Autor: PixelQueen

  • Marathon otwiera drzwi dla wszystkich. Weekendowy Server Slam zapowiada marcową premierę

    Marathon otwiera drzwi dla wszystkich. Weekendowy Server Slam zapowiada marcową premierę

    Bungie nie zwalnia tempa przed wielkim powrotem. Studio, które stworzyło Destiny, właśnie ogłosiło otwarty dla wszystkich test serwerów 'Server Slam' dla swojego nadchodzącego ekstraktora FPS, Marathon. To nie jest zamknięta beta tylko dla wybranych. Od 26 lutego o 10:00 czasu pacyficznego (19:00 w Polsce) do 2 marca o tej samej porze, drzwi do kolonii Tau Ceti IV będą otwarte dla każdego gracza na PC (przez Steam), PlayStation 5 i Xbox Series X|S. Pełna rozgrywka po premierze będzie wymagała aktywnej subskrypcji online na konsolach.

    A co dostaniemy do wypróbowania? Dwa mapy: podmokły i niebezpieczny Dire Marsh oraz przemysłowy Perimeter. Do dyspozycji będzie sześć różnych powłok Runnerów (czyli naszych awatarów w grze), a także wczesne kontrakty frakcji. Kluczową informacją jest pełne wsparcie cross-play i cross-save. Możesz zacząć grać na konsoli, a potem kontynuować na PC, zachowując wszystkie swoje postępy.

    Dlaczego to ważne?

    To nie jest tylko kolejny weekend z betą. Nazwa 'Server Slam' ma konkretne znaczenie. Bungie chce dosłownie 'zatrzasnąć' swoje serwery ruchem graczy, aby sprawdzić, jak infrastruktura poradzi sobie z prawdziwym, masowym obciążeniem na kilka tygodni przed premierą. To ostatni, kluczowy test przed oficjalnym startem.

    A ten start jest już w kalendarzu. Marathon oficjalnie wyruszy 5 marca 2026 roku. I tutaj jest naprawdę świetna wiadomość dla wszystkich, którzy wezmą udział w Server Slam.

    Nagrody z testów prosto na start

    Postęp zdobyty podczas tego otwartego weekendu nie pójdzie na marne. Bungie potwierdza, że osiągnięcia z tego okresu zostaną przekute w nagrody, które odblokujesz od razu po premierze pełnej gry. Mowa o skrzyniach z implantami, rdzeniami powłok, modyfikatorami broni, a nawet konkretnymi rodzajami uzbrojenia, które zostaną odblokowane po ukończeniu pierwszych celów.

    To sprytny ruch. Nie tylko testują serwery, ale też budują społeczność i dają graczom namacalny powód, aby wrócić 5 marca. Masz poczucie, że czas spędzony w betie nie był stracony, bo już na starcie dostajesz boost.

    Ciekawe jest to, że wydarzenie zostało wspomniane w kontekście Steam Next Fest, co sugeruje, że Valve również będzie promować ten test na swojej platformie. To ogromna szansa na dotarcie do szerokiej publiczności.

    Studio opisuje to jako ostateczny test obciążenia, mający na celu sprawdzenie infrastruktury i przygotowanie się do dnia premiery, aby był on płynny dla każdego.

    Dla graczy to wyjątkowa okazja, aby bez żadnych zaproszeń czy pre-orderów sprawdzić, czy klimat sci-fi, taktyczna ekstrakcja i brutalne starcia w świecie Marathon trafiają w ich gust. A dla Bungie – ostatni dzwonek, aby dopracować systemy przed oddaniem gry w ręce społeczności na dobre.

    Kalendarz jest więc prosty. 26 lutego – logujesz się i grasz. 2 marca – test się kończy. 5 marca – wracasz do pełnej gry, odbierasz swoje nagrody za udział w Slam i zaczynasz prawdziwą przygodę na Tau Ceti IV. Brzmi jak solidny plan.

    Źródła

  • Omelet You Cook: Roguelike o gotowaniu jajecznicy podbija Steam

    Omelet You Cook: Roguelike o gotowaniu jajecznicy podbija Steam

    Czasem najprostsze pomysły są najlepsze. Omelet You Cook, gra, która 7 czerwca 2025 roku weszła do wczesnego dostępu, właśnie otrzymała swoją pełną, oficjalną wersję 1.0. I robi to, zachowując imponującą reputację – przez długi czas miała 100% pozytywnych ocen na Steam, a teraz utrzymuje ten doskonały wynik.

    Na czym to polega?

    Wyobraźcie sobie kuchnię. Z jednej strony sunie taśmociąg, z którego zrzucane są składniki: krewetki, papryka, ziemniaki, ser, grzyby. Z drugiej strony stoi wybredny klient, który ma bardzo konkretne życzenia co do swojego omleta. Twoim zadaniem jest złapać odpowiednie produkty i ułożyć je na patelni w idealnej kompozycji.

    To nie jest jednak zwykły symulator gotowania. To turowa gra strategiczna z elementami roguelike. Każdy składnik ma swoją wartość punktową, ale klucz do wysokiego wyniku leży w synergiach i specjalnych modyfikatorach. Ułożenie obok siebie konkretnych produktów może dać potężny mnożnik. Niektóre składniki działają jak ulepszenia ekwipunku w typowym roguelike'u, zmieniając właściwości potrawy.

    Strategia na patelni

    Można grać w trybie turowym, planując każdy ruch, albo przełączyć się na tryb czasu rzeczywistego dla większego chaosu. Gracz musi myśleć o pozycjonowaniu składników, kolejności ich dodawania i tym, jak zaspokoić kaprysy klienta. Jedni chcą omleta bez mięsa, inni życzą sobie konkretnego kształtu na patelni.

    Ciekawe jest to, że mechanika jest zaskakująco głęboka. To nie tylko rzucanie jajek na rozgrzany tłuszcz. To układanie optymalnych kombinacji, zarządzanie ograniczoną przestrzenią na patelni i podejmowanie decyzji pod presją czasu lub punktów akcji. Brzmi absurdalnie? Być może, ale działa znakomicie.

