Autor: PixelQueen

  • Xbox Game Pass zaczyna luty z hukiem: High on Life 2, Kingdom Come i Avatar już dostępne

    Xbox Game Pass zaczyna luty z hukiem: High on Life 2, Kingdom Come i Avatar już dostępne

    Gracze z aktywną subskrypcją Xbox Game Pass mogą zacierać ręce. Microsoft właśnie odblokował dostęp do kilku naprawdę mocnych tytułów, które trafiły do biblioteki usługi. To nie są przypadkowe pozycje, tylko pełnoprawne hity i długo wyczekiwane premiery.

    Co nowego od dzisiaj?

    Zgodnie z harmonogramem, od 13 lutego w Game Pass dostępne są dwie duże gry. Pierwszą jest High on Life 2, bezpośrednia kontynuacja szalonego strzelanka FPS w stylu znanym z Ricka and Morty'ego, od studia Squanch Games. Gra trafia jednocześnie na chmurę (Cloud), konsole Xbox Series X|S i komputery PC.

    Drugim tytułem jest klasyczne już RPG Kingdom Come: Deliverance. To świetna okazja, by wrócić do średniowiecznych Czech. Ta produkcja jest dostępna na wszystkich obsługiwanych przez subskrypcję platformach: w chmurze, na konsoli i PC.

    Nadchodzące atrakcje

    To jeszcze nie koniec lutowych nowości. Już 17 lutego, czyli we wtorek, do katalogu Game Pass Ultimate oraz PC Game Pass dołączy prawdziwy kolos – Avatar: Frontiers of Pandora.

    To ogromna gra akcji osadzona w uniwersum filmów Jamesa Camerona, która zachwycała grafiką. Będzie można ją uruchomić na naprawdę wielu urządzeniach: przez chmurę, na Xbox Series X|S, na przenośnych urządzeniach z Windows (Handheld) oraz oczywiście na komputerach.

    Ciekawe jest to, że Microsoft podkreśla dostępność w chmurze dla tych głównych tytułów. Wygląda na to, że gaming streamingowy staje się coraz poważniejszą częścią strategii firmy.

    Dodatkowe smaczki

    Oprócz tych wielkich zapowiedzi, w usłudze pojawiły się też inne, mniejsze gry w ostatnich dniach. Warto wspomnieć o BlazBlue Entropy Effect X czy Roadside Research.

    To pokazuje różnorodność katalogu – są tu zarówno AAA blockbustery, jak i mniejsze, niszowe produkcje indie. Dla subskrybentów oznacza to ciągły napływ nowych wrażeń bez dodatkowych kosztów poza miesięczną opłatą.

    Co więcej, taka porcja gier na początku miesiąca to dobry znak. Często największe premiery trafiają do Game Pass pod koniec miesiąca. Tutaj mamy je rozłożone w pierwszej połowie.

    Dlaczego to ważne?

    Dla graczy to po prostu więcej zabawy za te same pieniądze. Dla Microsoftu to sposób na utrzymanie zaangażowania obecnych subskrybentów i przyciągnięcie nowych.

    Warto dodać, że dodanie takich tytułów jak Avatar czy High on Life 2 krótko po ich premierach rynkowych pokazuje siłę finansową firmy. To nie są stare gry z przeceny, tylko świeży towar.

    Z drugiej strony, klasyk w postaci Kingdom Come: Deliverance idealnie uzupełnia ofertę dla fanów głębokich RPG-ów. To naprawdę przemyślany mix.

    Czy warto więc trzymać subskrypcję? Patrząc na ten początek lutego – wygląda na to, że tak. A to dopiero pierwsza połowa miesiąca. Można się spodziewać kolejnych ogłoszeń w ciągu najbliższych tygodni.

    Źródła

  • Czekaliśmy prawie dekadę. Bloober Team ogłasza kolejną część kultowego horroru

    Czekaliśmy prawie dekadę. Bloober Team ogłasza kolejną część kultowego horroru

    Wczoraj, 14 lutego 2026 roku, zakończyło się trwające od Sylwestra odliczanie. Polskie studio Bloober Team rozwiało wszelkie domysły i oficjalnie potwierdziło, że pracuje nad 'Layers of Fear 3'. Zapowiedź nie była przypadkowa – dokładnie dziesięć lat po premierze pierwszej części kultowej serii horrorów eksploracyjnych.

    Tajemnicze odliczanie, które rozpoczęło się w Nowy Rok, podsycało spekulacje fanów. Wielu sądziło, że chodzi o nowy projekt związany z 'Silent Hill' lub ewentualne DLC do zeszłorocznego 'Cronos: The New Dawn'. Okazało się jednak, że Bloober Team wraca do korzeni, do serii, która przyniosła mu międzynarodowy rozgłos.

    Co wiemy o nowej części?

    Na razie szczegółów jest jak na lekarstwo. Studio nie podało nawet przybliżonej daty premiery. Wiadomo jednak, że gra ma kontynuować charakterystyczny dla serii styl. Chodzi o psychologiczny horror oparty na eksploracji i rozwiązywaniu zagadek, gdzie otoczenie gracza żyje własnym życiem i nieustannie się zmienia.

    Zwiastun i wstępne informacje sugerują powrót do dobrze znanych elementów. Mowa o nieeuklidesowej geometrii przestrzeni, przerażających obrazach i o tym uczuciu, że ściany domu oddychają za naszymi plecami. To właśnie ta atmosfera paraliżującego niepokoju, a nie tania straszliwość, jest znakiem rozpoznawczym serii.

