pod presją, na zarządzanie zasobami, gdy za drzwiami czai się śmierć, i na ogólny klimat zombie-apokalipsy, to kalendarz na 28 stycznia warto zaznaczyć. 'The Midnight Walkers’ zapowiada się na intensywną przygodę, w której przetrwanie zależy od waszych umiejętności, decyzji i, co najważniejsze, od waszych towarzyszy. No i pamiętajcie – w Liberty Grand Center światła najpewniej nie działają. Lepiej zaopatrzcie się w latarki.

    Źródła

  • Dispatch zadebiutuje na Switchu i Switchu 2 – premiera już 28 stycznia

    Dispatch zadebiutuje na Switchu i Switchu 2 – premiera już 28 stycznia

    Jeśli jesteś fanem opowieści interaktywnych i czekałeś na coś nowego na swojego Switcha, mamy dla ciebie świetną wiadomość. Gra 'Dispatch’, czyli ten interaktywny dramat o superbohaterach, którego „premiera na PC i PlayStation 5 miała miejsce w październiku 2025 r.”, w końcu trafia do ekosystemu Nintendo. I to nie byle jak, bo od razu na dwie platformy – klasycznego Switcha i jego następcę, Switcha 2. „Data premiery to 28 stycznia 2026 wg niektórych źródeł (np. Radio Times, Nintendo Life) lub 29 stycznia 2026 wg oficjalnych sklepów Nintendo w regionach AU/UK.”, ale generalnie chodzi o koniec przyszłego miesiąca.

    O co w tej grze właściwie chodzi? 'Dispatch’ to projekt studia AdHoc, które specjalizuje się w tego typu narracyjnych doświadczeniach. To nie jest typowa bijatyka ani przygodówka akcji. Tutaj chodzi przede wszystkim o opowieść i podejmowanie decyzji. Fabuła kręci się wokół grupy superbohaterów, a my wpływamy na jej bieg poprzez swoje wybory. Co ciekawe, „w obsadzie głosowej znajdziemy znane nazwiska, jak Jeffrey Wright, Alanah Pearce i Laura Bailey (z Critical Role).”. To może być całkiem niezły głosowy maraton.

    Ale tutaj pojawia się najfajniejszy szczegół, przynajmniej z punktu widzenia gracza. Jeśli kupisz grę na klasycznego Nintendo Switch, dostaniesz też prawo do bezpłatnej aktualizacji na wersję na Switcha 2. Nie musisz kupować gry drugi raz. To bardzo fair podejście ze strony wydawcy. Ta wersja na nowszą konsolę, nazywana 'Nintendo Switch 2 Edition’, ma oferować poprawioną grafikę i wyższą wydajność. Szczerze mówiąc, to trochę tajemnicze, co dokładnie te ulepszenia oznaczają, ale można się spodziewać lepszej rozdzielczości, płynniejszej animacji, może krótszych czasów ładowania. Standardowe rzeczy przy przejściu na nowszy sprzęt.

    Article image

    Gra jest już dostępna do przedpremierowego zamówienia w Nintendo eShop. „Cena pre-orderu w Nintendo eShop to ok. 93 PLN (lub ekwiwalent, np. £22.49 po 10% zniżce w UK), z promocyjną zniżką 10%.”. To całkiem rozsądna kwota za pełnoprawną, fabularną grę. Pojemność? Około 13.5 GB, więc warto zrobić miejsce na karcie pamięci.

    Co mnie tutaj zastanawia, to strategia wydawnicza. 'Dispatch’ najpierw pojawił się na innych platformach, a teraz, kilka miesięcy później, dociera do Nintendo. To może sugerować, że twórcy chcieli dopracować porty, zwłaszcza ten na nowszą konsolę, która technicznie pewnie oferuje więcej możliwości. Premiera niemal równocześnie na obu modelach Switcha to też ciekawy ruch. Zapewnia dostępność dla ogromnej, istniejącej już bady użytkowników pierwszego Switcha, ale jednocześnie od razu rzuca kość ratunkową dla tych, którzy przesiadają się na nowszy model.

