Autor: redakcja

  • Kingdom Come: Deliverance 2 w Game Pass? Microsoft bawi się w kotka i myszkę z fanami

    Kingdom Come: Deliverance 2 w Game Pass? Microsoft bawi się w kotka i myszkę z fanami

    Na oficjalnym profilu Xbox Game Pass na platformie X pojawiła się grafiką, która od razu rozbudziła spekulacje. To screen fikcyjnego maila wewnętrznego, podpisany przez Melissa McGamepass. Wiadomość zatytułowana "More March announcements" zawiera intrygujący fragment.

    Jest tam mowa o "czymś dużym", co ma zostać "deliverance'd" do usługi. Aby podkręcić atmosferę, jest też dopisek, żeby odbiorcy trzymali tę informację dla siebie. I to właśnie to angielskie słowo "deliverance" jest kluczowe.

    Fani błyskawicznie połączyli kropki. "Deliverance" to oczywiste nawiązanie do tytułu Kingdom Come: Deliverance 2. Sprawę jeszcze bardziej podgrzało oficjalne konto usługi, które skomentowało grafikę podpisem: "huh, that's a weird way to spell 'delivered'". To kolejna, dość wyraźna gra słów.

    Dlaczego to ma sens

    To nie jest pierwszy raz, kiedy Microsoft używa takiego chwytu marketingowego. Postać fikcyjnej specjalistki PR, Melissy McGamepass, pojawiała się już wcześniej. Za każdym razem jej "maile" i żartobliwe wpisy poprzedzały zapowiedzi naprawdę dużych tytułów trafiających do usługi.

    Dodatkowym argumentem jest fakt, że pierwsza część serii, Kingdom Come: Deliverance, właśnie dołączyła do katalogu Game Pass. Wprowadzenie tam sequela, zwłaszcza tak dobrze przyjętego, byłoby bardzo logicznym i naturalnym posunięciem.

    Warto dodać, że Kingdom Come: Deliverance 2 zebrało bardzo dobre recenzje po premierze. To rozbudowane action RPG z otwartym światem, stworzone przez czeskie Warhorse Studios. Gra kontynuuje historię Henryka, przenosząc graczy ponownie do XV-wiecznych Czech.

    Świat gry jest jeszcze bardziej rozległy niż w oryginale, oferując nowe lokacje i znacząco odświeżone mechaniki. Dla wielu graczy, którzy jeszcze nie mieli okazji w nią zagrać, pojawienie się w abonamencie byłoby świetną okazją.

    Jak działa ta marketingowa zagrywka

    Microsoft od lat stosuje podobne, lekkie i żartobliwe metody, aby podgrzewać atmosferę przed dużymi ogłoszeniami. To rodzaj gry z zaangażowaną społecznością, która śledzi każdy ruch firmy. Takie "mrugnięcia okiem" budują oczekiwanie i generują darmowy rozgłos w mediach społecznościowych.

    Ciekawe jest to, że teaser pojawił się w połowie lutego. To moment, w którym często pojawiają się zapowiedzi kolejnych gier, które mają trafić do usługi. Ostatnie ogłoszenia dla Game Pass zawsze są wyczekiwane, bo często zawierają prawdziwe perełki.

    Strategia Microsoftu jasno pokazuje, jak ważny jest dla firmy model subskrypcyjny. Dodanie takiego hitu jak Kingdom Come 2 byłoby mocnym argumentem za utrzymaniem abonamentu.

    Co wiemy o grze

    Dla tych, którzy nie śledzili premier, krótkie przypomnienie. Kingdom Come: Deliverance 2 to sequel kultowego, historycznego RPG-a, który zaskarbił sobie fanów realizmem i wciągającą fabułą.

    Kluczowe cechy gry to:

    • Ogromny, otwarty świat inspirowany historycznymi Czechami
    • Zaawansowany system walki, wymagający precyzji i taktyki
    • Rozbudowany system rozwoju postaci i dialogów
    • Wierne odwzorowanie realiów XV wieku
    • Kontynuacja osobistej historii Henryka z Skałki

    Gra zdobyła bardzo dobre recenzje, chwaląc ją za głębię, realizm i poprawę techniczną względem pierwszej części. Jej potencjalne trafienie do Game Pass byłoby prawdziwym świątecznym prezentem dla subskrybentów.