    Zapowiedź ta była przedmiotem licznych spekulacji, które wskazywały na możliwy remake Silent Hill lub DLC do Cronos: The New Dawn, jednak Bloober Team oficjalnie zaprezentował nową grę.

    Ciekawe jest to, że deweloperzy zdecydowali się na kontynuację właśnie teraz. Po premierach 'The Medium', 'Blair Witch' i wspomnianego 'Cronos', wielu obserwatorów branży zastanawiało się, czy studio w ogóle wróci do swojej flagowej marki. Okazuje się, że tak, i to w symbolicznym momencie.

    Dziesięć lat strachu

    Grupa fotoreporterów z aparatami robiących zdjęcia na tle ekranu z napisem

    Pierwszy 'Layers of Fear' zadebiutował w lutym 2016 roku i szybko zdobył status kultowego horroru niezależnego. Gra opowiadała historię szalonego malarza przemierzającego swój zmieniający się dom. Jej sukces zaowocował sequel 'Layers of Fear 2', który wyszedł trzy lata później, w 2019 roku.

    Od tamtej pory minęło już siedem lat. Dla branży gier to niemal cała epoka. W tym czasie Bloober Team zdążyło wypuścić kilka innych projektów i zyskać reputację specjalistów od horroru psychologicznego. Powrót do 'Layers of Fear' po tak długim czasie to spore wyzwanie, ale też ogromna szansa.

    Fani mogą się zastanawiać, jaką formę przyjmie nowa odsłona. Czy będzie to bezpośrednia kontynuacja poprzednich historii? A może zupełnie nowy rozdział, osadzony w tym samym niepokojącym uniwersum? Na razie odpowiedzi na te pytania muszą poczekać.

    Co więcej, nie wiemy też, na jakie platformy trafi gra. Poprzednie części były dostępne na PC i konsolach, więc można się spodziewać podobnego podejścia. Jednak w erze subskrypcji i usług streamingowych, kto wie, czy Bloober Team nie ma jakiejś dodatkowej niespodzianki.

    Czego możemy się spodziewać?

    Biorąc pod uwagę rozwój technologii i doświadczenie studia, 'Layers of Fear 3' ma szansę być najbardziej dopracowaną częścią serii. Bloober Team ma za sobą pracę nad technicznie zaawansowanymi projektami, jak 'The Medium' z jego jednoczesnym renderowaniem dwóch światów.

    Kluczowe dla atmosfery serii zawsze były:

    • Dynamicznie zmieniające się otoczenie
    • Psychologiczny terror oparty na napięciu, a nie jumpscare'ach
    • Głęboka, mroczna narracja odkrywana przez eksplorację
    • Unikalna, artystyczna oprawa wizualna

    Warto dodać, że ogłoszenie trzeciej części przychodzi w bardzo ciekawym momencie dla gatunku horroru. W ostatnich latach obserwujemy jego renesans, zarówno wśród dużych produkcji AAA, jak i niezależnych tytułów. Powrót 'Layers of Fear' z pewnością wzbogaci tę ofertę.

    Czy jesteś podekscytowany zapowiedzią 'Layers of Fear 3'? Na razie musimy uzbroić się w cierpliwość. Studio zapewne będzie stopniowo ujawniać kolejne szczegóły, tak jak to robiło ze swoimi poprzednimi projektami. Jedno jest pewne – po tak długiej przerwie, powrót do tego uniwersum to jedna z ciekawszych zapowiedzi nadchodzących miesięcy.

    Źródła

  • Zabił mnie nonogram – CiniCross, dungeon crawler łączący Picross z roguelikiem, już dostępny

    Zabił mnie nonogram – CiniCross, dungeon crawler łączący Picross z roguelikiem, już dostępny

    Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak by to było, gdyby twoja ulubiona logiczna łamigłówka nagle stała się walką na śmierć i życie? Twórcy CiniCross postanowili to sprawdzić. Ta planowana na 11 lutego 2026 roku gra od studia Hydrobates dosłownie łączy spokojny świat Picrossa (nonogramów) z brutalnymi zasadami roguelikowego dungeon crawlery.

    O co właściwie chodzi?

    Mechanika jest genialna w swojej prostocie. Wchodzisz do lochów, napotykasz potwory, a każda walka rozgrywa się na siatce nonogramu. Twoim zadaniem jest wypełnienie diagramu zgodnie z podanymi wskazówkami liczbowymi. To jednak nie jest relaksująca rozrywka przy kawie.

    To pierwszy raz w życiu, kiedy mogę powiedzieć, że zostałem zabity przez nonogram – pisał recenzent PC Gamera.

    Walki są turniejowe i odbywają się na czas. Każdy ruch przeciwnika dodaje nowe kafelki do twojej planszy, utrudniając rozwiązanie. Jeśli się pomylisz lub zabraknie ci czasu – giniesz. A w rogueliku śmierć oznacza permadeath i powrót na sam początek kampanii.

    Proceduralne wyzwania i przedmioty

    Dungeon ma strukturę drzewa, a każda rozgrywka generuje zupełnie nowe zestawy puzzli o rosnącym poziomie trudności. Na szczęście nie jesteś bezbronny. W trakcie wyprawy znajdujesz artefakty i przedmioty, które mogą odwrócić szale.

    • Jeden przedmiot może automatycznie wypełniać całe kolumny.
    • Inny spowalnia upływ czasu.
    • Są też takie, które odkrywają część rozwiązania.

    To dodaje warstwę strategicznego planowania budowy postaci znaną z klasycznych roguelików.

    Dla kogo jest ta gra?