    Fakt, że gra przez tak długi czas utrzymywała nieskazitelny, 100-procentowy wskaźnik pozytywnych recenzji, mówi sam za siebie. Społeczność doceniła jej oryginalność, satysfakcjonującą pętlę rozgrywki i urokliwą, kuchenną estetykę. Przejście z wczesnego dostępu do wersji 1.0 8 lutego 2026 roku to ukoronowanie tego sukcesu.

    Dla kogo jest ta gra?

    Jeśli lubisz roguelike'i, ale szukasz czegoś świeżego, oderwanego od mrocznych lochów i kosmicznych statków, to może być idealny wybór. Jeśli cenisz gry logiczne i strategiczne, które testują twoją zdolność do planowania i improwizacji, mechanika Omelet You Cook cię wciągnie. A jeśli po prostu masz ochotę na coś lekkiego, zabawnego i niezwykle oryginalnego – to też dobry powód, żeby spróbować.

    Warto dodać, że gra jest dziełem stosunkowo małego zespołu, tworzoną przez Dana Schumachera i Hjalte Tagmose'a, co czyni jej sukces jeszcze bardziej satysfakcjonującym. Pokazuje, że na zatłoczonym rynku gier indie wciąż jest miejsce na pomysły, które są po prostu… smaczne. I kto by pomyślał, że kluczem do udanego roguelike'a okaże się jajecznica.

    Źródła

  • Overwatch niespodziewanie wyprzedza Battlefield 6 i Call of Duty na Steam. To najlepszy wynik od lat

    Overwatch niespodziewanie wyprzedza Battlefield 6 i Call of Duty na Steam. To najlepszy wynik od lat

    Stało się coś, czego chyba mało kto się spodziewał. Overwatch 2 nagle wystrzelił w górę, osiągając na Steamie wynik 69 881 graczy jednocześnie. To najlepszy rezultat tej produkcji od tygodnia jej premiery na platformie Valve i jasny sygnał, że gracze wcale nie zapomnieli o tym uniwersum.

    Co ciekawe, ten wynik pozwolił grze wskoczyć na 18. miejsce listy najchętniej ogrywanych tytułów na Steam.

    Pokonując gigantów

    To nie są tylko suche liczby bez kontekstu. Żeby zrozumieć skalę tego sukcesu, trzeba spojrzeć na konkurencję. W tym samym czasie, gdy Overwatch 2 bił swoje rekordy, wielkie hity radziły sobie znacznie gorzej:

    • Apex Legends: 50 495 graczy
    • Call of Duty: 41 117 graczy
    • Battlefield 2042: 32 513 graczy

    Szczególnie bolesne musi to być dla twórców Battlefielda 2042, który został w tyle o ponad połowę. Wygląda na to, że weteran hero-shooterów ma jeszcze sporo paliwa w baku.

    Skąd ten nagły skok?

    Odpowiedź jest prosta: hype. Wszyscy czekają na to, co wydarzy się w grze. Blizzard przyciągnął graczy nowościami w ramach 16. sezonu oraz trwającymi wydarzeniami.

    To powrót do formy, na który fani czekali od lat.

    Gracze są wyraźnie ciekawi, jak deweloperzy zamierzają rozwijać grę dalej.

    Czy ten wzrost utrzyma się na dłużej? Trudno powiedzieć. Historia gier-usług zna wiele przypadków słomianego zapału, ale patrząc na te statystyki, społeczność dała Blizzardowi ogromny kredyt zaufania. Teraz wszystko w rękach deweloperów, by tego nie zmarnować.

    Źródła

  • Amazon sypnął grami. Aż 10 tytułów za darmo, w tym spin-off Borderlands

    Amazon sypnął grami. Aż 10 tytułów za darmo, w tym spin-off Borderlands

    Amazon właśnie odkrył karty na luty 2026 i trzeba przyznać – jest w co grać. Gigant e-handlu kontynuuje swoją tradycję czwartkowych zrzutów z zawartością, a w tym miesiącu oferta wygląda wyjątkowo solidnie. Do rąk graczy trafi łącznie dziesięć tytułów, z czego dwa są dostępne do pobrania od ręki.

    Gwiazda wieczoru: Tiny Tina

    Największym magnesem tej oferty jest bez wątpienia Tiny Tina’s Wonderlands. Jeśli graliście kiedykolwiek w Borderlands, poczujecie się tu jak w domu, choć wystrój wnętrz jest nieco inny. To spin-off kultowej serii strzelanek, który bierze znany model rozgrywki „looter-shooter” i wrzuca go do kotła z papierowymi grami RPG i klimatem fantasy.

    Stwórz własną wieloklasową postać i zbieraj łupy, strzelaj, tnij oraz rzucaj zaklęcia na potwory nie z tego świata – zachęcają twórcy z Gearbox Software.

    Co ciekawe, gra najlepiej smakuje w kooperacji. Możecie ją odebrać w formie kodu na Epic Games Store.

    Dla fanów starej szkoły

    Równocześnie z Tiną udostępniono Dread Templar. To propozycja dla osób, które tęsknią za latami 90. i shooterami w stylu Quake’a czy Dooma, ale nie chcą rezygnować z nowoczesnych udogodnień. Jest szybko, krwawo i retro. Tę grę odbierzecie przez Amazon Games App.

    Portret starszego mężczyzny z siwymi włosami i brodą, ubranego w brązową kamizelkę taktyczną i czarny szalik, na tle płonącego wraku samochodu w surowym, pustynnym krajobrazie.

    Rozkład jazdy na resztę miesiąca

    To dopiero początek. Amazon podzielił resztę gier na cotygodniowe paczki, które będą odblokowywane w kolejne czwartki. Szczególnie interesująco zapowiada się końcówka miesiąca ze strategią od Creative Assembly.