    Oczywiście, póki co to tylko spekulacje oparte na teaserze. Microsoft nie potwierdził jeszcze oficjalnie, że Kingdom Come: Deliverance 2 trafi do Game Pass. Jednak historia uczy, że gdzie jest dym, tam zwykle jest i ogień. A tutaj dymu jest całkiem sporo.

    Wszystko powinno się wyjaśnić w ciągu najbliższych dni, kiedy firma tradycyjnie ogłasza, jakie tytuły zasilą usługę. Wtedy przekonamy się, czy fani mieli rację, a Kingdom Come: Deliverance 2 rzeczywiście zostanie "delivered" do abonentów.

    Źródła

  • Konami ma wielkie plany dla Castlevanii: Belmont’s Curse to dopiero początek

    Konami ma wielkie plany dla Castlevanii: Belmont’s Curse to dopiero początek

    Konami w końcu odkurza jeden ze swoich najcenniejszych klejnotów. Po latach, w których Castlevania wydawała się zapomnianą serią, firma ogłosiła nową grę, która ma uczcić 40-lecie serii. Castlevania: Belmont's Curse, planowana na 2026 rok, to nowy rozdział w historii marki.

    Warto dodać, że sam powrót do 2D formuły to świetna wiadomość dla fanów klasycznych części. Belmont's Curse będzie grą akcji z eksploracją w duchu Symphony of the Night, ale z nowym, kolorowym, gotyckim artystyle. Akcja rozgrywa się w XV-wiecznym Paryżu, 23 lata po wydarzeniach z Castlevania III: Dracula's Curse.

    Co wiemy o samej grze?

    Gra ma trafić na PlayStation 5, Xbox Series X|S, PC i Nintendo Switch. Jej rozwój prowadzony jest przez studio Evil Empire, znane z Dead Cells, we współpracy z Motion Twin, twórcami właśnie tej gry. To ciekawe połączenie sił, które dobrze rokuje, jeśli chodzi o płynność i satysfakcję z rozgrywki.

    Gracze wcielą się w następcę Trevora Belmonta, która będzie władała legendarnym biczem Vampire Killer. Whip nie będzie służył tylko do walki. To również narzędzie do przemieszczania się i rozwiązywania zagadek środowiskowych. Twórcy obiecują strategiczne podejście do walki i głęboką eksplorację.

    Dlaczego to ważny powrót?

    Oświadczenie Konami skupia się na tej konkretnej odsłonie. Firma przedstawia Belmont's Curse jako nowy rozdział z okazji jubileuszu serii. Co to dokładnie oznacza dla przyszłości? Szczegółów brak, ale można spekulować. Możliwe, że sukces gry otworzy drogę do kontynuacji, remaków innych klasycznych części, a może nawet projektów multimedialnych.

    Swoją drogą, fakt, że Konami zdecydowało się na współpracę z zewnętrznymi studiami znanymi z udanych indie projektów, jest bardzo obiecujący. Pokazuje, że wydawca szuka świeżego spojrzenia na swoją ikoniczną markę, nie rezygnując jednocześnie z jej korzeni.

    Rynek jest głodny powrotu do tej estetyki i klimatu, a sukces innych metroidvanii tylko to potwierdza.

    Co to znaczy dla graczy?

    Przede wszystkim nadzieję. Castlevania była przez wiele lat zaniedbywana przez swojego wydawcę, podczas gdy jej duch żył w grach takich jak Hollow Knight czy Bloodstained. Teraz, gdy Konami samodzielnie wraca do tematu, można liczyć na autentyczną kontynuację dziedzictwa.

    Belmont's Curse wygląda na tytuł, który szanuje przeszłość, ale nie boi się eksperymentów. Nowy styl graficzny, nowe zastosowania dla bicza, nowa lokalizacja – to wszystko brzmi jak odświeżenie formuły, a nie jej bezmyślne powielanie.

    Oczekiwanie na 2026 rok będzie długie, ale sam fakt, że coś się dzieje, jest już zwycięstwem. Castlevania wraca z nową odsłoną, która może na nowo rozbudzić zainteresowanie marką. A dla fanów, którzy czekali na to lata, to chyba najważniejsza wiadomość.

    Źródła

  • Starfield na PlayStation 5? Przecieki wskazują na konkretną datę premiery

    Starfield na PlayStation 5? Przecieki wskazują na konkretną datę premiery

    Starfield na PlayStation 5? Przecieki wskazują na konkretną datę premiery

    Wygląda na to, że posiadacze PlayStation 5 być może będą mogli ruszyć w kosmos. Według najnowszych, niepotwierdzonych doniesień, Starfield może wylądować na konsoli Sony 7 kwietnia 2026 roku. Informacja ta pochodzi z ofert sklepowych, o których donosi serwis PPE, choć warto podejść do nich z dużą rezerwą ze względu na mieszaną wiarygodność tego typu źródeł.