    CiniCross to propozycja dla dwóch bardzo specyficznych grup. Po pierwsze – dla maniaków łamigłówek logicznych, którzy szukają mocniejszego zastrzyku adrenaliny. Po drugie – dla fanów roguelików znudzonych kolejnymi klonami Enter the Gungeon czy Hadesa, którzy chcą czegoś absolutnie świeżego.

    Gra ma ukazać się na Steamie na komputerach z systemami Windows i Linux. Przed premierą dostępna była darmowa demo, która pozwalała przetestować ten unikalny pomysł na własnej skórze (i własnych neuronach).

    Ciekawostką jest klimat mrocznego fantasy, który towarzyszy całej tej matematycznej rozgrywce. Nie są to więc wesołe obrazki do odkrycia, a raczej ponure symbole w lochach pełnych niebezpieczeństw.

    To połączenie może brzmieć absurdalnie – i trochę tak jest – ale jednocześnie działa zdumiewająco dobrze. Pokazuje jak daleko można popchnąć granice gatunków i stworzyć coś naprawdę oryginalnego. Nawet jeśli ta oryginalność czasem boli.

    Źródła

  • Highguard się nie zawalił – PC Gamer kontra ponure nagłówki

    Highguard się nie zawalił – PC Gamer kontra ponure nagłówki

    Wydawałoby się, że historia jest dość prosta i smutna. 12 lutego, niecałe trzy tygodnie po premierze free-to-play'owego shootera Highguard, studio Wildlight Entertainment zwolniło większość swojego zespołu. To klasyczny sygnał alarmowy w branży gier. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana niż sugerują nagłówki, a redakcja PC Gamera postanowiła to dokładnie wyjaśnić.

    Gra wyszła 26 stycznia na PC, PlayStation i Xbox. Start był całkiem obiecujący. Na Steamie pobiła prawie 100 tysięcy graczy jednocześnie – dokładnie 97 249. Według danych firmy Newzoo znalazła się też w pierwszej dziesiątce tytułów pod względem tygodniowej aktywności użytkowników w USA.

    Warto dodać, że była dostępna od razu na trzech platformach i zupełnie za darmo. To ważny kontekst, bo wysoki szczyt liczby graczy przy takiej formule jest często łatwiejszy do osiągnięcia niż dla płatnej gry.

    Co poszło nie tak?

    Problem w tym, że po tym początkowym szumie liczba graczy bardzo szybko spadła. Na komputerach osobistych aktywność jednoczesna spadła poniżej 3000 osób. Opinie na Steamie startowały od bardzo niskiego poziomu – zaledwie 18% pozytywnych recenzji po premierze.

    To właśnie ten spadek liczby graczy i początkowo fatalne oceny użytkowników stworzyły narrację o porażce. Kiedy do tego doszły masowe zwolnienia, wiele osób założyło, że to kolejna krótkotrwała produkcja typu live-service, która nie utrzymała uwagi graczy.

    Ciekawe jest jednak to, co wydarzyło się później. Oceny na Steamie stopniowo rosły – z tych żenujących 18% do około 42% pozytywnych opinii. To nadal nie jest wynik powalający, ale pokazuje wyraźną tendencję poprawy.

    Dlaczego więc PC Gamer mówi, że to nie klapa?

    Kluczem jest zrozumienie planów studia i natury samej gry. Highguard od początku miał być tytułem usługowym rozwijanym przez wiele lat. Premierowa wersja była fundamentem, a nie ostatecznym produktem.

    Naszym celem było stworzenie podstaw dla gry, która będzie rosła i ewoluowała przez lata – czytamy w komunikacie studia.

    Zwolnienia, choć bolesne dla pracowników, są częścią typowego cyklu życia takiego projektu. Po intensywnym okresie produkcji i premierze studio zmniejsza zespół do grupy podtrzymującej rozwój. Wildlight potwierdziło zatrzymanie podstawowego zespołu, który będzie wspierał grę poprzez aktualizacje i nowe treści.

    Porównajmy to do innych gier usługowych. Wiele z nich startowało słabo, by z czasem odbudować społeczność dzięki ciągłej pracy deweloperów – Destiny czy Rainbow Six Siege to dobre przykłady.

    Jakie są realne szanse Highguard?

    Nie da się ukryć, że sytuacja jest trudna. Utrzymanie graczy w konkurencyjnym gatunku free-to-play shooterów to ogromne wyzwanie. Walka z gigantami typu Call of Duty: Warzone czy Fortnite wymaga nie tylko dobrych pomysłów, ale też ogromnych nakładów na marketing i rozwój.

    Z drugiej strony grę pobrało i wypróbowało kilkaset tysięcy osób (szczyt liczby graczy sugeruje właśnie taki zakres). Studio ma teraz jasne dane na temat tego, co działa, a co nie – te 42% pozytywnych recenzji to cenna informacja zwrotna.

    Prawdopodobnie najbliższe miesiące będą decydujące. Czy podstawowy zespół wypuści aktualizacje na tyle atrakcyjne, by przyciągnąć graczy z powrotem? Czy może jednak presja rynku okaże się za duża?

    Swoją drogą warto wspomnieć o całej sytuacji branżowej… Masowe zwolnienia stały się niestety standardem od ponad roku. Każda taka informacja natychmiast uruchamia czarny scenariusz o upadku projektu. Czasem słusznie, ale czasem – jak wskazuje PC Gamer – może to być po prostu bolesne przejście do następnej fazy rozwoju gry.

    Ostatecznie sukces Highguard nie będzie mierzony liczbami sprzed kilku tygodni po premierze. Prawdziwy test dopiero przed nami.