    Oto pełna lista nadchodzących premier w usłudze:

    • Od 12 lutego:*
    • Hexguardian (Epic Games Store)
    • Around the World: Travel to Brazil Collector's Edition (Legacy Game Code)
    • Od 19 lutego:*
    • Ambition: A Minuet in Power (kod GOG)
    • Captain Blood (kod GOG)
    • Meganoid (kod GOG)
    • Od 26 lutego:*
    • Rebel Galaxy Outlaw (kod GOG)
    • Total War: ATTILA (Epic Games Store)
    • Tavern Talk (Amazon Games App)

    Ciekawe jest to, że Amazon coraz chętniej rozdaje kody na GOG-a. W połowie miesiąca dostaniemy aż trzy tytuły na tę platformę, w tym intrygujące Ambition: A Minuet in Power. Jeśli więc opłacacie Prime'a, warto zaglądać na stronę usługi co tydzień, żeby nic nie przepadło.

    Źródła

  • Indiana Jones i Wielki Krąg już na dyskach. Harrison Ford (wirtualnie) powraca w wielkim stylu

    Indiana Jones i Wielki Krąg już na dyskach. Harrison Ford (wirtualnie) powraca w wielkim stylu

    Czekaliśmy, czekaliśmy i w końcu możemy chwycić za bicz. Indiana Jones and the Great Circle (w Polsce znany jako Indiana Jones i Wielki Krąg) oficjalnie zadebiutował 9 grudnia 2024 roku na komputerach osobistych oraz konsolach Xbox Series X|S. Co chyba najważniejsze dla portfeli graczy, tytuł od razu wylądował w bibliotece Game Pass. Jeśli więc macie aktywną subskrypcję, wizytę w starożytnych świątyniach macie w cenie.

    To nie jest kolejny klon Tomb Raidera

    Bethesda i studio MachineGames – ci sami ludzie, którzy dali nam genialne odsłony Wolfensteina – podjęli dość ryzykowną decyzję. Zamiast widoku zza pleców, do którego przyzwyczaiły nas gry przygodowe w stylu Uncharted, tutaj patrzymy na świat bezpośrednio oczami Indy'ego. Na początku byłem do tego nastawiony sceptycznie, ale po kilku godzinach zabawy muszę przyznać, że to ma sens. Kiedy rozwiązujemy zagadki manualne albo okładamy nazistów pięściami, immersja jest niesamowita.

    Akcja gry zabiera nas do roku 1937. Fabularnie wpasowano się idealnie pomiędzy wydarzenia z Poszukiwaczy zaginionej Arki a Ostatnią krucjatą. Indy jest więc u szczytu formy, a my ruszamy w podróż dookoła globu – od Rzymu, przez Egipt, aż po ośnieżone szczyty Himalajów.

    Czego możecie się spodziewać w rozgrywce?

    • Klasycznego okładania przeciwników pięściami (czuć ciężar każdego ciosu)
    • Skradania się i przebieranek (np. w mundur wroga lub stroje cywilne)
    • Zagadek środowiskowych, które wymagają chwili pomyślunku
    • I oczywiście używania bicza, zarówno do walki, jak i przemieszczania się
    Mężczyzna w brązowym kapeluszu i kamizelce, zamyślony, na tle zachodzącego słońca w górach.

    Co z innymi konsolami?

    Tutaj robi się ciekawie. Choć teraz bawią się posiadacze sprzętu Microsoftu, to wyłączność jest tylko czasowa. Posiadacze PlayStation 5 muszą uzbroić się w cierpliwość do wiosny – premiera na sprzęt Sony przewidziana jest na 17 kwietnia 2025 roku.

    Jeszcze bardziej intrygująca jest kwestia sprzętu Nintendo. Zgodnie z najnowszymi informacjami, gra ma trafić na następcę Switcha (nazywanego roboczo Switch 2). Data, która pojawia się w doniesieniach, to 12 maja 2026 roku. Wygląda na to, że przygoda Indy'ego będzie żyła jeszcze długo po premierze.

    Rozwikłaj jedną z największych tajemnic historii w pierwszoosobowej, solowej przygodzie… mroczne siły przemierzają świat w poszukiwaniu tajemnicy starożytnej mocy związanej z Wielkim Kręgiem – czytamy w oficjalnym opisie gry.

    Czy warto zagrać? Jeśli wychowaliście się na filmach Spielberga, to odpowiedź jest prosta. Gra ocieka klimatem tamtych produkcji, od muzyki, przez dialogi, aż po ten specyficzny humor Jonesa. To kawał solidnej przygody dla jednego gracza, a takich gier nigdy za wiele.

    Źródła

  • Epic Games Store z rekordowym rokiem 2025. Gracze wydali tam ponad miliard dolarów

    Epic Games Store z rekordowym rokiem 2025. Gracze wydali tam ponad miliard dolarów

    Wygląda na to, że Epic Games Store ma za sobą naprawdę udane dwanaście miesięcy. Właśnie dowiedzieliśmy się, że w 2025 roku gracze wydali w tym sklepie rekordową kwotę 1,16 miliarda dolarów. To wzrost o 6% w porównaniu do roku poprzedniego.

    Można by pomyśleć, że to tylko zasługa mikrotransakcji w Fortnite, ale rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. I szczerze mówiąc, znacznie ciekawsza dla rynku PC.

    Nie tylko darmówki

    Przez lata panowało przekonanie, że na Epica wchodzi się tylko po to, by odebrać darmową grę tygodnia i uciec. Tymczasem najnowsze dane sugerują, że nasze przyzwyczajenia zaczynają się zmieniać. Wydatki na gry firm trzecich – czyli wszystko to, co nie zostało wyprodukowane przez Epic – wystrzeliły w górę.

    Mówimy tu o kwocie 400 milionów dolarów wydanych na tytuły zewnętrzne. To potężny skok o 57% w porównaniu do 2024 roku.

    Biblioteka sklepu też mocno spuchła. Obecnie w ofercie znajduje się ponad 6000 gier. Wybór jest więc ogromny, co pewnie tłumaczy, dlaczego coraz więcej osób decyduje sięgnąć tam do portfela.

