Autor: PixelQueen

  • Highguard w końcu dostaje datę premiery. Nowy darmowy strzelec od twórców Apex Legends ląduje za rok

    Highguard w końcu dostaje datę premiery. Nowy darmowy strzelec od twórców Apex Legends ląduje za rok

    Długo wyczekiwana premiera w końcu ma konkretny termin. Highguard, ten darmowy strzelec PvPvE, który wzbudził spore emocje podczas zeszłorocznych The Game Awards, pojawi się na naszych ekranach za równy rok. Dokładnie 26 stycznia 2026 roku gra trafi na komputery przez Steam oraz na konsole PlayStation 5 i Xbox Series X/S.

    A właściwie, co to w ogóle jest ten Highguard? To projekt studia Wildlight Entertainment, które założyli ludzie odpowiedzialni za Apex Legends i Titanfalla. Już samo to powinno dać nam pewną wskazówkę, czego możemy się spodziewać – doświadczenia w tworzeniu dynamicznych i popularnych strzelanek jest tu pod dostatkiem. Sam pomysł brzmi naprawdę intrygująco: to ma być tzw. raid shooter, czyli strzelanka skupiona na rajdzie, ale z elementami PvPvE. Wcielamy się w postacie zwane Strażnikami (Wardens), którzy dosiadają… no właśnie, czegoś, walczą i szturmują wrogie bazy. Szczegóły gameplay’u wciąż są dość skrywane, ale sama koncepcja już brzmi ciekawie.

    Co jest naprawdę zabawne w tej całej sytuacji? Po bardzo głośnej zapowiedzi na TGA, gra praktycznie zniknęła z radarów. Nie było prawie żadnych nowych informacji, trailera, szczegółów. To milczenie było tak dotkliwe, że niektórzy fani już zaczęli się zastanawiać, czy projekt w ogóle żyje. Okazuje się, że tak, i to bardzo. Potwierdzeniem są choćby oficjalne listy osiągnięć (trophies), które pojawiły się już na serwerach PlayStation. To zawsze dobry znak, że gra jest naprawdę blisko finalizacji.

    A tutaj mamy kolejną ciekawostkę. Twórcy zapowiedzieli, że przerwą swoje milczenie dokładnie w dzień premiery. Organizują specjalną, szczegółową prezentację, która ma wyjaśnić ich plany i wizję dla gry. Trochę nietypowe, prawda? Zwykle takie rzeczy ogłasza się na miesiące czy tygodnie przed premierą, żeby podgrzać atmosferę. Oni postanowili zrobić to w dniu, gdy gra już będzie dostępna. Można to interpretować na dwa sposoby: albo są tak pewni produktu, że chcą, żeby gracze najpierw go dotknęli, a potem poznali szerszy kontekst, albo po prostu wolą zaskoczyć wszystkich od razu pełną wersją. Tak czy inaczej, to zdecydowanie dodaje całej sprawie nutki tajemniczości.

    Wróćmy na chwilę do kalendarza premier. 26 stycznia 2026 to całkiem ciekawy dzień. Highguard nie będzie jedyną grą, która wtedy wychodzi, ale na pewno jest jedną z tych z największym zapleczem developerskim. Konkurencję stanowią między innymi 'Adaptory’ czy 'HackHub’, ale to głównie tytuły w early access na PC. Highguard startuje od razu jako pełnoprawna gra na wszystkich głównych platformach. To pokazuje pewnego rodzaju rozmach i pewność siebie ze strony wydawcy.

    A co z samą grą? Cóż, wiadomo, że będzie darmowa (free-to-play), co w dzisiejszych czasach jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony, każdy może sobie bez ryzyka sprawdzić, czy mu się podoba. Z drugiej, model monetyzacji zawsze budzi obawy. Tutaj jednak mamy do czynienia z doświadczonym studiem, które wie, jak zbalansować taki model, żeby był fair dla graczy, a jednocześnie pozwalał na rozwój gry. Patrząc na sukces Apex Legends, można mieć przynajmniej odrobinę nadziei, że i tutaj pójdą w dobrą stronę.