    Źródła

  • Marathon otwiera drzwi dla wszystkich. Weekendowy Server Slam zapowiada marcową premierę

    Marathon otwiera drzwi dla wszystkich. Weekendowy Server Slam zapowiada marcową premierę

    Bungie nie zwalnia tempa przed wielkim powrotem. Studio, które stworzyło Destiny, właśnie ogłosiło otwarty dla wszystkich test serwerów 'Server Slam' dla swojego nadchodzącego ekstraktora FPS, Marathon. To nie jest zamknięta beta tylko dla wybranych. Od 26 lutego o 10:00 czasu pacyficznego (19:00 w Polsce) do 2 marca o tej samej porze, drzwi do kolonii Tau Ceti IV będą otwarte dla każdego gracza na PC (przez Steam), PlayStation 5 i Xbox Series X|S. Pełna rozgrywka po premierze będzie wymagała aktywnej subskrypcji online na konsolach.

    A co dostaniemy do wypróbowania? Dwa mapy: podmokły i niebezpieczny Dire Marsh oraz przemysłowy Perimeter. Do dyspozycji będzie sześć różnych powłok Runnerów (czyli naszych awatarów w grze), a także wczesne kontrakty frakcji. Kluczową informacją jest pełne wsparcie cross-play i cross-save. Możesz zacząć grać na konsoli, a potem kontynuować na PC, zachowując wszystkie swoje postępy.

    Dlaczego to ważne?

    To nie jest tylko kolejny weekend z betą. Nazwa 'Server Slam' ma konkretne znaczenie. Bungie chce dosłownie 'zatrzasnąć' swoje serwery ruchem graczy, aby sprawdzić, jak infrastruktura poradzi sobie z prawdziwym, masowym obciążeniem na kilka tygodni przed premierą. To ostatni, kluczowy test przed oficjalnym startem.

    A ten start jest już w kalendarzu. Marathon oficjalnie wyruszy 5 marca 2026 roku. I tutaj jest naprawdę świetna wiadomość dla wszystkich, którzy wezmą udział w Server Slam.

    Nagrody z testów prosto na start

    Postęp zdobyty podczas tego otwartego weekendu nie pójdzie na marne. Bungie potwierdza, że osiągnięcia z tego okresu zostaną przekute w nagrody, które odblokujesz od razu po premierze pełnej gry. Mowa o skrzyniach z implantami, rdzeniami powłok, modyfikatorami broni, a nawet konkretnymi rodzajami uzbrojenia, które zostaną odblokowane po ukończeniu pierwszych celów.

    To sprytny ruch. Nie tylko testują serwery, ale też budują społeczność i dają graczom namacalny powód, aby wrócić 5 marca. Masz poczucie, że czas spędzony w betie nie był stracony, bo już na starcie dostajesz boost.

    Ciekawe jest to, że wydarzenie zostało wspomniane w kontekście Steam Next Fest, co sugeruje, że Valve również będzie promować ten test na swojej platformie. To ogromna szansa na dotarcie do szerokiej publiczności.

    Studio opisuje to jako ostateczny test obciążenia, mający na celu sprawdzenie infrastruktury i przygotowanie się do dnia premiery, aby był on płynny dla każdego.

    Dla graczy to wyjątkowa okazja, aby bez żadnych zaproszeń czy pre-orderów sprawdzić, czy klimat sci-fi, taktyczna ekstrakcja i brutalne starcia w świecie Marathon trafiają w ich gust. A dla Bungie – ostatni dzwonek, aby dopracować systemy przed oddaniem gry w ręce społeczności na dobre.

    Kalendarz jest więc prosty. 26 lutego – logujesz się i grasz. 2 marca – test się kończy. 5 marca – wracasz do pełnej gry, odbierasz swoje nagrody za udział w Slam i zaczynasz prawdziwą przygodę na Tau Ceti IV. Brzmi jak solidny plan.

    Źródła

  • Omelet You Cook: Roguelike o gotowaniu jajecznicy podbija Steam

    Omelet You Cook: Roguelike o gotowaniu jajecznicy podbija Steam

    Czasem najprostsze pomysły są najlepsze. Omelet You Cook, gra, która 7 czerwca 2025 roku weszła do wczesnego dostępu, właśnie otrzymała swoją pełną, oficjalną wersję 1.0. I robi to, zachowując imponującą reputację – przez długi czas miała 100% pozytywnych ocen na Steam, a teraz utrzymuje ten doskonały wynik.

    Na czym to polega?

    Wyobraźcie sobie kuchnię. Z jednej strony sunie taśmociąg, z którego zrzucane są składniki: krewetki, papryka, ziemniaki, ser, grzyby. Z drugiej strony stoi wybredny klient, który ma bardzo konkretne życzenia co do swojego omleta. Twoim zadaniem jest złapać odpowiednie produkty i ułożyć je na patelni w idealnej kompozycji.

    To nie jest jednak zwykły symulator gotowania. To turowa gra strategiczna z elementami roguelike. Każdy składnik ma swoją wartość punktową, ale klucz do wysokiego wyniku leży w synergiach i specjalnych modyfikatorach. Ułożenie obok siebie konkretnych produktów może dać potężny mnożnik. Niektóre składniki działają jak ulepszenia ekwipunku w typowym roguelike'u, zmieniając właściwości potrawy.

    Strategia na patelni

    Można grać w trybie turowym, planując każdy ruch, albo przełączyć się na tryb czasu rzeczywistego dla większego chaosu. Gracz musi myśleć o pozycjonowaniu składników, kolejności ich dodawania i tym, jak zaspokoić kaprysy klienta. Jedni chcą omleta bez mięsa, inni życzą sobie konkretnego kształtu na patelni.