    Czy warto się tym zainteresować? Jeśli lubisz gry, w których fabuła i decyzje są w centrum uwagi, a klimat superbohaterów cię kręci, to zdecydowanie tak. To nie jest kolejna odsłona Marvel’s Avengers, tylko coś zupełnie innego, bardziej kameralnego i skupionego na opowieści. Premiera pod koniec stycznia oznacza też, że będzie to jedna z pierwszych większych gier, które zadebiutują na Switchu 2 w 2026 roku. Może to dobry moment, żeby przetestować nowy sprzęt?

    Podsumowując, 'Dispatch’ to ciekawa propozycja, która wypełnia niszę na konsolach Nintendo. Interaktywny dramat, znana obsada, sprawiedliwa polityka aktualizacji między generacjami konsol i data premiery, która jest już naprawdę za rogiem. Pozostaje tylko czekać do końca stycznia i zobaczyć, jak ta opowieść rozegra się na przenośnych konsolach.

    Źródła

  • Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    No i stało się. Dziewiątego stycznia, dokładnie tak jak zapowiadano, na platformy Steam i PlayStation 5 wjechało Pathologic 3. To wydarzenie, na które fani niepokojących, wymagających gier czekali od dawna. Jeśli szukacie czegoś, co nie będzie zwykłym spacerkiem po pięknych lokacjach, to trafiliście pod dobry adres. Ice-Pick Lodge znowu postanowiło nas solidnie zdenerwować, i to z pełnym przekonaniem.

    O co w tym wszystkim chodzi? Wcielacie się w lekarza, który trafia do odizolowanego, mrocznego miasta. A tam, proszę państwa, szaleje epidemia. Waszym zadaniem jest nie tylko przetrwać, ale i znaleźć lekarstwo, negocjować z mieszkańcami i odkrywać mroczne sekrety tego miejsca. To survival w czystej postaci – musicie pilnować głodu, zmęczenia i zdrowia, a każda decyzja ma swoje konsekwencje. Brzmi jak solidny plan na stresujący wieczór, prawda?

    Ale tu pojawia się największa nowość, o której wszyscy mówią. Pathologic 3 wprowadza mechanikę podróży w czasie. To nie jest po prostu ładny dodatek. Chodzi o to, że możecie eksplorować różne ścieżki fabularne, cofać się i sprawdzać, co by było, gdybyście podjęli inną decyzję. To zmienia kompletnie reguły gry. Nie chodzi już tylko o to, by przeżyć ten jeden dzień, ale o to, by zrozumieć splot wydarzeń i znaleźć najlepszą, a może najmniej tragiczną, drogę przez koszmar. Gra niemalże zachęca do ponoszenia porażek, żeby później je naprawiać. To dość odważne posunięcie.

    Jak przyjęli to gracze? Na Steamie widać wyraźne uznanie. Według różnych źródeł, pozytywne oceny oscylują wokół 79 do 82 procent. To całkiem solidny wynik, biorąc pod uwagę, że Pathologic nigdy nie było grą dla mas. Recenzenci i gracze chwalą głębię fabularną, klimat i właśnie te nowe mechaniki czasowe. Narzekają za to na pewną nieprzystępność i wysoką trudność, ale cóż – tego można się było spodziewać po studiu, które słynie z nieszablonowych projektów.

    A co z konsolami? Tu sprawa jest ciekawa. Premiera na PS5 odbyła się równolegle z wersją PC. Jednak właściciele konsoli Microsoftu muszą uzbroić się w cierpliwość. Wersja na Xbox Series X i S pojawi się dopiero 23 stycznia, czyli za niecałe dwa tygodnie. To pewne utrudnienie dla graczy, którzy wolą pudełko pod telewizorem, ale przynajmniej mają konkretną datę.

    Czy warto po nie sięgać? To zależy, czego szukacie. Jeśli lubicie gry, które stawiają przed wami trudne moralnie wybory, które wymagają myślenia i planowania każdego kroku, i które potrafią zbudować niepokojącą, gęstą atmosferę – to Pathologic 3 będzie strzałem w dziesiątkę. To nie jest rozrywka na relaks po pracy. To bardziej doświadczenie, które was wciągnie i pewnie niejednokrotnie zirytuje. Ale takie właśnie miało być.