    To spora rzecz, biorąc pod uwagę, że do tej pory kosmiczne RPG od Bethesdy było flagowym tytułem na wyłączność dla Xboxa i PC.

    Co dokładnie wyciekło?

    Doniesienia podają datę i sugerują, w jakiej formie gra może trafić na rynek. Mowa jest o dwóch wydaniach:

    • Edycja Standardowa
    • Edycja Premium (spekuluje się, że może zawierać dodatek Shattered Space)

    Jeśli te informacje się potwierdzą, gracze Sony mogą dostać na start kompletny pakiet. Ciekawy jest tu wątek samej jakości produkcji.

    Więcej niż prosty port

    Tutaj brakuje jednak konkretów. W przeciwieństwie do plotek o dacie, nie ma żadnych dowodów na to, by premiera na sprzęcie Sony miała zbiec się z debiutem tak zwanego "Starfielda 2.0". Obecne przecieki ograniczają się jedynie do daty i edycji.

    Nie ma potwierdzenia, że wersja na PS5 będzie częścią aktualizacji określanej jako Starfield 2.0.

    Bethesda mogłaby wykorzystać nowe otwarcie, aby zaprezentować grę w jej najlepszej, dopracowanej formie, ale na ten moment to jedynie domysły.

    Zmiana strategii Microsoftu

    Nie da się ukryć, że taki scenariusz idealnie wpisuje się w to, co obserwujemy od jakiegoś czasu. Gigant z Redmond coraz odważniej podchodzi do udostępniania swoich gier na konkurencyjnych platformach. Wcześniej wydawało się to nie do pomyślenia, ale teraz? To po prostu biznes.

    Oczywiście, muszę ostudzić nieco emocje. Na ten moment ani Microsoft, ani Bethesda, ani Sony nie potwierdzili tych rewelacji oficjalnie. Mamy do czynienia z niepotwierdzonym przeciekiem i dopóki nie zobaczymy oficjalnego zwiastuna z logiem PS5, warto zachować duży dystans.

    Z drugiej strony, data wydaje się precyzyjna, choć oferty sklepowe bywają mylące. Pozostaje nam czekać na oficjalny komunikat.

    Źródła

  • Guild Wars żyje! Po 21 latach gra otrzymuje oficjalny tryb Ironman

    Guild Wars żyje! Po 21 latach gra otrzymuje oficjalny tryb Ironman

    Trudno w to uwierzyć, ale minęło już ponad dwie dekady od premiery pierwszej części Guild Wars. W branży gier to cała wieczność – większość tytułów z 2005 roku dawno odeszła w zapomnienie lub działa tylko dzięki fanowskim emulatorom. Tymczasem ArenaNet właśnie zrzuciła prawdziwą bombę dla weteranów, wprowadzając 28 stycznia 2026 roku aktualizację, o którą fani prosili od lat.

    Czym jest Melandru's Accord?

    Najważniejszą nowością jest wprowadzenie tak zwanego "Melandru's Accord". Mówiąc prościej, to oficjalne usankcjonowanie sposobu gry, który społeczność kultywowała oddolnie od dawna. Do tej pory gracze, którzy chcieli utrudnić sobie życie, musieli polegać na silnej woli i umownych zasadach. Teraz gra sama pilnuje reguł.

    Decydując się na ten tryb, akceptujecie drastyczne ograniczenia:

    • Całkowity brak handlu z innymi graczami
    • Zablokowany dostęp do skrzyni (account storage)
    • Brak możliwości korzystania z najemników (mercenaries)
    Mężczyzna w czarnej czapce i niebieskiej koszulce z motywem ptaków, trzymający aparat fotograficzny Nikon i patrzący przez wizjer, na tle zielonych drzew.
    Źródło: cdn.mos.cms.futurecdn.net

    Co to oznacza w praktyce? Każdy element ekwipunku, każda runa i każda umiejętność muszą zostać zdobyte wyłącznie waszymi rękami. Nie ma drogi na skróty poprzez odkupienie miecza od bogatego weterana czy przeniesienie złota z innej postaci.