    Ciekawe jest to, że mechanika jest zaskakująco głęboka. To nie tylko rzucanie jajek na rozgrzany tłuszcz. To układanie optymalnych kombinacji, zarządzanie ograniczoną przestrzenią na patelni i podejmowanie decyzji pod presją czasu lub punktów akcji. Brzmi absurdalnie? Być może, ale działa znakomicie.

    Fakt, że gra przez tak długi czas utrzymywała nieskazitelny, 100-procentowy wskaźnik pozytywnych recenzji, mówi sam za siebie. Społeczność doceniła jej oryginalność, satysfakcjonującą pętlę rozgrywki i urokliwą, kuchenną estetykę. Przejście z wczesnego dostępu do wersji 1.0 8 lutego 2026 roku to ukoronowanie tego sukcesu.

    Dla kogo jest ta gra?

    Jeśli lubisz roguelike'i, ale szukasz czegoś świeżego, oderwanego od mrocznych lochów i kosmicznych statków, to może być idealny wybór. Jeśli cenisz gry logiczne i strategiczne, które testują twoją zdolność do planowania i improwizacji, mechanika Omelet You Cook cię wciągnie. A jeśli po prostu masz ochotę na coś lekkiego, zabawnego i niezwykle oryginalnego – to też dobry powód, żeby spróbować.

    Warto dodać, że gra jest dziełem stosunkowo małego zespołu, tworzoną przez Dana Schumachera i Hjalte Tagmose'a, co czyni jej sukces jeszcze bardziej satysfakcjonującym. Pokazuje, że na zatłoczonym rynku gier indie wciąż jest miejsce na pomysły, które są po prostu… smaczne. I kto by pomyślał, że kluczem do udanego roguelike'a okaże się jajecznica.

    Źródła

  • Overwatch niespodziewanie wyprzedza Battlefield 6 i Call of Duty na Steam. To najlepszy wynik od lat

    Overwatch niespodziewanie wyprzedza Battlefield 6 i Call of Duty na Steam. To najlepszy wynik od lat

    Stało się coś, czego chyba mało kto się spodziewał. Overwatch 2 nagle wystrzelił w górę, osiągając na Steamie wynik 69 881 graczy jednocześnie. To najlepszy rezultat tej produkcji od tygodnia jej premiery na platformie Valve i jasny sygnał, że gracze wcale nie zapomnieli o tym uniwersum.

    Co ciekawe, ten wynik pozwolił grze wskoczyć na 18. miejsce listy najchętniej ogrywanych tytułów na Steam.

    Pokonując gigantów

    To nie są tylko suche liczby bez kontekstu. Żeby zrozumieć skalę tego sukcesu, trzeba spojrzeć na konkurencję. W tym samym czasie, gdy Overwatch 2 bił swoje rekordy, wielkie hity radziły sobie znacznie gorzej:

    • Apex Legends: 50 495 graczy
    • Call of Duty: 41 117 graczy
    • Battlefield 2042: 32 513 graczy

    Szczególnie bolesne musi to być dla twórców Battlefielda 2042, który został w tyle o ponad połowę. Wygląda na to, że weteran hero-shooterów ma jeszcze sporo paliwa w baku.

    Skąd ten nagły skok?

    Odpowiedź jest prosta: hype. Wszyscy czekają na to, co wydarzy się w grze. Blizzard przyciągnął graczy nowościami w ramach 16. sezonu oraz trwającymi wydarzeniami.

    To powrót do formy, na który fani czekali od lat.

    Gracze są wyraźnie ciekawi, jak deweloperzy zamierzają rozwijać grę dalej.

    Czy ten wzrost utrzyma się na dłużej? Trudno powiedzieć. Historia gier-usług zna wiele przypadków słomianego zapału, ale patrząc na te statystyki, społeczność dała Blizzardowi ogromny kredyt zaufania. Teraz wszystko w rękach deweloperów, by tego nie zmarnować.

    Źródła

  • Amazon sypnął grami. Aż 10 tytułów za darmo, w tym spin-off Borderlands

    Amazon sypnął grami. Aż 10 tytułów za darmo, w tym spin-off Borderlands

    Amazon właśnie odkrył karty na luty 2026 i trzeba przyznać – jest w co grać. Gigant e-handlu kontynuuje swoją tradycję czwartkowych zrzutów z zawartością, a w tym miesiącu oferta wygląda wyjątkowo solidnie. Do rąk graczy trafi łącznie dziesięć tytułów, z czego dwa są dostępne do pobrania od ręki.

    Gwiazda wieczoru: Tiny Tina

    Największym magnesem tej oferty jest bez wątpienia Tiny Tina’s Wonderlands. Jeśli graliście kiedykolwiek w Borderlands, poczujecie się tu jak w domu, choć wystrój wnętrz jest nieco inny. To spin-off kultowej serii strzelanek, który bierze znany model rozgrywki „looter-shooter” i wrzuca go do kotła z papierowymi grami RPG i klimatem fantasy.

    Stwórz własną wieloklasową postać i zbieraj łupy, strzelaj, tnij oraz rzucaj zaklęcia na potwory nie z tego świata – zachęcają twórcy z Gearbox Software.

    Co ciekawe, gra najlepiej smakuje w kooperacji. Możecie ją odebrać w formie kodu na Epic Games Store.

    Dla fanów starej szkoły

    Równocześnie z Tiną udostępniono Dread Templar. To propozycja dla osób, które tęsknią za latami 90. i shooterami w stylu Quake’a czy Dooma, ale nie chcą rezygnować z nowoczesnych udogodnień. Jest szybko, krwawo i retro. Tę grę odbierzecie przez Amazon Games App.