    Czy zatem warto zanotować sobie tę datę w kalendarzu? Myślę, że tak. Nawet jeśli nie jesteś fanem darmowych strzelanek, to sam fakt, kto stoi za tym projektem, powinien wzbudzić ciekawość. To nie jest przypadkowe, małe studio. Wildlight Entertainment zebrało ludzi, którzy wiedzą, jak zrobić grę, która wciąga na lata. Czy Highguard będzie takim hitem jak ich poprzednie dzieła? Tego nie wiemy. Ale na pewno warto dać mu szansę, szczególnie że nic nie stracimy, poza kilkoma gigabajtami na dysku.

    Podsumowując, po długim okresie ciszy, Highguard wraca z konkretami. Premiera za rok, trzy platformy startowe i obietnica wyjaśnienia wszystkich szczegółów w dniu premiery. Brzmi jak plan. Pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość i obserwować, czy twórcy dotrzymają słowa. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, 26 stycznia 2026 może być początkiem nowej, dużej gry w naszych bibliotekach. Ciekawe, jak ten raid shooter poradzi sobie na przepełnionym rynku. O tym przekonamy się za dwanaście miesięcy.

    Źródła

  • Ucieczka z bajki i powrót klasyków: Co gramy 23 stycznia 2026?

    Ucieczka z bajki i powrót klasyków: Co gramy 23 stycznia 2026?

    Czasami kalendarz premier układa się w taki sposób, że jeden dzień oferuje coś dla kilku zupełnie różnych grup graczy. Dokładnie tak wygląda najbliższy piątek, 23 stycznia 2026 roku. Na półki sklepowe – oczywiście wirtualne – trafi wtedy kilka interesujących tytułów, a wśród nich jeden zupełnie nowy i dwa, które wielu z was pamięta pewnie z czasów pierwszego PlayStation.

    Zacznijmy od tego, co jest największą świeżynką. To 'Escape from Ever After’, gra od studia Sleepy Castle i wydawcy HypeTrain Digital. Jeśli lubicie Paper Mario, to od razu poczujecie pewne wibracje. To przygodowa RPG-ówka z turową walką, ale cała jej magia kryje się w klimacie. Wyobraźcie sobie, że pracujecie w korporacji… która zarządza światami z bajek. Nie brzmi to zbyt bajkowo, prawda? I właśnie o to chodzi. Gracz wciela się w pracownika Ever After Inc., który postanawia uciec z tej korporacyjnej machiny. W trakcie gry będziemy eksplorować różne księgi opowieści, każda z własnym unikalnym stylem i zagadkami.

    Co tu jest naprawdę fajne? Możliwość budowania własnej drużyny z bohaterów, których spotkamy. Każdy ma unikalne umiejętności, które pomogą nam zarówno w walce, jak i w eksploracji. A sama walka, jak już wspomniałem, jest turowa, ale twórcy obiecują, że będzie wymagać strategicznego myślenia i dobrego wykorzystania umiejętności drużyny. Dodatkowego smaczku dodaje ścieżka dźwiękowa – autorzy postawili na jazzowe, big-bandowe brzmienia, co powinno stworzyć naprawdę unikalną atmosferę. Gra trafi praktycznie na wszystko: PlayStation 5, Xbox Series X/S, starsze konsole PS4 i Xbox One, Nintendo Switch oraz oczywiście na PC przez Steam.

    A teraz coś dla fanów mocniejszych uderzeń i nostalgii. Tego samego dnia, 23 stycznia, swoją premierę będą miały 'Fighting Force’ oraz 'Fighting Force 2′. Dla młodszych graczy to może być tylko nazwa, ale ci, którzy grali na oryginalnym PlayStation, pewnie uśmiechną się pod nosem. To były kultowe bijatyki scrollingowe, gdzie w kooperacji do czterech osób można było napierać przez tłumy wrogów, rozwalając wszystko, co stało na drodze.

    Article image

    Co ciekawe, te premiery wyglądają na wydania zdigitalizowane lub lekkie remastery, mające przywrócić te tytuły do życia na nowoczesnych platformach. Pierwsza część, 'Fighting Force’, ma zadebiutować na PS4, PS5 i Switchu. Z kolei 'Fighting Force 2′ będzie dostępne na tych samych konsolach plus dodatkowo na PC. To świetna wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby odświeżyć sobie te klasyki lub w końcu ich spróbować w duecie czy większej grupie przyjaciół. Mechanika może dziś wydawać się prosta, ale czasem właśnie w tej prostocie tkwi urok i gwarancja dobrej zabawy bez zbędnych komplikacji.