    Studio Ice-Pick Lodge ma już na koncie takie tytuły jak oryginalne Pathologic czy The Void, więc wiedzą, jak tworzyć unikalne światy. Pathologic 3 wydaje się naturalną ewolucją ich pomysłów, z dodatkiem nowoczesnej mechaniki, która naprawdę wnosi coś świeżego do gatunku.

    Na koniec warto dodać, że styczeń 2026 w ogóle obfituje w ciekawe, niszowe premiery. Pathologic 3 jest chyba najgłośniejszą z nich, ale na liście są też tytuły jak Quarantine Zone: The Last Check czy Cairn. To dobry miesiąc dla graczy szukających czegoś innego niż kolejny odcinek wielkich, corocznych serii.

    Podsumowując, Pathologic 3 jest już dostępne. Przygotujcie się na walkę z czasem, chorobą i własnymi decyzjami. A jeśli gracie na Xboxie, to musicie jeszcze trochę poczekać – ale podobno dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają. A w tym przypadku, sądząc po reakcjach na Steamie, naprawdę mogą być dobre.

    Źródła

  • Styczeń 2026 kończy się mocnym uderzeniem: anime RPG i ekstrakcyjny horror

    Styczeń 2026 kończy się mocnym uderzeniem: anime RPG i ekstrakcyjny horror

    Styczeń w grach to często taki miesiąc testowania. Po świętach i sylwestrze mamy trochę czasu, żeby sprawdzić coś nowego, może mniej oczywistego. Czasem trafimy na perełkę, a czasem na przelotną przygodę. No i właśnie pod koniec tego miesiąca, w 2026 roku, czekają na nas dwie premiery, które są od siebie tak różne, że aż trudno uwierzyć, iż dzieli je tylko jeden dzień.

    Mówię tu oczywiście o 'The Seven Deadly Sins: Origin’ i 'The Midnight Walkers’. Pierwsza z nich, 'Origin’, wchodzi do sklepów 28 stycznia. To gra od Netmarble F&C, która próbuje przenieść świat popularnego anime 'Siedem Grzechów Głównych’ w formę otwartego świata. I tu jest ciekawa rzecz, bo to nie będzie tylko kolejna prosta bijatyka. Deweloperzy zapowiadają elementy MMO i PvP. Wyobraźcie sobie eksplorację Britannii, walkę z potworami, a może i z innymi graczami? Brzmi ambitnie. Co ważne, gra ma być darmowa i trafić praktycznie wszędzie: na Androida, iOS-a, PC i PlayStation 5. Na PS5 dostępna jest pre-rejestracja, ale nie przedsprzedaż w związku z opóźnieniem premiery do marca 2026.

    Następnego dnia, 29 stycznia, atmosfera zmienia się diametralnie. Wtedy swoją premierę ma 'The Midnight Walkers’. I tutaj trzeba wyjaśnić jedną rzecz – extraction FPS to taki gatunek, gdzie wchodzisz na arenę, zbierasz cenne łupy, a potem musisz się z niej wydostać żywym, często rywalizując z innymi graczami i sztuczną inteligencją. To ten sam rodzaj napięcia co w grach jak 'Escape from Tarkov’ czy 'Hunt: Showdown’. 'The Midnight Walkers’ zapowiada się właśnie jako taka PvPvE, czyli Player versus Player versus Environment, mieszanka. Klimat ma być mroczny, pewnie pełen niepewności i nagłych starć. To zupełnie inny rodzaj adrenaliny niż w kolorowym świecie anime RPG.

    Co jest naprawdę ciekawe w tym zestawieniu? To pokazuje różnorodność oferty na samym początku roku. Z jednej strony mamy dużą, licencjonowaną produkcję anime, która chce przyciągnąć fanów serii i oferuje im rozległy świat do zwiedzania. Z drugiej – konkurencyjną, pewnie bardziej niszową strzelankę, która stawia na napięcie i ryzyko. To taki mały festiwal dla dwóch różnych typów graczy.