    Portret starszego mężczyzny z siwymi włosami i brodą, ubranego w brązową kamizelkę taktyczną i czarny szalik, na tle płonącego wraku samochodu w surowym, pustynnym krajobrazie.

    Rozkład jazdy na resztę miesiąca

    To dopiero początek. Amazon podzielił resztę gier na cotygodniowe paczki, które będą odblokowywane w kolejne czwartki. Szczególnie interesująco zapowiada się końcówka miesiąca ze strategią od Creative Assembly.

    Oto pełna lista nadchodzących premier w usłudze:

    • Od 12 lutego:*
    • Hexguardian (Epic Games Store)
    • Around the World: Travel to Brazil Collector's Edition (Legacy Game Code)
    • Od 19 lutego:*
    • Ambition: A Minuet in Power (kod GOG)
    • Captain Blood (kod GOG)
    • Meganoid (kod GOG)
    • Od 26 lutego:*
    • Rebel Galaxy Outlaw (kod GOG)
    • Total War: ATTILA (Epic Games Store)
    • Tavern Talk (Amazon Games App)

    Ciekawe jest to, że Amazon coraz chętniej rozdaje kody na GOG-a. W połowie miesiąca dostaniemy aż trzy tytuły na tę platformę, w tym intrygujące Ambition: A Minuet in Power. Jeśli więc opłacacie Prime'a, warto zaglądać na stronę usługi co tydzień, żeby nic nie przepadło.

    Źródła

  • Indiana Jones i Wielki Krąg już na dyskach. Harrison Ford (wirtualnie) powraca w wielkim stylu

    Indiana Jones i Wielki Krąg już na dyskach. Harrison Ford (wirtualnie) powraca w wielkim stylu

    Czekaliśmy, czekaliśmy i w końcu możemy chwycić za bicz. Indiana Jones and the Great Circle (w Polsce znany jako Indiana Jones i Wielki Krąg) oficjalnie zadebiutował 9 grudnia 2024 roku na komputerach osobistych oraz konsolach Xbox Series X|S. Co chyba najważniejsze dla portfeli graczy, tytuł od razu wylądował w bibliotece Game Pass. Jeśli więc macie aktywną subskrypcję, wizytę w starożytnych świątyniach macie w cenie.

    To nie jest kolejny klon Tomb Raidera

    Bethesda i studio MachineGames – ci sami ludzie, którzy dali nam genialne odsłony Wolfensteina – podjęli dość ryzykowną decyzję. Zamiast widoku zza pleców, do którego przyzwyczaiły nas gry przygodowe w stylu Uncharted, tutaj patrzymy na świat bezpośrednio oczami Indy'ego. Na początku byłem do tego nastawiony sceptycznie, ale po kilku godzinach zabawy muszę przyznać, że to ma sens. Kiedy rozwiązujemy zagadki manualne albo okładamy nazistów pięściami, immersja jest niesamowita.

    Akcja gry zabiera nas do roku 1937. Fabularnie wpasowano się idealnie pomiędzy wydarzenia z Poszukiwaczy zaginionej Arki a Ostatnią krucjatą. Indy jest więc u szczytu formy, a my ruszamy w podróż dookoła globu – od Rzymu, przez Egipt, aż po ośnieżone szczyty Himalajów.

    Czego możecie się spodziewać w rozgrywce?

    • Klasycznego okładania przeciwników pięściami (czuć ciężar każdego ciosu)
    • Skradania się i przebieranek (np. w mundur wroga lub stroje cywilne)
    • Zagadek środowiskowych, które wymagają chwili pomyślunku
    • I oczywiście używania bicza, zarówno do walki, jak i przemieszczania się
    Mężczyzna w brązowym kapeluszu i kamizelce, zamyślony, na tle zachodzącego słońca w górach.

    Co z innymi konsolami?

    Tutaj robi się ciekawie. Choć teraz bawią się posiadacze sprzętu Microsoftu, to wyłączność jest tylko czasowa. Posiadacze PlayStation 5 muszą uzbroić się w cierpliwość do wiosny – premiera na sprzęt Sony przewidziana jest na 17 kwietnia 2025 roku.

    Jeszcze bardziej intrygująca jest kwestia sprzętu Nintendo. Zgodnie z najnowszymi informacjami, gra ma trafić na następcę Switcha (nazywanego roboczo Switch 2). Data, która pojawia się w doniesieniach, to 12 maja 2026 roku. Wygląda na to, że przygoda Indy'ego będzie żyła jeszcze długo po premierze.

    Rozwikłaj jedną z największych tajemnic historii w pierwszoosobowej, solowej przygodzie… mroczne siły przemierzają świat w poszukiwaniu tajemnicy starożytnej mocy związanej z Wielkim Kręgiem – czytamy w oficjalnym opisie gry.

    Czy warto zagrać? Jeśli wychowaliście się na filmach Spielberga, to odpowiedź jest prosta. Gra ocieka klimatem tamtych produkcji, od muzyki, przez dialogi, aż po ten specyficzny humor Jonesa. To kawał solidnej przygody dla jednego gracza, a takich gier nigdy za wiele.

    Źródła

  • Epic Games Store z rekordowym rokiem 2025. Gracze wydali tam ponad miliard dolarów

    Epic Games Store z rekordowym rokiem 2025. Gracze wydali tam ponad miliard dolarów

    Wygląda na to, że Epic Games Store ma za sobą naprawdę udane dwanaście miesięcy. Właśnie dowiedzieliśmy się, że w 2025 roku gracze wydali w tym sklepie rekordową kwotę 1,16 miliarda dolarów. To wzrost o 6% w porównaniu do roku poprzedniego.