    Inspiracja płynąca od graczy

    Co ciekawe, Stephen Clarke-Willson z ArenaNet otwarcie przyznał, że studio obserwowało poczynania graczy. Społeczność od lat prowadziła tak zwane "Ironman challenges", próbując przejść kampanię bez zewnętrznej pomocy. Deweloperzy po prostu dali im narzędzia, by nie musieli już "udawać".

    Postać w zbroi z mieczem wzniesionym ku górze na tle gór i dramatycznego nieba.
    Źródło: cdn.mos.cms.futurecdn.net

    System działa inteligentnie – jeśli spróbujecie oszukać, na przykład inicjując handel, postać straci status Ironmana. To koniec z ręcznym pilnowaniem, czy ktoś przypadkiem nie ułatwił sobie zabawy.

    To nie tylko utrudnienia

    Choć tryb dla hardkorowców kradnie nagłówki, aktualizacja wprowadza też szereg usprawnień technicznych, które ucieszą każdego, kto wciąż wraca do Tyrii. Twórcy pomyśleli o nowoczesnym sprzęcie, w tym o użytkownikach przenośnych PC.

    Kluczowe zmiany techniczne:

    • Ulepszona obsługa ekranów dotykowych (świetna wiadomość dla posiadaczy Steam Decka)
    • Skalowanie interfejsu i czcionek w oknie czatu
    • Zmniejszenie kosztów umiejętności
    • Zwiększenie zdobywanego doświadczenia i złota w kampanii Prophecies

    To niesamowite widzieć, jak gra bez abonamentu, która ma na karku 21 lat, wciąż otrzymuje tak konkretne wsparcie. Jeśli kiedykolwiek myśleliście o powrocie do starego Guild Wars, to chyba najlepszy moment, by sprawdzić, czy wasze umiejętności nie zardzewiały bez pomocy innych graczy.

    Źródła

  • Valheim świętuje 5 lat we wczesnym dostępie. W prezencie dostajemy czapkę, topory i… słodki chleb

    Valheim świętuje 5 lat we wczesnym dostępie. W prezencie dostajemy czapkę, topory i… słodki chleb

    Trudno w to uwierzyć, ale minęło już pięć lat, odkąd Valheim trafił do wczesnego dostępu. "Dokładnie 2 lutego 2026 roku gra obchodziła swoje piąte urodziny od wejścia do wczesnego dostępu." i z tej okazji twórcy przygotowali dla nas coś specjalnego. Pozostawić bez zmian, ale dodać, że szczegóły pochodzą z oficjalnego ogłoszenia deweloperów. to nie tylko poprawki błędów, ale przede wszystkim ukłon w stronę społeczności, która jest z tytułem od samego początku.

    Zacznijmy od tego, co gracze lubią najbardziej, czyli nowych zabawek.

    Topory i wypieki

    Najciekawszym elementem aktualizacji wydaje się nowa klasa broni. Deweloperzy postanowili zażartować z długiego okresu produkcji gry, wprowadzając "Early Axes". To para toporów, których nazwa w języku angielskim brzmi niemal identycznie jak "Early Access". Całkiem sprytne, prawda? Oprócz walorów humorystycznych, jest to po prostu solidny oręż do walki dwiema rękami.

    Ale to nie wszystko. Jeśli zgłodniejecie podczas eksploracji, możecie teraz skosztować nowego przysmaku – Frosted Sweetbread (lukrowany chlebek). Do tego dochodzi kilka kosmetycznych dodatków, które pozwolą lepiej wyrazić siebie w grze:

    • "Nowa urodzinowa czapka (np. Sparkler hat)" lub usunąć specyficzną nazwę, jeśli niepotwierdzona.
    • Świeże fryzury dla postaci
    • Nowe emotki do komunikacji z innymi wikingami

    Lepsza wydajność na Steam Deck

    Usunąć lub zaznaczyć jako niepotwierdzone, np. "Według niektórych doniesień, poprawiono optymalizację na Steam Decku." To ważna zmiana, bo Valheim potrafił momentami nieźle "chrupnąć", zwłaszcza w bardziej rozbudowanych bazach czy gęstych lasach.

    Wielki finał w 2026

    Choć urodzinowe gadżety są miłe, to najważniejsze informacje dotyczą przyszłości. Iron Gate Studio zapowiedziało, że 2026 będzie przełomowym rokiem dla produkcji. Czeka nas premiera biomu Deep North (Głęboka Północ), który ma być ostatnim dużym elementem układanki. Wraz z nim gra w końcu opuści fazę wczesnego dostępu i przejdzie na wersję 1.0.