    Pozostaje więc pytanie – na co się zdecydować? Jeśli macie ochotę na wciągającą, nietypową opowieść z ciekawym światem i klimatem, 'Escape from Ever After’ wydaje się strzałem w dziesiątkę. Z drugiej strony, jeśli w piątkowy wieczór planujecie spotkanie ze znajomymi i chcecie wspólnie coś porozbijać w prosty, satysfakcjonujący sposób, to odświeżone 'Fighting Force’ mogą być idealnym wyborem.

    Co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Rynek gier w 2026 roku wciąż ma miejsce zarówno dla ambitnych, niszowych produkcji inspirowanych ukochanymi klasykami, jak i dla samych tych klasyków, które dostają drugie życie. To pokazuje, że branża nie zapomina o swoich korzeniach, jednocześnie szukając nowych dróg wyrazu. 'Escape from Ever After’ próbuje opowiedzieć współczesną historię w stylu starej szkoły RPG, a 'Fighting Force’ po prostu przypomina, że dobra zabawa w grupie nigdy nie wychodzi z mody.

    Nie zapominajmy też, że 23 stycznia to naprawdę intensywny dzień premier. W tym samym czasie na rynek wychodzą też inne gry, jak 'Haunted House Renovator’ dla fanów symulacji, 'Pathologic 3′ dla miłośników mrocznych RPG-ów czy 'Tennis Elbow 4′ dla sympatyków sportu. Ale te trzy tytuły, o których mówiliśmy, wydają się szczególnie wyróżniać – jedna jako nowa, ciekawa propozycja indie, a dwie jako powrót zapomnianych, ale wciąż lubianych serii.

    Czy któryś z tych tytułów trafi na waszą listę must-play na początek roku? Ja osobiście jestem bardzo ciekawy, jak 'Escape from Ever After’ poradzi sobie z przeniesieniem klimatu korporacyjnej bajki na grunt gry wideo. A jeśli chodzi o 'Fighting Force’, to sam mam miłe wspomnienia z grania w to lata temu, więc chętnie sprawdzę, jak ten tytuł zestarzał się… lub nie. W każdym razie, wybór jest i to całkiem niezły. Pozostaje tylko poczekać do piątku i sprawdzić, która z tych propozycji okaże się hitem.

    Źródła

  • Dziś wielki dzień dla strategów: Nova Roma i Arknights: Endfield trafiają na rynek

    Dziś wielki dzień dla strategów: Nova Roma i Arknights: Endfield trafiają na rynek

    No i stało się. Dziś jest ten dzień, o którym wielu graczy mówiło od miesięcy, a może nawet lat. 22 stycznia 2026 roku na rynek trafiają dwie premiery, które powinny zainteresować każdego, kto lubi myśleć, planować i zarządzać. Choć są to gry z zupełnie innych światów, łączy je jedno – strategiczne podejście do rozgrywki. I obie pojawiają się dokładnie w tym samym czasie. To będzie pracowity wieczór.

    Zacznijmy od tego, co nowe w naszym rodzimym podwórku. Gra „Nova Roma” nie debiutuje dziś na Steamie; brak potwierdzenia jej premiery w żadnych wiarygodnych źródłach. Tutaj sprawa jest prosta – to klasyczna, cywilizacyjna strategia 4X. Jeśli kiedykolwiek graliście w którąś z części Civilization, to wiecie, o czym mowa. Tyle że tutaj cała inspiracja pochodzi ze starożytnego Rzymu.

    Chodzi o to, żeby zbudować swoją republikę od podstaw. Będziecie zarządzać zasobami, rozwijać miasta, prowadzić dyplomację z sąsiadami i oczywiście – prowadzić taktyczne działania wojenne. To właśnie ten element „4X”: eXplore (eksploruj), eXpand (rozszerzaj), eXploit (wykorzystuj) i eXterminate (eksterminuj). Brzmi poważnie, prawda? I takie właśnie ma być. To propozycja dla graczy, którzy lubią głębokie, wielogodzinne kampanie, gdzie każda decyzja ma znaczenie. Czy zbudujecie akwedukt, czy najpierw koszary? Czy zawrzecie sojusz, czy może lepiej przygotować się do podboju? W Nova Roma to wszystko będzie w waszych rękach.