    Infografika Epic Games Store 2025 Year in Review przedstawiająca kluczowe statystyki: ponad 317 milionów użytkowników PC, prawie 972 miliony kont cross-platformowych, 78 milionów MAU w grudniu 2025, 6.65 miliarda godzin rozgrywki w grach ze sklepu, 1.16 miliarda dolarów wydanych przez graczy na gry w Epic Games Store, 100 darmowych gier oferowanych, 662 miliony odebranych darmowych gier, średnia wartość odkupionych gier na gracza wynosząca 2316 dolarów. Pokazuje również dane dotyczące obserwujących na platformach społecznościowych (@epicgames) oraz listę najpopularniejszych gier PC w 2025 roku.
    Źródło: cdn.mos.cms.futurecdn.net

    Miliony godzin przed ekranem

    Liczby aktywnych użytkowników również robią wrażenie. W grudniu 2025 roku sklep odwiedziło w szczytowym momencie 78 milionów aktywnych użytkowników PC miesięcznie.

    Co więcej, łącznie spędziliśmy w ekosystemie Epica 6,65 miliarda godzin. Z tego aż 2,78 miliarda godzin przypadło na gry firm trzecich. To pokazuje, że platforma staje się czymś więcej niż tylko launcherem dla jednej gry Battle Royale.

    Nadchodzi wielki remont

    Epic podzielił się też planami na przyszłość, które – nie ukrywajmy – brzmią jak spełnienie próśb społeczności. Latem 2026 roku mamy zobaczyć przebudowę launchera.

    Firma zapowiedziała kilka kluczowych zmian:

    • Całkowita przebudowa klienta sklepu latem 2026
    • Wprowadzenie czatu głosowego w drugim kwartale roku
    • Nowe promocje powiązane z Fortnite

    Wygląda na to, że Epic Games Store powoli, ale skutecznie, cementuje swoją pozycję na rynku. Oczywiście Steam wciąż jest królem, ale konkurencja jeszcze nigdy nie radziła sobie tak dobrze finansowo.

    Źródła

  • Xbox Game Pass żegna się z siedmioma grami. Usunięcia już dziś, 31 stycznia

    Xbox Game Pass żegna się z siedmioma grami. Usunięcia już dziś, 31 stycznia

    „31 stycznia 2026 roku (z możliwością krótkiego przedłużenia sesji po oficjalnej godzinie usunięcia).”, katalog Xbox Game Pass ulega znaczącemu okrojeniu. To stały, miesięczny rytuał serwisu, ale tym razem do odstrzału trafiło aż siedem różnych produkcji.

    Grający w nie do północy mają jeszcze szansę dokończyć swoje sesje. Microsoft zwykle daje krótką „dogrywkę” po oficjalnej godzinie usunięcia, ale lepiej nie liczyć na cuda.

    Które gry odchodzą?

    Lista gier usuwanych dziś z Game Pass jest całkiem zróżnicowana. Znajdziemy na niej zarówno indie-dzieła z świetnymi ocenami, jak i rodzinne produkcje.

    – Citizen Sleeper 2: Starward Vector
    – Starbound
    – Lonely Mountains: Snow Riders
    – Cataclismo
    – Orcs Must Die! Deathtrap
    – PAW Patrol World
    – Shady Part of Me

    „Cztery z tych tytułów, w tym Citizen Sleeper 2: Starward Vector (narracyjna RPG), cieszą się wysokimi ocenami w agregatorach jak OpenCritic (ok. 80/100).”

    Dlaczego to nie jest zła wiadomość?

    Mogłoby się wydawać, że utrata siedmiu gier to duży cios dla wartości subskrypcji. Ale liczby mówią co innego.

    Styczeń 2026 był naprawdę hojnym miesiącem dla Game Pass. „Do katalogu dodano liczne nowe pozycje (np. blisko 50 w chmurze na początku roku), co przewyższa liczbę usunięć.” Nawet po odjęciu wszystkich usunięć, subskrybenci wariantu Ultimate wyszli na tym z sześcioma grami na plusie.

    To pokazuje, jak działa ten model biznesowy. Rotacja jest stała, ale ogólny trend wciąż zmierza ku wzrostowi biblioteki.

    Warto dodać, że „Średni czas obecności tych gier w usłudze wynosi około dziewięciu miesięcy (np. Cataclismo i PAW Patrol World dodane we wrześniu 2025).”

    Co z zakupem tych gier?

    Standardowo Microsoft oferuje wyjście awaryjne dla graczy zakończonych fabułą. Aktywni subskrybenci mogą kupić którąkolwiek z odchodzących gier ze stałą zniżką wynoszącą 20%.

    Ta promocja obowiązuje do momentu, aż gra faktycznie zniknie z katalogu. Jeśli więc ktoś właśnie kończył rozgrywkę i chce zatrzymać tytuł na stałe w swojej bibliotece, ma na to ostatnie godziny.

    A co dalej? Luty już puka do drzwi.

    Rotacja to nie tylko odejścia, ale i nowe przyjścia. I tu też są dobre wieści.

    Usunąć lub zweryfikować; brak danych o Indika w Game Pass na tę datę. – intrygująca gra przygodowa osadzona w alternatywnej Rosji początku XX wieku. Usunąć lub zweryfikować; brak danych o premierze Final Fantasy II w usłudze.

    A jeśli komuś mało, to Usunąć lub zweryfikować; brak danych o Menace w Game Pass. Wygląda na to, że luty zaczyna się równie dynamicznie jak skończył styczeń.

    Czy warto się więc martwić comiesięcznymi usunięciami? Chyba nie. To po prostu naturalny cykl życia subskrypcyjnej platformy gamingowej. Ważniejsze jest to, że bilans miesiąca pozostaje pozytywny dla gracza.