    Article image

    Przeglądając kalendarz premier na koniec stycznia 2026, widać, że to nie są jedyne tytuły. Tego samego dnia co 'The Midnight Walkers’ wchodzi też 'Cairn’, survivalowy wspinacz od Game Bakers, oraz 'City Tales: Medieval Era’, czyli city-builder. Ale te dwie gry, o których mówimy, wydają się szczególnie wyróżniać skalą i konkretnymi fanami, którzy na nie czekają.

    Pytanie, które może się nasuwać, brzmi: czy warto od razu rzucać się na te premiery? Autorzy kalendarzy premier, jak ten z WymieńGry.pl, często radzą zdrowy dystans. Zwłaszcza że 'The Seven Deadly Sins: Origin’, mimo że darmowe, może mieć system mikropłatności, a 'The Midnight Walkers’ jako extraction FPS bywa gatunkiem wymagającym i nie dla każdego. Dobrze jest poczekać na pierwsze recenzje i gameplaye po premierze, żeby zobaczyć, jak te gry faktycznie działają w praktyce. Marketingowe trailery potrafią obiecywać wiele, a rzeczywistość bywa inna.

    No ale nie oszukujmy się, sam początek roku to idealny moment na takie eksperymenty. Mamy świeżą energię, może trochę czasu po świętach. Sprawdzenie czegoś nowego, czy to będzie rozległy świat RPG, czy nerwowa rozgrywka extraction shooter, może być świetnym sposobem na rozruszanie nowego, gamingowego roku.

    Podsumowując, koniec stycznia 2026 zapowiada się naprawdę interesująco. Dla fanów 'Siedmiu Grzechów Głównych’ i ogólnie anime RPG, 28 stycznia to data do zapisania w kalendarzu. Dla miłośników mrocznego napięcia, rywalizacji i ekstrakcji cennych przedmiotów pod ostrzałem, kluczowy będzie dzień następny. I tak oto, w ciągu zaledwie 48 godzin, dostaniemy dwa bardzo różne światy do sprawdzenia. A to chyba najlepsze, co może nas spotkać na starcie nowego roku – wybór.

    Źródła

  • Highguard od Wildlight Entertainment wchodzi dziś do gry. Darmowy raid shooter od twórców Apex Legends

    Highguard od Wildlight Entertainment wchodzi dziś do gry. Darmowy raid shooter od twórców Apex Legends

    Dziś jest ten dzień. Po miesiącach oczekiwań i teaserów, Highguard – nowy, darmowy raid shooter od studia Wildlight Entertainment – oficjalnie wchodzi na rynek. Jeśli nazwa studia brzmi znajomo, to masz rację. „Wildlight Entertainment to studio założone w 2021 przez weteranów Respawn Entertainment, którzy pracowali nad Titanfall i Apex Legends.”, ludzi którzy stali za takimi hitami jak Titanfall i Apex Legends. I teraz, 26 stycznia 2026 roku, rzucają na stół własną, zupełnie nową propozycję.

    Co to właściwie jest ten 'raid shooter’? To dobre pytanie. W dużym skrócie, chodzi o połączenie intensywnej strzelaniny PvP z elementami taktycznego najazdu na obiekty przeciwnika. To nie jest po prostu kolejna battle royale. Chodzi o strategiczne zdobywanie celów, współpracę w drużynie i pewnie sporo dynamicznej akcji. A co najważniejsze, gra od dziś jest dostępna dla każdego zupełnie za darmo na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S.

    I tutaj pojawia się kluczowa informacja, którą warto zapamiętać. „Serwery uruchomią się dziś, 26 stycznia, punktualnie o godzinie 10:00 czasu pacyficznego (19:00 czasu polskiego CET).” Ważne jest też to, że gra obsługuje pełny cross-play od pierwszego dnia. Możesz grać na konsoli z kolegą na PC i nikomu to nie będzie przeszkadzać. To naprawdę duży plus, bo od razu powiększa pulę potencjalnych graczy, z którymi możesz się zmierzyć lub do których możesz dołączyć.