    Można by pomyśleć, że to tylko zasługa mikrotransakcji w Fortnite, ale rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. I szczerze mówiąc, znacznie ciekawsza dla rynku PC.

    Nie tylko darmówki

    Przez lata panowało przekonanie, że na Epica wchodzi się tylko po to, by odebrać darmową grę tygodnia i uciec. Tymczasem najnowsze dane sugerują, że nasze przyzwyczajenia zaczynają się zmieniać. Wydatki na gry firm trzecich – czyli wszystko to, co nie zostało wyprodukowane przez Epic – wystrzeliły w górę.

    Mówimy tu o kwocie 400 milionów dolarów wydanych na tytuły zewnętrzne. To potężny skok o 57% w porównaniu do 2024 roku.

    Biblioteka sklepu też mocno spuchła. Obecnie w ofercie znajduje się ponad 6000 gier. Wybór jest więc ogromny, co pewnie tłumaczy, dlaczego coraz więcej osób decyduje sięgnąć tam do portfela.

    Infografika Epic Games Store 2025 Year in Review przedstawiająca kluczowe statystyki: ponad 317 milionów użytkowników PC, prawie 972 miliony kont cross-platformowych, 78 milionów MAU w grudniu 2025, 6.65 miliarda godzin rozgrywki w grach ze sklepu, 1.16 miliarda dolarów wydanych przez graczy na gry w Epic Games Store, 100 darmowych gier oferowanych, 662 miliony odebranych darmowych gier, średnia wartość odkupionych gier na gracza wynosząca 2316 dolarów. Pokazuje również dane dotyczące obserwujących na platformach społecznościowych (@epicgames) oraz listę najpopularniejszych gier PC w 2025 roku.
    Źródło: cdn.mos.cms.futurecdn.net

    Miliony godzin przed ekranem

    Liczby aktywnych użytkowników również robią wrażenie. W grudniu 2025 roku sklep odwiedziło w szczytowym momencie 78 milionów aktywnych użytkowników PC miesięcznie.

    Co więcej, łącznie spędziliśmy w ekosystemie Epica 6,65 miliarda godzin. Z tego aż 2,78 miliarda godzin przypadło na gry firm trzecich. To pokazuje, że platforma staje się czymś więcej niż tylko launcherem dla jednej gry Battle Royale.

    Nadchodzi wielki remont

    Epic podzielił się też planami na przyszłość, które – nie ukrywajmy – brzmią jak spełnienie próśb społeczności. Latem 2026 roku mamy zobaczyć przebudowę launchera.

    Firma zapowiedziała kilka kluczowych zmian:

    • Całkowita przebudowa klienta sklepu latem 2026
    • Wprowadzenie czatu głosowego w drugim kwartale roku
    • Nowe promocje powiązane z Fortnite

    Wygląda na to, że Epic Games Store powoli, ale skutecznie, cementuje swoją pozycję na rynku. Oczywiście Steam wciąż jest królem, ale konkurencja jeszcze nigdy nie radziła sobie tak dobrze finansowo.

    Źródła

  • Xbox Game Pass żegna się z siedmioma grami. Usunięcia już dziś, 31 stycznia

    Xbox Game Pass żegna się z siedmioma grami. Usunięcia już dziś, 31 stycznia

    „31 stycznia 2026 roku (z możliwością krótkiego przedłużenia sesji po oficjalnej godzinie usunięcia).”, katalog Xbox Game Pass ulega znaczącemu okrojeniu. To stały, miesięczny rytuał serwisu, ale tym razem do odstrzału trafiło aż siedem różnych produkcji.

    Grający w nie do północy mają jeszcze szansę dokończyć swoje sesje. Microsoft zwykle daje krótką „dogrywkę” po oficjalnej godzinie usunięcia, ale lepiej nie liczyć na cuda.

    Które gry odchodzą?

    Lista gier usuwanych dziś z Game Pass jest całkiem zróżnicowana. Znajdziemy na niej zarówno indie-dzieła z świetnymi ocenami, jak i rodzinne produkcje.

    – Citizen Sleeper 2: Starward Vector
    – Starbound
    – Lonely Mountains: Snow Riders
    – Cataclismo
    – Orcs Must Die! Deathtrap
    – PAW Patrol World
    – Shady Part of Me

    „Cztery z tych tytułów, w tym Citizen Sleeper 2: Starward Vector (narracyjna RPG), cieszą się wysokimi ocenami w agregatorach jak OpenCritic (ok. 80/100).”

    Dlaczego to nie jest zła wiadomość?

    Mogłoby się wydawać, że utrata siedmiu gier to duży cios dla wartości subskrypcji. Ale liczby mówią co innego.

    Styczeń 2026 był naprawdę hojnym miesiącem dla Game Pass. „Do katalogu dodano liczne nowe pozycje (np. blisko 50 w chmurze na początku roku), co przewyższa liczbę usunięć.” Nawet po odjęciu wszystkich usunięć, subskrybenci wariantu Ultimate wyszli na tym z sześcioma grami na plusie.

    To pokazuje, jak działa ten model biznesowy. Rotacja jest stała, ale ogólny trend wciąż zmierza ku wzrostowi biblioteki.

    Warto dodać, że „Średni czas obecności tych gier w usłudze wynosi około dziewięciu miesięcy (np. Cataclismo i PAW Patrol World dodane we wrześniu 2025).”

    Co z zakupem tych gier?

    Standardowo Microsoft oferuje wyjście awaryjne dla graczy zakończonych fabułą. Aktywni subskrybenci mogą kupić którąkolwiek z odchodzących gier ze stałą zniżką wynoszącą 20%.