    Źródła

  • Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Code Vein 2: Data premiery ustalona. Czekamy na powrót anime soulslike’a

    Dla wszystkich, którzy od 2019 roku czekali na kontynuację mrocznej, anime-stylizowanej przygody, mam świetne wieści. Premiera standardowej edycji odbędzie się 30 stycznia 2026, ale wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate jest już dostępny od 26-27 stycznia 2026 w zależności od regionu i platformy., będziemy mogli ponownie wcielić się w łowcę Zjaw na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S. A właściwie, pozwólcie, że doprecyzuję – 30 stycznia to data dla standardowej edycji. Wczesny dostęp dla edycji Deluxe i Ultimate rozpoczął się 27 stycznia 2026 o określonych godzinach regionalnych (np. 15:00 PST) i jest już dostępny. To całkiem niezły prezent na koniec stycznia, prawda?

    Po co właściwie czekaliśmy te siedem lat? No cóż, oryginalne Code Vein, mimo że bywało nazywane 'anime soulsem’, zdobyło sobie wierną grupę fanów właśnie przez swój unikalny styl i klimat. I właśnie ten klimat ma powrócić w sequelu, ale z solidną porcją nowości. Fabuła przenosi nas w świat po katastrofie zwanej Resurgence. Świat gry osadzony jest w postapokaliptycznym otoczeniu z Revenantami i nowymi zagrożeniami jak Horrory, z naciskiem na podróże w czasie między przeszłością a teraźniejszością, bez potwierdzonego szczegółu o „Luna Rapacis”. I tu właśnie pojawia się nasza rola – jako łowca Zjaw musimy powstrzymać upadek świata. Nie będzie to jednak proste zadanie.

    Co jest naprawdę ciekawe w tym sequelu? Otóż tym razem nie będziemy podróżować samotnie. Lou MagMell (poprawna pisownia: MagMell z małym „l”). To nie jest tylko gadżet fabularny – zdolności Lou mają być integralną częścią rozgrywki. Chociaż szczegóły mechaniki nie są jeszcze w pełni ujawnione, sama możliwość wpływania na czas w grze souls-like brzmi jak przepis na naprawdę kreatywne walki z bossami i eksplorację. To może być ten element, który wyróżni Code Vein 2 na tle innych gier z tego gatunku.

    Walka też ma przejść ewolucję. Deweloperzy zapowiadają nowy Reaper Jail to nowa mechanika w ramach systemu Jails, umożliwiająca ataki kosą i kontry., który ma oferować bardziej dynamiczne i złożone starcia. Do tego dochodzą formy Bequeathed, które prawdopodobnie pozwolą nam jeszcze głębiej dostosowywać styl walki i umiejętności naszej postaci. A skoro już o personalizacji mowa – twórcy obiecują jej więcej niż w pierwszej części. Możemy spodziewać się szerszych opcji tworzenia bohatera, a także bardziej rozbudowanej kooperacji. W końcu wspólne pokonywanie wyzwań to jeden z filarów serii.

    Świat gry pozostanie wierny postapokaliptycznym korzeniom, ale wszystko wskazuje na to, że będzie większy i bardziej otwarty do eksploracji. To, co widzieliśmy w zapowiedziach, prezentuje tę samą charakterystyczną, gotycko-anime’ową estetykę, ale w nowej, shinierzej odsłonie, dostosowanej do możliwości obecnej generacji konsol.

    Pytanie, które może się nasuwać, brzmi: czy warto od razu inwestować w droższe edycje dla wczesnego dostępu? To zależy od tego, jak bardzo jesteście głodni nowości. Standardowa premiera 30 stycznia i tak jest tuż za rogiem, a różnica kilku dni to raczej nie jest wieczność. Ale jeśli nie możecie się doczekać i macie ochotę na dodatkową zawartość, jak na przykład soundtrack czy jakieś kosmetyczne dodatki, to wersje Deluxe i Ultimate są stworzone właśnie dla was.

    Podsumowując, Code Vein 2 kształtuje się na jedną z ciekawszych premier początku 2026 roku. Bandai Namco bierze to, co sprawdziło się w pierwszej części – czyli połączenie wymagającej, soulsopodobnej walki z unikalnym klimatem i fabułą – i stara się to ulepszyć o nowe mechaniki, głębszą personalizację i bogatszy świat. Czy im się to uda? Przekonamy się już za niecały rok. Ja osobiście mam nadzieję, że ta gra okaże się godnym następcą i da fanom gatunku solidną, emocjonującą przygodę. Kalendarz na koniec stycznia 2026 wygląda naprawdę obiecująco.

    Źródła

  • Cairn wchodzi na szczyt: Dziś premiera realistycznej symulacji wspinaczki na PC i PS5

    Cairn wchodzi na szczyt: Dziś premiera realistycznej symulacji wspinaczki na PC i PS5

    No i stało się. Po krótkim, ale jak się okazuje potrzebnym, opóźnieniu, gra Cairn od studia The Game Bakers jest już oficjalnie dostępna. Jeśli szukacie czegoś innego niż kolejny strzelany skok w przyszłość lub fantasy RPG, to ta pozycja może was bardzo zainteresować. A właściwie to powinna. Bo to nie jest gra o wspinaczce. To jest gra, która stara się być wspinaczką.

    Co mam na myśli? Cóż, Cairn określane jest jako „nastawiona na realizm symulacja”. I to nie są puste słowa. Wcielamy się w zawodową alpinistkę o imieniu Aava, która postanawia zmierzyć się z niezdobytą dotąd górą Kami. I od razu powiem – nie będzie to spacer po płaskim terenie. Rozgrywka opiera się na naprawdę drobiazgowym kontrolowaniu ruchów naszej bohaterki. Chodzi o wyszukiwanie punktów oparcia, płynne ustawianie dłoni i stóp, a także pilnowanie postawy, wysiłku i tego całego balansu. To brzmi skomplikowanie? Może trochę. Ale twórcy obiecują, że sterowanie ma być intuicyjne i naturalne. Po prostu musimy myśleć jak wspinacz.