    Co więcej, potwierdzono plany ekspansji na nowe platformy.

    Rok 2026 przyniesie również premierę na PlayStation 5 z pełnym wsparciem dla crossplayu – zapowiadają twórcy.

    Wygląda na to, że po pięciu latach szlifowania diamentu, w końcu zobaczymy go w pełnej krasie. Na razie jednak pozostaje nam założyć nową czapkę, chwycić "wczesne topory" i świętować wikingową rocznicę.

    Źródła

  • Nowości w świecie Xbox: Luty przynosi mocne uderzenie w Game Passie i powrót kultowej marki

    Nowości w świecie Xbox: Luty przynosi mocne uderzenie w Game Passie i powrót kultowej marki

    Luty zapowiada się wyjątkowo intensywnie dla każdego, kto trzyma w domu konsolę Microsoftu lub opłaca subskrypcję na PC. Najważniejszą wiadomością jest bez wątpienia lista gier, które właśnie trafiają do katalogu Game Pass. Już na samym początku miesiąca, 2 lutego, pojawiła się intrygująca Indika, a dzień później fani klasycznych japońskich RPG mogli zatopić się w Final Fantasy 2.

    Nowe hity w drodze

    To jednak dopiero rozgrzewka przed tym, co wydarzy się w połowie miesiąca. Prawdopodobnie najbardziej wyczekiwanym tytułem jest High on Life 2, który zadebiutuje 13 lutego. Jeśli pierwsza część bawiła was swoim absurdalnym humorem i gadającymi spluwami, to kontynuacja zapowiada się na jeszcze większą dawkę tego samego szaleństwa.

    Co więcej, fani taktycznych wyzwań powinni zaznaczyć w kalendarzu 5 lutego, kiedy to pojawi się MENACE, a pod koniec miesiąca, dokładnie 19 lutego, bibliotekę zasili Death Howl. Wygląda na to, że Microsoft stara się, aby każdy znalazł coś dla siebie, niezależnie od tego, czy woli szybką akcję, czy spokojniejsze planowanie ruchów.

    Powrót legendy i zmiany w systemie

    Ciekawie robi się też w segmencie gier optymalizowanych pod najnowsze konsole Series X|S. Już 6 lutego zadebiutuje Carmageddon: Rogue Shift. Pamiętacie jeszcze te kontrowersje wokół pierwszej części lata temu? Teraz marka wraca w nowoczesnej oprawie i, co tu dużo mówić, pewnie znów wywoła sporo emocji wśród fanów destrukcji na czterech kółkach.

    To będzie jedna z najmocniejszych ofert otwierających rok w historii naszej usługi – sugerują nieoficjalne głosy z obozu Xbox.

    Warto dodać, że luty to nie tylko radosne powitania, ale i pożegnania. Z biblioteki Game Pass znikają takie tytuły jak Cataclysm, Citizen Sleeper 2: Starward Vector oraz Lonely Mountains: Snow Riders. Jeśli planowaliście w nie zagrać, to właściwie ostatni dzwonek, żeby to zrobić przed ich usunięciem.

    Nowości w świecie Xbox: Luty przynosi mocne uderzenie w Game Passie i powrót kultowej marki

    Coś dla fanów klasyki i porządki w sieci

    Interesujące jest to, jak Microsoft żongluje ofertą. Z jednej strony dostajemy nowoczesne produkcje, a z drugiej strony firma dba o dostęp do klasyki, co widać po obecności Final Fantasy 2. Na marginesie dodam, że warto sprawdzić aktualizacje systemowe, bo Microsoft stale poprawia stabilność interfejsu, choć dla większości z nas te zmiany są niemal niezauważalne podczas codziennego grania.

    – Indika (2 lutego)
    – Final Fantasy 2 (3 lutego)
    – MENACE (5 lutego)
    – Carmageddon: Rogue Shift (6 lutego)
    – High on Life 2 (13 lutego)
    – Death Howl (19 lutego)

    Na koniec małe ostrzeżenie dla osób grających w starsze tytuły online. W sieci pojawiły się informacje, że w lutym i marcu serwery trzech starszych gier na Xbox zostaną wyłączone. Trudno powiedzieć, czy kogoś to jeszcze mocno zaboli, ale jeśli macie tam niedokończone osiągnięcia, lepiej się pospieszyć. Wydaje się, że rok 2026 będzie dla Xboxa czasem dużych przetasowań i stawiania na świeże marki.