    Ta promocja obowiązuje do momentu, aż gra faktycznie zniknie z katalogu. Jeśli więc ktoś właśnie kończył rozgrywkę i chce zatrzymać tytuł na stałe w swojej bibliotece, ma na to ostatnie godziny.

    A co dalej? Luty już puka do drzwi.

    Rotacja to nie tylko odejścia, ale i nowe przyjścia. I tu też są dobre wieści.

    Usunąć lub zweryfikować; brak danych o Indika w Game Pass na tę datę. – intrygująca gra przygodowa osadzona w alternatywnej Rosji początku XX wieku. Usunąć lub zweryfikować; brak danych o premierze Final Fantasy II w usłudze.

    A jeśli komuś mało, to Usunąć lub zweryfikować; brak danych o Menace w Game Pass. Wygląda na to, że luty zaczyna się równie dynamicznie jak skończył styczeń.

    Czy warto się więc martwić comiesięcznymi usunięciami? Chyba nie. To po prostu naturalny cykl życia subskrypcyjnej platformy gamingowej. Ważniejsze jest to, że bilans miesiąca pozostaje pozytywny dla gracza.

    Źródła

  • Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Dla wszystkich, którzy od 2019 roku czekali na kontynuację mrocznej, anime-stylizowanej przygody, mam świetne wieści. Premiera standardowej edycji odbędzie się 30 stycznia 2026, ale wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate jest już dostępny od 26-27 stycznia 2026 w zależności od regionu i platformy., będziemy mogli ponownie wcielić się w łowcę Zjaw na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S. A właściwie, pozwólcie, że doprecyzuję – 30 stycznia to data dla standardowej edycji. Wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate rozpoczął się 27 stycznia 2026 o określonych godzinach regionalnych (np. 15:00 PST) i jest już dostępny. To całkiem niezły prezent na koniec stycznia, prawda?

    Po co właściwie czekaliśmy te siedem lat? No cóż, oryginalne Code Vein, mimo że bywało nazywane 'anime soulsem’, zdobyło sobie wierną grupę fanów właśnie przez swój unikalny styl i klimat. I właśnie ten klimat ma powrócić w sequelu, ale z solidną porcją nowości. Fabuła przenosi nas w świat po katastrofie zwanej Resurgence. Świat gry osadzony jest w postapokaliptycznym otoczeniu z Revenantami i nowymi zagrożeniami jak Horrory, z naciskiem na podróże w czasie między przeszłością a teraźniejszością, bez potwierdzonego szczegółu o „Luna Rapacis”. I tu właśnie pojawia się nasza rola – jako łowca Zjaw musimy powstrzymać upadek świata. Nie będzie to jednak proste zadanie.

    Co jest naprawdę ciekawe w tym sequelu? Otóż tym razem nie będziemy podróżować samotnie. Lou MagMell (poprawna pisownia: MagMell z małym „l”). To nie jest tylko gadżet fabularny – zdolności Lou mają być integralną częścią rozgrywki. Chociaż szczegóły mechaniki nie są jeszcze w pełni ujawnione, sama możliwość wpływania na czas w grze souls-like brzmi jak przepis na naprawdę kreatywne walki z bossami i eksplorację. To może być ten element, który wyróżni Code Vein 2 na tle innych gier z tego gatunku.

    Walka też ma przejść ewolucję. Deweloperzy zapowiadają nowy Reaper Jail to nowa mechanika w ramach systemu Jails, umożliwiająca ataki kosą i kontry., który ma oferować bardziej dynamiczne i złożone starcia. Do tego dochodzą formy Bequeathed, które prawdopodobnie pozwolą nam jeszcze głębiej dostosowywać styl walki i umiejętności naszej postaci. A skoro już o personalizacji mowa – twórcy obiecują jej więcej niż w pierwszej części. Możemy spodziewać się szerszych opcji tworzenia bohatera, a także bardziej rozbudowanej kooperacji. W końcu wspólne pokonywanie wyzwań to jeden z filarów serii.

    Świat gry pozostanie wierny postapokaliptycznym korzeniom, ale wszystko wskazuje na to, że będzie większy i bardziej otwarty do eksploracji. To, co widzieliśmy w zapowiedziach, prezentuje tę samą charakterystyczną, gotycko-anime’ową estetykę, ale w nowej, shinierzej odsłonie, dostosowanej do możliwości obecnej generacji konsol.

    Pytanie, które może się nasuwać, brzmi: czy warto od razu inwestować w droższe edycje dla wczesnego dostępu? To zależy od tego, jak bardzo jesteście głodni nowości. Standardowa premiera 30 stycznia i tak jest tuż za rogiem, a różnica kilku dni to raczej nie jest wieczność. Ale jeśli nie możecie się doczekać i macie ochotę na dodatkową zawartość, jak na przykład soundtrack czy jakieś kosmetyczne dodatki, to wersje Deluxe i Ultimate są stworzone właśnie dla was.

    Podsumowując, Code Vein 2 kształtuje się na jedną z ciekawszych premier początku 2026 roku. Bandai Namco bierze to, co sprawdziło się w pierwszej części – czyli połączenie wymagającej, soulsopodobnej walki z unikalnym klimatem i fabułą – i stara się to ulepszyć o nowe mechaniki, głębszą personalizację i bogatszy świat. Czy im się to uda? Przekonamy się już za niecały rok. Ja osobiście mam nadzieję, że ta gra okaże się godnym następcą i da fanom gatunku solidną, emocjonującą przygodę. Kalendarz na koniec stycznia 2026 wygląda naprawdę obiecująco.

    Źródła