    A co jest naprawdę ciekawe? Błędy mają tu swoje konsekwencje. Poważne. Chwila nieuwagi, źle oszacowana chwytność skały, przemęczenie – wszystko to może skończyć się szybkim i bardzo nieprzyjemnym lotem w dół. To nie jest gra, w której po prostu przytrzymujemy przycisk, żeby iść do góry. Tu trzeba planować.

    I właśnie o planowaniu mowa. Jednym z kluczowych elementów Cairn jest swoboda w wyborze własnej drogi na szczyt. Możemy wcześniej rozpoznawać ściany z poziomu ziemi, analizować trasę i decydować, jak podejść do danego problemu. To trochę jak rozwiązywanie wielkiej, pionowej łamigłówki. I podobno poziom trudności da się regulować, więc nie musicie od razu rzucać się na najtrudniejszą wersję.

    Ale przecież sama technika to nie wszystko, prawda? Prawdziwa wyprawa wysokogórska to też walka o przetrwanie. I tutaj Cairn mocno czerpie z konwencji survivalu. Musimy zarządzać naszymi zasobami. I mówię tu o bardzo konkretnych rzeczach: o hakach (czyli pitonach), kredzie, taśmie na palce. Musimy pilnować zapasów jedzenia i wody, a także leków. W trakcie dłuższej wspinaczki będziemy zakładać obozy, żeby odpocząć, i eksplorować okolicę w poszukiwaniu materiałów potrzebnych do kontynuowania podróży. To dodaje całej zabawie zupełnie nowej, strategicznej warstwy. Nie chodzi tylko o to, gdzie postawić stopę, ale też o to, czy starczy nam sił i sprzętu, żeby w ogóle tam dotrzeć.

    Article image

    A gdzie w tym wszystkim jest historia? Oczywiście też jest. W trakcie wyprawy Aava będzie prowadzić rozmowy z napotkanymi osobami, a całość przetykana jest wątkami związanymi z historią samej góry Kami. Pojawia się też pytanie o cenę, jaką bohaterka jest gotowa zapłacić za realizację swojego celu. Twórcy szacują, że przejście głównej ścieżki zajmie około 15 godzin. A dla tych, którzy zechcą sprawdzić się jeszcze raz, przygotowano tryb Ekspedycji, który ma oferować sporą dozę powtarzalności.

    Warto wspomnieć, że premiera nieco się opóźniła. Pierwotnie gra miała ukazać się w listopadzie zeszłego roku. Studio The Game Bakers zdecydowało się jednak przełożyć wydanie, żeby dodać ostatnie szlify i – co ciekawe – zaktualizować demo, dodając do niego tak zwane „dusze” innych graczy. To taki fajny, społecznościowy element, który pozwala zobaczyć ślady czyichś wcześniejszych prób.

    Cairn kupicie dziś, 29 stycznia 2026, na platformie Steam na PC oraz w PlayStation Store na konsolę PS5. To kolejny, bardzo charakterystyczny projekt od zespołu, który dał nam między innymi świetną, rytmiczną strzelankę Furi i piękną, emocjonalną podróż w Griss. Widać, że lubią podejmować ryzyko i eksperymentować z gatunkami. Tym razem postawili na realizm, precyzję i ten specyficzny dreszczyk emocji, który towarzyszy prawdziwej wspinaczce. Czy im wyszło? Cóż, to już musicie sprawdzić sami, sięgając po gaś lub liny. W tym przypadku to właściwie to samo.

    Źródła

  • Premiera The Seven Deadly Sins: Origin przesunięta – darmowe RPG anime czeka na lepszą wersję

    Premiera The Seven Deadly Sins: Origin przesunięta – darmowe RPG anime czeka na lepszą wersję

    No cóż, styczeń 2026 miał być dla fanów anime RPG całkiem ciekawy. Wśród wielu premier, Oryginalna data premiery to 28 stycznia 2026 (potwierdzone w większości źródeł), choć jedno źródło wspomina o 27 stycznia. – darmowego, kooperacyjnego RPG z otwartym światem od Netmarble. Gra miała trafić jednocześnie na PS5, PC (przez Steam) i telefony (iOS oraz Android). To brzmiało jak solidny plan na koniec miesiąca, prawda?

    Ale tutaj pojawia się małe, a właściwie całkiem spore 'ale’. Okazuje się, że ten plan się zmienia. Netmarble (wraz z Netmarble F&C) zdecydowało się przesunąć premierę. na marzec 2026. Dlaczego? Cóż, to w sumie dobra wiadomość, choć na pewno rozczarowująca dla tych, którzy już odliczali dni.

    Powód jest taki, że pod koniec 2025 roku odbył się zamknięty beta test. I tu zaczyna się cała historia. Gracze, którzy w nim uczestniczyli, przekazali swoją opinię. A twórcy, co ważne, postanowili tej opinii posłuchać. Zgodnie z informacjami od Netmarble (w tym od producenta wykonawczego Do-Hyung Koo wg kontekstu), zespół skupia się na poprawie…, zespół chce skupić się na poprawieniu kilku kluczowych elementów. Chodzi o intuicyjność walki, responsywność sterowania, przejrzystość interfejsu i ogólny poziom dopracowania. Mówiąc prościej: chcą, żeby gra po prostu lepiej się grało, zanim trafi do wszystkich.

    To trochę tak, jakbyście zamówili pyszne ciasto, a cukiernik przed podaniem powiedział 'chwileczkę, dodam jeszcze odrobinę więcej kremu i równiej pokroję’. Może i trzeba poczekać, ale efekt finalny powinien być lepszy.

    Co ciekawe, gra jest darmowa. To model free-to-play, więc nikt nie musi za nią płacić z góry. Netmarble ma już doświadczenie w takich projektach, więc można się spodziewać, że monetizacja będzie opierała się na mikropłatnościach za kosmetyki czy przyspieszenie postępu. Ale póki co, to tylko domysły.

    Warto wspomnieć, że The Seven Deadly Sins: Origin to nie jest pierwsza gra z tego uniwersum. Sam serial anime ma już spore grono fanów. Tym razem dostajemy pełnoprawną przygodę RPG w otwartym świecie, z możliwością gry w kooperacji. Można by pomyśleć, że to po prostu kolejna adaptacja, ale pomysł na połączenie tego z rozległym światem i wspólną zabawą z przyjaciółmi brzmi naprawdę zachęcająco.