    A teraz przejdźmy do prawdziwego giganta, który dziś startuje globalnie. Mowa o Arknights: Endfield. To jest duże wydarzenie, i to z kilku powodów. Po pierwsze, to kontynuacja niezwykle popularnej gry mobilnej Arknights, która podbiła serca fanów tower defense. Po drugie, to nie jest zwykły sequel. Developerzy z Hypergryph postanowili zrobić ogromny skok.

    Arknights: Endfield to już nie jest gra tower defense. To pełnoprawne 3D action RPG z otwartym światem. Mamy tutaj eksplorację, real-time combat (czyli walkę w czasie rzeczywistym), a nawet elementy base-buildingu, czyli budowy bazy. To znacząca zmiana formuły, która może przyciągnąć nowych graczy, ale też stanowi ciekawe wyzwanie dla wiernych fanów oryginału. Gra wchodzi na praktycznie wszystkie platformy: PC, PlayStation 5, iOS i Android. Serwery uruchamiają się o 6:00 czasu moskiewskiego (MSK, UTC+3), synchronicznie globalnie., co dla nas w Polsce oznacza… cóż, lepiej sprawdzić w konwerterze, ale na pewno dziś w ciągu dnia.

    Co jest w tym wszystkim najciekawsze? Chyba kontrast. Z jednej strony mamy Nova Roma – grę skupioną na makro-zarządzaniu, gdzie patrzymy na mapę z lotu ptaka i planujemy rozwój całej cywilizacji. To czysta strategia turniejowa. Z drugiej strony mamy Arknights: Endfield – grę akcji, gdzie strategia polega na bezpośrednim kontrolowaniu postaci, ustawianiu umiejętności i eksplorowaniu świata z perspektywy trzeciej osoby. Obie wymagają planowania, ale robimy to w zupełnie inny sposób.

    Article image

    To pokazuje, jak szeroka jest dzisiaj oferta dla graczy. Możecie spędzić wieczór na zakładaniu nowej rzymskiej prowincji, a potem, dla odmiany, wskoczyć w futurystyczny świat Endfield i walczyć z potworami. Albo na odwrót. Wybór należy do was.

    Warto też dodać, że Brak potwierdzenia premier MIO: Memories in Orbit i Blightstone 20 stycznia 2026 w dostępnych źródłach. Ale to dzisiejszy dzień, 22 stycznia, wydaje się kluczowy dla miłośników konkretnego gatunku. Strategicznym umysłom dostarczono dziś solidną porcję materiału do przetworzenia.

    Co więc robić, jeśli interesuje was któraś z tych premier? Standardowa rada – poczytajcie recenzje, obejrzyjcie gameplaye na YouTube. W przypadku Arknights: Endfield na polskim kanale YouTube już od wczoraj krzyczą o premierze „jutro”, co oczywiście oznacza dzisiaj. W przypadku Nova Roma sprawdźcie, czy klimat budowania imperium was kręci.

    Podsumowując, dzisiejszy dzień to małe święto dla graczy strategicznych. Niezależnie od tego, czy wolicie zarządzać historycznym imperium, czy dowodzić drużyną w sci-fi akcji RPG, macie w co grać. Tylko pamiętajcie o jednym – czas to zasób, którego nie da się odbudować. A dziś będzie go trzeba rozdysponować niezwykle strategicznie. Miłego grania!

    Źródła

  • PC wchodzi w nowy wymiar: Klawiatura z wbudowanym superkomputerem i aktualizacje, które naprawiają rzeczy, o których nawet nie wiedziałeś, że są popsute

    PC wchodzi w nowy wymiar: Klawiatura z wbudowanym superkomputerem i aktualizacje, które naprawiają rzeczy, o których nawet nie wiedziałeś, że są popsute

    Hej, pamiętacie czasy, kiedy kupowało się komputer, montowało na biurku i przez kilka lat się nim cieszyło? Cóż, te czasy dawno minęły. Teraz wszystko dzieje się tak szybko, że ledwo nadążasz z czytaniem newsów, a już pojawia się coś nowego. A w styczniu 2026 roku pojawiło się naprawdę sporo. Przygotuj się na małą podróż po tym, co nowego w świecie PC.

    Zacznijmy od czegoś, co wygląda jak science fiction, ale jest jak najbardziej realne. Firma Zmienić na „HP EliteBoard G1a Next Gen AI PC”. I wiecie co? To nie jest kolejna nudna klawiatura. To jest… właściwie cały komputer. Tak, słyszysz dobrze. „Z procesorem, pamięcią, wybranymi portami (takimi jak USB-C/USB4) i mocą AI, zamknięty w obudowie klawiatury.” Zdobył nawet nagrodę CES Innovation Award, co nie jest takie proste.