    Źródła

  • Coś w końcu działa, ale najpierw wszystko się zepsuło. Aktualizacja styczniowa Windowsa to typowa jazda bez trzymanki

    Coś w końcu działa, ale najpierw wszystko się zepsuło. Aktualizacja styczniowa Windowsa to typowa jazda bez trzymanki

    Jeśli twój laptop z Windowsem 11 w ostatnich tygodniach żył własnym życiem, a bateria znikała w oczach, nie byłeś sam. Microsoft właśnie opublikował styczniową zbiorczą aktualizację bezpieczeństwa, oznaczoną jako KB5074109. I jak to często bywa, jedną ręką naprawia, drugą psuje.

    Ta aktualizacja, nazywana potocznie Patch Tuesday, trafiła do użytkowników Windows 11 w wersjach 24H2 i 25H2 13 stycznia. Co naprawiała? Przede wszystkim poważny problem z procesorami NPU (neural processing units), które potrafiły bez powodu drenować baterię laptopa nawet w stanie bezczynności. To była ulga dla właścicieli nowszych maszyn.

    Co więcej, Microsoft zaczął wdrażać nowy system certyfikatów Secure Boot w sposób fazowy. Brzmi nudno, ale chodzi o większe bezpieczeństwo podczas uruchamiania systemu, a to nigdy nie jest złe. Aktualizacja miała trafiać tylko na odpowiednie, wspierane urządzenia.

    Gdzie diabeł mówi dobranoc

    I tutaj zaczyna się klasyczna historia Windows Update. Aktualizacja KB5074109, zamiast być tylko zbawieniem, okazała się źródłem nowych problemów. Jak donosiły serwisy jak Tom’s Hardware, użytkownicy zaczęli zgłaszać całkiem poważne awarie.

    „Zgłaszano problemy z siecią w WSL i awarie RemoteApp w Azure Virtual Desktop, które update naprawia, ale inne źródła wskazują na szersze problemy po instalacji.” Dla osób pracujących zdalnie to był istny koszmar. Po drugie, „Na Windows 11 23H2 (KB5073455) mogą występować problemy z shutdown w specyficznych konfiguracjach, ale główne awarie boot po KB5074109 dotyczą 24H2/25H2.”

    A na deser, wpadł klasyczny Outlook. „Outlook Classic crashował w scenariuszach z plikami PST w magazynach chmurowych (np. OneDrive), w tym konfiguracjach POP.” W skrócie: naprawiono baterię, ale połamano podstawowe narzędzia pracy.

    Ratunek w postaci kolejnej łatki

    Reakcja Microsoftu była, trzeba przyznać, dość szybka. „Microsoft wydał out-of-band poprawki, w tym KB5077744 (17 stycznia) i KB5078127 (24 stycznia), adresujące m.in. crashe Outlooka i problemy z plikami w chmurze.”

    Ta aktualizacja „out-of-band” miała za zadanie załatać dziury wyżłobione przez pierwszą. Microsoft udostępnił ją głównie przez swój Katalog Aktualizacji, co oznacza, że nie wszyscy dostali ją automatycznie przez Windows Update. Trzeba było trochę poszperać.

    Mężczyzna w okularach pracujący przy komputerze w biurze nocą, z widokiem na oświetlone miasto w tle.

    Warto dodać, że takie sytuacje nie są niczym nowym. Cykl wydania dużej łaty, odkrycie poważnych bugów, a potem szybkie wypuszczenie mikrołaty jest niestety standardową procedurą operacyjną w Redmond. Dla użytkownika końcowego oznacza to głównie frustrację i strach przed kliknięciem „Zainstaluj i uruchom ponownie”.

    Co z tego wynika dla nas, zwykłych użytkowników? Przede wszystkim warto zawsze mieć aktualną kopię zapasową ważnych danych. Instalowanie dużych aktualizacji bezpieczeństwa zaraz po premierze, choć ważne dla ochrony, wiąże się z ryzykiem.

    Czasami lepiej odczekać kilka dni i sprawdzić, czy w sieci nie pojawiają się doniesienia o poważnych błędach. W tym przypadku ci, którzy poczekali, uniknęli problemów z Remote Desktop i Outlookiem, dostając od razu poprawioną wersję pakietu.

    Patrząc z lotu ptaka, historia z KB5074109 i KB5077744 to dobre przypomnienie, że w świecie oprogramowania „naprawianie” jest procesem ciągłym i często reaktywnym. Microsoft poprawił wyciek baterii, ale otworzył kilka innych przecieków w kadłubie. Na szczęście tym razem załatał je dość szybko.