    No dobrze, a co z tymi wszystkimi platformami? Na szczęście tu nic się nie zmienia. Gra nadal ma zadebiutować globalnie i jednocześnie na wszystkich zaplanowanych platformach: PlayStation 5, komputerach osobistych przez Steam oraz na urządzeniach mobilnych z systemami iOS i Android. To całkiem niezły wyczyn, biorąc pod uwagę różnice między tymi urządzeniami.

    I jeszcze jedna ważna rzecz: pre-rejestracje cały czas są otwarte. Jeśli jesteście ciekawi i chcecie być na bieżąco, możecie zapisać się na oficjalnej stronie gry lub w sklepach aplikacji. Często za taką wcześniejszą rejestrację studia oferują jakieś bonusy, drobne nagrody czy po prostu powiadomienie w dniu premiery.

    Co teraz? Czekamy. Marzec 2026 nie jest jakoś strasznie odległy, ale na pewno wymaga od fanów odrobinę więcej cierpliwości. Z drugiej strony, lepiej dostać dopracowany produkt niż coś, co wymaga dziesiątek poprawek po premierze. Historie z grami wypuszczanymi w pośpiechu i później łatanych przez miesiące nie są niczym nowym.

    Można by zapytać, czy to opóźnienie jest czymś złym? W mojej opinii, niekoniecznie. Pokazuje, że twórcy traktują feedback od graczy poważnie. W branży gier czasami lepiej poczekać te kilka tygodni, żeby później nie żałować.

    Tak więc, jeśli planowaliście spędzić koniec stycznia eksplorując świat Siedmiu Grzechów Głównych z przyjaciółmi, musicie zmienić plany na nieco później. Ale pamiętajcie, że do marca nie jest tak daleko. A może w międzyczasie uda się nadrobić inne tytuły z waszej listy? Styczeń 2026 i tak zapowiada się całkiem ciekawie pod względem premier, ale o tym już w innym artykule.

    Na razie pozostaje śledzić oficjalne kanały Netmarble i czekać na więcej informacji. Kto wie, może jeszcze przed marcową premierą zobaczymy nowy gameplay czy jakieś szczegóły dotyczące fabuły. A póki co, warto zarejestrować swoje zainteresowanie. W końcu darmowa, wieloplatformowa gra RPG w stylu anime to propozycja, którą trudno całkiem zignorować.

    Źródła

  • Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    Pathologic 3 już w sklepach. Survival z epidemią i podróżą w czasie podbija Steam

    No i stało się. Dziewiątego stycznia, dokładnie tak jak zapowiadano, na platformy Steam i PlayStation 5 wjechało Pathologic 3. To wydarzenie, na które fani niepokojących, wymagających gier czekali od dawna. Jeśli szukacie czegoś, co nie będzie zwykłym spacerkiem po pięknych lokacjach, to trafiliście pod dobry adres. Ice-Pick Lodge znowu postanowiło nas solidnie zdenerwować, i to z pełnym przekonaniem.

    O co w tym wszystkim chodzi? Wcielacie się w lekarza, który trafia do odizolowanego, mrocznego miasta. A tam, proszę państwa, szaleje epidemia. Waszym zadaniem jest nie tylko przetrwać, ale i znaleźć lekarstwo, negocjować z mieszkańcami i odkrywać mroczne sekrety tego miejsca. To survival w czystej postaci – musicie pilnować głodu, zmęczenia i zdrowia, a każda decyzja ma swoje konsekwencje. Brzmi jak solidny plan na stresujący wieczór, prawda?

    Ale tu pojawia się największa nowość, o której wszyscy mówią. Pathologic 3 wprowadza mechanikę podróży w czasie. To nie jest po prostu ładny dodatek. Chodzi o to, że możecie eksplorować różne ścieżki fabularne, cofać się i sprawdzać, co by było, gdybyście podjęli inną decyzję. To zmienia kompletnie reguły gry. Nie chodzi już tylko o to, by przeżyć ten jeden dzień, ale o to, by zrozumieć splot wydarzeń i znaleźć najlepszą, a może najmniej tragiczną, drogę przez koszmar. Gra niemalże zachęca do ponoszenia porażek, żeby później je naprawiać. To dość odważne posunięcie.

    Jak przyjęli to gracze? Na Steamie widać wyraźne uznanie. Według różnych źródeł, pozytywne oceny oscylują wokół 79 do 82 procent. To całkiem solidny wynik, biorąc pod uwagę, że Pathologic nigdy nie było grą dla mas. Recenzenci i gracze chwalą głębię fabularną, klimat i właśnie te nowe mechaniki czasowe. Narzekają za to na pewną nieprzystępność i wysoką trudność, ale cóż – tego można się było spodziewać po studiu, które słynie z nieszablonowych projektów.

    A co z konsolami? Tu sprawa jest ciekawa. Premiera na PS5 odbyła się równolegle z wersją PC. Jednak właściciele konsoli Microsoftu muszą uzbroić się w cierpliwość. Wersja na Xbox Series X i S pojawi się dopiero 23 stycznia, czyli za niecałe dwa tygodnie. To pewne utrudnienie dla graczy, którzy wolą pudełko pod telewizorem, ale przynajmniej mają konkretną datę.

    Czy warto po nie sięgać? To zależy, czego szukacie. Jeśli lubicie gry, które stawiają przed wami trudne moralnie wybory, które wymagają myślenia i planowania każdego kroku, i które potrafią zbudować niepokojącą, gęstą atmosferę – to Pathologic 3 będzie strzałem w dziesiątkę. To nie jest rozrywka na relaks po pracy. To bardziej doświadczenie, które was wciągnie i pewnie niejednokrotnie zirytuje. Ale takie właśnie miało być.