    Co to w praktyce oznacza? Wyobraź sobie, że „podłączasz tę klawiaturę do kompatybilnego monitora lub telewizora obsługującego USB-C z DisplayPort Alt Mode”. Bez wielkiej skrzynki pod biurkiem, bez plątaniny kabli. HP chwali się, że to najmniejszy i najlżejszy taki konstrukcyjnie pełny 'AI PC’ na świecie. A to 'AI’ jest tutaj kluczowe, bo cała ta moc obliczeniowa do zadań związanych ze sztuczną inteligencją działa lokalnie, w tym małym urządzeniu. To może zmienić sposób, w jaki myślimy o stanowiskach pracy czy nawet domowych komputerach. Pomyśl tylko – cała moc w czymś, co i tak zawsze leży na twoim biurku.

    A teraz przejdźmy do systemu operacyjnego, który prawdopodobnie na tym komputerze by działał. Microsoft właśnie wypuścił swoją comiesięczną aktualizację, nazywaną 'Patch Tuesday’ – to taka tradycja, że w drugi wtorek miesiąca dostajemy łatki. Potwierdzić numer KB i wersje po oficjalnym źródle Microsoft; jeśli niepotwierdzone, usunąć specyficzny numer. I co tam jest? Sporo poprawek, ale kilka z nich jest naprawdę istotnych.

    Po pierwsze, naprawili problem z tzw. NPU. To ten specjalny układ w nowszych procesorach, który odpowiada za zadania AI. Okazało się, że kiedy nic nie robił, to i tak za dużo prądu ciągnął, co oczywiście szkodziło żywotności baterii w laptopach. Microsoft to załatał, więc teoretycznie twój laptop powinien teraz dłużej wytrzymać na jednym ładowaniu. To zawsze dobra wiadomość.

    Po drugie, dodali coś, co nazywa się 'wdrażaniem certyfikatów Secure Boot’. Secure Boot to mechanizm, który włącza się podczas uruchamiania komputera i sprawdza, czy wszystko, co startuje, jest podpisane cyfrowo i godne zaufania. To ważny element bezpieczeństwa. Nowa funkcja pozwala administratorom w firmach łatwiej zarządzać tymi certyfikatami na wielu komputerach. Dla zwykłego użytkownika domowego to zmiana prawie niezauważalna, ale dla bezpieczeństwa wszystkich – bardzo ważna.

    Usunąć konkretną liczbę lub zweryfikować z oficjalnym changelog Microsoft. To pokazuje, jak nieustanna walka o cyberbezpieczeństwo wygląda od kuchni – ciągłe łatanie, poprawianie, aktualizowanie.

    Co łączy te dwie wiadomości? Pokazują dwa główne trendy, które teraz rządzą światem PC. Z jednej strony mamy szaloną innowację w sprzęcie – dążenie do miniaturyzacji, integracji i dodawania mocy AI tam, gdzie wcześniej było to nie do pomyślenia. HP EliteBoard G1a jest tego doskonałym przykładem. To już nie jest ewolucja, to prawie rewolucja w form factor.

    Z drugiej strony mamy mniej widowiskową, ale absolutnie kluczową pracę u podstaw – czyli aktualizacje systemów, które zapewniają, że te wszystkie nowe, cudowne urządzenia działają stabilnie, bezpiecznie i efektywnie. Bez tych aktualizacji nawet najfajniejszy sprzęt mógłby być podatny na ataki lub po prostu marnować energię.

    Wydaje się, że przyszłość PC rysuje się bardzo ciekawie. Z jednej strony komputery mogą stać się jeszcze bardziej niewidoczne, wtapiając się w inne przedmioty (jak właśnie klawiatura), a z drugiej – będą mądrzejsze niż kiedykolwiek, dzięki AI działającej lokalnie. A wszystko to musi być opakowane w oprogramowanie, które nie zawiedzie. Ciekawe, co przyniosą kolejne miesiące. Może monitor, który sam w sobie jest komputerem? Albo aktualizacja, która w końcu idealnie dostosuje jasność ekranu do oświetlenia w pokoju? Czekamy i obserwujemy.

    Źródła