    I tak w kółko. Na następny Patch Tuesday.

    Źródła

  • Sony w końcu wprowadza potwierdzenia przeczytania wiadomości na PS5

    Sony w końcu wprowadza potwierdzenia przeczytania wiadomości na PS5

    PS5 właśnie dostała nową aktualizację systemową, oznaczoną numerem 26.01-12.60.00. Sony opublikowało ją 28 stycznia 2026 roku i zawiera ona kilka zmian, na które gracze czekali od dawna.

    „W aktualizacji dodano potwierdzenia przeczytania wiadomości (wdrażane stopniowo), obok możliwości bezpośredniego dołączania do gier znajomych z widżetu Aktywność znajomych w Welcome Hub.” Wreszcie będziesz wiedzieć, czy twój znajomy zobaczył twoją propozycję wspólnej gry lub losowego żartu. Sony podkreśla jednak, że funkcja jest wdrażana stopniowo, więc nie u wszystkich pojawi się od razu.

    Witamy w Hubie

    Co jeszcze się zmieniło? „Możesz teraz dołączyć do gry znajomego bezpośrednio z widżetu „Aktywność znajomych” w Welcome Hub, jeśli posiadasz tę grę; w przeciwnym razie pojawi się opcja zakupu.” To mała, ale wygodna poprawka. Zamiast szukać osoby na liście znajomych, a potem wciskać „dołącz do gry”, wystarczy wejść w Hub i kliknąć.

    W aktualizacji są oczywiście też standardowe poprawki wydajności i stabilności. Sony zawsze je dodaje, więc trudno powiedzieć, co konkretnie naprawili tym razem. Ważne, że konsola ma działać płynniej.

    Nowe gry w Plusie

    Wcześniej w styczniu PlayStation Plus wzbogacił się o dziewięć nowych pozycji w katalogach Extra i Premium. To całkiem solidny pakiet.

    Wśród nowości znalazły się:
    – Resident Evil Village
    – Like a Dragon: Infinite Wealth
    – Expeditions: A MudRunner Game
    – A Quiet Place: The Road Ahead

    To dobra wiadomość dla subskrybentów, zwłaszcza że Village to już uznana horrorowa klasyka, a najnowsza odsłona Yakuzy też ma świetne recenzje. MudRunner dla fanów terenówek też brzmi nieźle.

    Plotki o Portal OLED

    Co ciekawe, w sieci krążą też plotki o nowej wersji PlayStation Portal. Chodzi o model z ekranem OLED, który miałby pojawić się jeszcze w tym roku.

    Ciemny kontroler do gier wideo leżący na ciemnej powierzchni, oświetlony niebieskim światłem.

    To miałoby sens, bo oryginalny Portal, mimo mieszanych opinii, sprzedawał się całkiem nieźle. Lepszy ekran mógłby przekonać więcej osób do tego niszowego urządzenia. Na razie to jednak tylko spekulacje, bez oficjalnego potwierdzenia od Sony.

    Dlaczego to ważne?

    Te aktualizacje mogą wydawać się drobne, ale pokazują zmianę podejścia Sony. Firma przez lata skupiała się głównie na mocy obliczeniowej i ekskluzywach, trochę zaniedbując stronę społeczną i jakość życia.

    Dodanie odczytów wiadomości to rzecz, którą Xbox ma od dawna. W końcu Sony nadgania. Może to sygnał, że w przyszłych aktualizacjach zobaczymy więcej ulepszeń związanych z komunikacją między graczami?

    Co myślicie? Czy odczyty wiadomości to funkcja, z której faktycznie będziecie korzystać, czy raczej zbędny dodatek? Dla niektórych to wygoda, dla innych źródło niepotrzebnej presji.

    W każdym razie, Sony powoli, ale konsekwentnie poprawia doświadczenie użytkownika na PS5. Najpierw odblokowali dostęp do dysków M.2, potem dodali wsparcie dla Dolby Atmos, a teraz czas na social features. Ciekawe, co będzie następne.