    Studio Ice-Pick Lodge ma już na koncie takie tytuły jak oryginalne Pathologic czy The Void, więc wiedzą, jak tworzyć unikalne światy. Pathologic 3 wydaje się naturalną ewolucją ich pomysłów, z dodatkiem nowoczesnej mechaniki, która naprawdę wnosi coś świeżego do gatunku.

    Na koniec warto dodać, że styczeń 2026 w ogóle obfituje w ciekawe, niszowe premiery. Pathologic 3 jest chyba najgłośniejszą z nich, ale na liście są też tytuły jak Quarantine Zone: The Last Check czy Cairn. To dobry miesiąc dla graczy szukających czegoś innego niż kolejny odcinek wielkich, corocznych serii.

    Podsumowując, Pathologic 3 jest już dostępne. Przygotujcie się na walkę z czasem, chorobą i własnymi decyzjami. A jeśli gracie na Xboxie, to musicie jeszcze trochę poczekać – ale podobno dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają. A w tym przypadku, sądząc po reakcjach na Steamie, naprawdę mogą być dobre.

    Źródła

  • Styczeń 2026 kończy się mocnym uderzeniem: anime RPG i ekstrakcyjny horror

    Styczeń 2026 kończy się mocnym uderzeniem: anime RPG i ekstrakcyjny horror

    Styczeń w grach to często taki miesiąc testowania. Po świętach i sylwestrze mamy trochę czasu, żeby sprawdzić coś nowego, może mniej oczywistego. Czasem trafimy na perełkę, a czasem na przelotną przygodę. No i właśnie pod koniec tego miesiąca, w 2026 roku, czekają na nas dwie premiery, które są od siebie tak różne, że aż trudno uwierzyć, iż dzieli je tylko jeden dzień.

    Mówię tu oczywiście o 'The Seven Deadly Sins: Origin’ i 'The Midnight Walkers’. Pierwsza z nich, 'Origin’, wchodzi do sklepów 28 stycznia. To gra od Netmarble F&C, która próbuje przenieść świat popularnego anime 'Siedem Grzechów Głównych’ w formę otwartego świata. I tu jest ciekawa rzecz, bo to nie będzie tylko kolejna prosta bijatyka. Deweloperzy zapowiadają elementy MMO i PvP. Wyobraźcie sobie eksplorację Britannii, walkę z potworami, a może i z innymi graczami? Brzmi ambitnie. Co ważne, gra ma być darmowa i trafić praktycznie wszędzie: na Androida, iOS-a, PC i PlayStation 5. Na PS5 dostępna jest pre-rejestracja, ale nie przedsprzedaż w związku z opóźnieniem premiery do marca 2026.

    Następnego dnia, 29 stycznia, atmosfera zmienia się diametralnie. Wtedy swoją premierę ma 'The Midnight Walkers’. I tutaj trzeba wyjaśnić jedną rzecz – extraction FPS to taki gatunek, gdzie wchodzisz na arenę, zbierasz cenne łupy, a potem musisz się z niej wydostać żywym, często rywalizując z innymi graczami i sztuczną inteligencją. To ten sam rodzaj napięcia co w grach jak 'Escape from Tarkov’ czy 'Hunt: Showdown’. 'The Midnight Walkers’ zapowiada się właśnie jako taka PvPvE, czyli Player versus Player versus Environment, mieszanka. Klimat ma być mroczny, pewnie pełen niepewności i nagłych starć. To zupełnie inny rodzaj adrenaliny niż w kolorowym świecie anime RPG.

    Co jest naprawdę ciekawe w tym zestawieniu? To pokazuje różnorodność oferty na samym początku roku. Z jednej strony mamy dużą, licencjonowaną produkcję anime, która chce przyciągnąć fanów serii i oferuje im rozległy świat do zwiedzania. Z drugiej – konkurencyjną, pewnie bardziej niszową strzelankę, która stawia na napięcie i ryzyko. To taki mały festiwal dla dwóch różnych typów graczy.

    Article image

    Przeglądając kalendarz premier na koniec stycznia 2026, widać, że to nie są jedyne tytuły. Tego samego dnia co 'The Midnight Walkers’ wchodzi też 'Cairn’, survivalowy wspinacz od Game Bakers, oraz 'City Tales: Medieval Era’, czyli city-builder. Ale te dwie gry, o których mówimy, wydają się szczególnie wyróżniać skalą i konkretnymi fanami, którzy na nie czekają.

    Pytanie, które może się nasuwać, brzmi: czy warto od razu rzucać się na te premiery? Autorzy kalendarzy premier, jak ten z WymieńGry.pl, często radzą zdrowy dystans. Zwłaszcza że 'The Seven Deadly Sins: Origin’, mimo że darmowe, może mieć system mikropłatności, a 'The Midnight Walkers’ jako extraction FPS bywa gatunkiem wymagającym i nie dla każdego. Dobrze jest poczekać na pierwsze recenzje i gameplaye po premierze, żeby zobaczyć, jak te gry faktycznie działają w praktyce. Marketingowe trailery potrafią obiecywać wiele, a rzeczywistość bywa inna.

    No ale nie oszukujmy się, sam początek roku to idealny moment na takie eksperymenty. Mamy świeżą energię, może trochę czasu po świętach. Sprawdzenie czegoś nowego, czy to będzie rozległy świat RPG, czy nerwowa rozgrywka extraction shooter, może być świetnym sposobem na rozruszanie nowego, gamingowego roku.

    Podsumowując, koniec stycznia 2026 zapowiada się naprawdę interesująco. Dla fanów 'Siedmiu Grzechów Głównych’ i ogólnie anime RPG, 28 stycznia to data do zapisania w kalendarzu. Dla miłośników mrocznego napięcia, rywalizacji i ekstrakcji cennych przedmiotów pod ostrzałem, kluczowy będzie dzień następny. I tak oto, w ciągu zaledwie 48 godzin, dostaniemy dwa bardzo różne światy do sprawdzenia. A to chyba najlepsze, co może nas spotkać na starcie nowego roku – wybór.

    Źródła