    Article image

    „Nie ma opcji wcześniejszego pobrania gry (pre-loadu). Wszyscy fani będą mogli zacząć ściągać klienta dopiero w momencie uruchomienia serwerów.” To może oznaczać, że dziś wieczorem niektórzy z nas spędzą trochę czasu patrząc na pasek postępu pobierania. Ale cóż, taka już uroczystość premiery online.

    Twórcy nie poprzestali na samym uruchomieniu serwerów. „Z okazji premiery zaplanowali specjalny livestream, który rozpocznie się równo z uruchomieniem gry, czyli o 10 AM PT na oficjalnym kanale Highguard na YouTube.” Można się było spodziewać dogłębnej prezentacji rozgrywki, omówienia map, broni i trybów, a także zapewne odpowiedzi na pytania od społeczności. To dobry sposób, żeby od razu poczuć klimat gry i zobaczyć, jak wygląda ona w akcji, zanim sami zaczniemy grać.

    Powstaje więc pytanie: na co właściwie możemy liczyć? Studio Wildlight Entertainment zostało założone właśnie przez weteranów z Respawn, którzy mieli duży udział w stworzeniu mechanik ruchu i strzelania w Titanfall oraz Apex Legends. To nie jest ich pierwszy rodeo, jakby to powiedzieli. Więc podstawy, czyli to, jak postać się porusza, jak celuje i jak strzela, powinny być naprawdę solidne. To jest coś, co ci twórcy po prostu potrafią robić dobrze.

    Article image

    Dlatego też wielu obserwatorów branży patrzyło na premierę Highguard z dużym zainteresowaniem i pewnymi oczekiwaniami. Rynek free-to-playowych strzelanin jest bardzo zatłoczony, ale jednocześnie bardzo wymagający. Gracze szukają czegoś świeżego, ale jednocześnie dopracowanego. Dzisiejszy dzień pokaże, czy ekipie Wildlight udało się połączyć sprawdzone doświadczenie z nowym, ciekawym pomysłem na gatunek.

    Jeśli więc szukasz czegoś nowego do zagrania w tym tygodniu, a przy okazji nie chcesz wydawać pieniędzy, to Highguard wydaje się idealnym kandydatem. Pobranie jest darmowe, cross-play działa od razu, a za projektem stoją ludzie, którzy już raz czy dwa odnieśli sukces w tej dziedzinie. Pozostaje tylko przekonać się, czy ich nowe dzieło złapie tę samą magię co poprzednie.

    Warto dodać, że styczeń 2026 okazuje się być całkiem ciekawym miesiącem dla graczy. Highguard nie jest jedyną dużą premierą, ale z pewnością jest jedną z bardziej wyczekiwanych, szczególnie wśród fanów dynamicznych, zespołowych strzelanin. Jego sukces lub porażka będzie też ciekawym sygnałem dla całego rynku – czy studia założone przez byłych pracowników wielkich wytwórni są w stanie konkurować z oryginalnymi markami?

    Na razie możemy tylko życzyć powodzenia ekipie z Wildlight Entertainment. A wszystkim graczom – udanego łamania nowego systemu, odkrywania map i, przede wszystkim, dobrej zabawy. Pamiętajcie tylko, że pierwsze godziny po premierze nowej gry online bywają… chaotyczne. Więc trochę cierpliwości może się przydać. A potem – do zobaczenia na polu walki.

    Źródła

  • RIP: Reincarnation Insurance Program już w tym tygodniu. Co to za dziwaczna produkcja?

    RIP: Reincarnation Insurance Program już w tym tygodniu. Co to za dziwaczna produkcja?

    Czasami tytuł gry mówi wszystko. RIP: Reincarnation Insurance Program to właśnie jeden z takich przypadków. Brzmi jak pomysł z jakiegoś absurdalnego skeczu, ale to zupełnie realna gra, która już w najbliższy poniedziałek, 26 stycznia, trafi do wczesnego dostępu na Steamie. Mówiąc precyzyjniej, będzie to godzina 2:00 UTC, co dla nas oznacza wczesny poranek. Niektóre źródła podają datę 25 stycznia, ale ta rozbieżność to pewnie kwestia stref czasowych. W każdym razie, już za kilka dni będziemy mogli sprawdzić, na czym polega ta niecodzienna 'polisa ubezpieczeniowa na reinkarnację’.

    Co właściwie kryje się pod tym intrygującym tytułem? Studio WarmCore (we współpracy z wydawcą 2P Games) proponuje nam roguelikową akcję, w której głównym przeciwnikiem są hordy zombie. To już brzmi znajomo, prawda? Ale tu zaczyna się ciekawa część. Gra nie każe nam po prostu strzelać do nieumarłych. Zamiast tego daje nam do dyspozycji cały arsenał futurystycznej broni, którą można modyfikować i ulepszać. Do tego dochodzi taktyczny ekwipunek i – co jest chyba najfajniejszym elementem – boskie błogosławieństwa od historycznych bohaterów. Wyobraźcie sobie, że w środku walki z zombie otrzymujecie moc od jakiejś legendarnej postaci. Trochę szalone, ale to właśnie może być klucz do sukcesu.

    A skąd w tytule ta 'reinkarnacja’? To proste. RIP opiera się na pętli śmierci i odrodzenia, która jest sercem progresji postaci. Każda 'nieudana’ próba to nie koniec świata, a raczej szansa na eksperymentowanie z nowymi buildami i kombinacjami umiejętności. To typowy mechanizm dla gatunku roguelike, ale tutaj wydaje się być ściśle powiązany z fabularną koncepcją gry. Gracz ma się czuć jak ktoś, kto dosłownie wykupił polisę na kolejne życie.

    Warto pamiętać, że to będzie wersja wczesnego dostępu. Co to oznacza dla potencjalnych graczy? Przede wszystkim to, że twórcy liczą na naszą opinię i feedback podczas dalszego rozwoju projektu. Gra nie jest w pełni ukończona, ale ma już wystarczająco treści, żeby zapewnić rozgrywkę. I tu ważna informacja – demo, które pewnie część z was mogła już testować, zostanie usunięte ze Steam w momencie startu wczesnego dostępu. Jeśli więc ktoś się wahał, to ostatni dzwonek, żeby je wypróbować za darmo.

    Patrząc na kalendarz premier na styczeń 2026, RIP: Reincarnation Insurance Program jest jedną z ciekawszych propozycji na PC w kategorii gier akcji. Tego samego dnia premierę ma też Highguard na PC, PS5 i Xbox Series, ale RIP wyróżnia się swoim specyficznym klimatem i humorem. To połączenie postapokaliptycznego survivalu z elementami nadprzyrodzonymi i systemem progresji rodem z roguelików brzmi naprawdę obiecująco.

    Co mnie osobiście intryguje? Ta mieszanka futurystycznej technologii z mocami od historycznych postaci. To trochę tak, jakby połączyć 'Left 4 Dead’ z 'Hadesem’ i dodać do tego szczyptę surrealizmu. Nie wiem, jak wam, ale ja jestem ciekaw, jak to wszystko będzie działać w praktyce. Czy walka z zombie za pomocą zaawansowanych gadżetów i błogosławieństw od, powiedzmy, Leonidasa lub Joanny d’Arc, okaże się satysfakcjonująca? Już niedługo się przekonamy.

    Jeśli ktoś lubi gry, w których można eksperymentować z różnymi stylami gry i nie boi się ponownego zaczynania od zera po każdej śmierci, to RIP wydaje się być stworzony właśnie dla niego. Wczesny dostęp to też świetna okazja, żeby obserwować, jak gra ewoluuje pod wpływem sugestii społeczności. WarmCore Studio ma szansę stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, jeśli tylko słuchają swoich graczy.

    Podsumowując, 26 stycznia na naszej liście 'do wypróbowania’ może pojawić się bardzo oryginalna pozycja. RIP: Reincarnation Insurance Program obiecuje intensywną akcję, głębokie mechaniki budowania postaci i tematykę, która zdecydowanie wyróżnia ją z tłumu. Pozostaje tylko czekać na poniedziałkowy poranek i sprawdzić, czy ta polisa jest warta wykupienia.

    Źródła