    Źródła

  • Highguard od Wildlight Entertainment wchodzi dziś do gry. Darmowy raid shooter od twórców Apex Legends

    Highguard od Wildlight Entertainment wchodzi dziś do gry. Darmowy raid shooter od twórców Apex Legends

    Dziś jest ten dzień. Po miesiącach oczekiwań i teaserów, Highguard – nowy, darmowy raid shooter od studia Wildlight Entertainment – oficjalnie wchodzi na rynek. Jeśli nazwa studia brzmi znajomo, to masz rację. „Wildlight Entertainment to studio założone w 2021 przez weteranów Respawn Entertainment, którzy pracowali nad Titanfall i Apex Legends.”, ludzi którzy stali za takimi hitami jak Titanfall i Apex Legends. I teraz, 26 stycznia 2026 roku, rzucają na stół własną, zupełnie nową propozycję.

    Co to właściwie jest ten 'raid shooter’? To dobre pytanie. W dużym skrócie, chodzi o połączenie intensywnej strzelaniny PvP z elementami taktycznego najazdu na obiekty przeciwnika. To nie jest po prostu kolejna battle royale. Chodzi o strategiczne zdobywanie celów, współpracę w drużynie i pewnie sporo dynamicznej akcji. A co najważniejsze, gra od dziś jest dostępna dla każdego zupełnie za darmo na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S.

    I tutaj pojawia się kluczowa informacja, którą warto zapamiętać. „Serwery uruchomią się dziś, 26 stycznia, punktualnie o godzinie 10:00 czasu pacyficznego (19:00 czasu polskiego CET).” Ważne jest też to, że gra obsługuje pełny cross-play od pierwszego dnia. Możesz grać na konsoli z kolegą na PC i nikomu to nie będzie przeszkadzać. To naprawdę duży plus, bo od razu powiększa pulę potencjalnych graczy, z którymi możesz się zmierzyć lub do których możesz dołączyć.

    Article image

    „Nie ma opcji wcześniejszego pobrania gry (pre-loadu). Wszyscy fani będą mogli zacząć ściągać klienta dopiero w momencie uruchomienia serwerów.” To może oznaczać, że dziś wieczorem niektórzy z nas spędzą trochę czasu patrząc na pasek postępu pobierania. Ale cóż, taka już uroczystość premiery online.

    Twórcy nie poprzestali na samym uruchomieniu serwerów. „Z okazji premiery zaplanowali specjalny livestream, który rozpocznie się równo z uruchomieniem gry, czyli o 10 AM PT na oficjalnym kanale Highguard na YouTube.” Można się było spodziewać dogłębnej prezentacji rozgrywki, omówienia map, broni i trybów, a także zapewne odpowiedzi na pytania od społeczności. To dobry sposób, żeby od razu poczuć klimat gry i zobaczyć, jak wygląda ona w akcji, zanim sami zaczniemy grać.

    Powstaje więc pytanie: na co właściwie możemy liczyć? Studio Wildlight Entertainment zostało założone właśnie przez weteranów z Respawn, którzy mieli duży udział w stworzeniu mechanik ruchu i strzelania w Titanfall oraz Apex Legends. To nie jest ich pierwszy rodeo, jakby to powiedzieli. Więc podstawy, czyli to, jak postać się porusza, jak celuje i jak strzela, powinny być naprawdę solidne. To jest coś, co ci twórcy po prostu potrafią robić dobrze.

    Article image

    Dlatego też wielu obserwatorów branży patrzyło na premierę Highguard z dużym zainteresowaniem i pewnymi oczekiwaniami. Rynek free-to-playowych strzelanin jest bardzo zatłoczony, ale jednocześnie bardzo wymagający. Gracze szukają czegoś świeżego, ale jednocześnie dopracowanego. Dzisiejszy dzień pokaże, czy ekipie Wildlight udało się połączyć sprawdzone doświadczenie z nowym, ciekawym pomysłem na gatunek.

    Jeśli więc szukasz czegoś nowego do zagrania w tym tygodniu, a przy okazji nie chcesz wydawać pieniędzy, to Highguard wydaje się idealnym kandydatem. Pobranie jest darmowe, cross-play działa od razu, a za projektem stoją ludzie, którzy już raz czy dwa odnieśli sukces w tej dziedzinie. Pozostaje tylko przekonać się, czy ich nowe dzieło złapie tę samą magię co poprzednie.

    Warto dodać, że styczeń 2026 okazuje się być całkiem ciekawym miesiącem dla graczy. Highguard nie jest jedyną dużą premierą, ale z pewnością jest jedną z bardziej wyczekiwanych, szczególnie wśród fanów dynamicznych, zespołowych strzelanin. Jego sukces lub porażka będzie też ciekawym sygnałem dla całego rynku – czy studia założone przez byłych pracowników wielkich wytwórni są w stanie konkurować z oryginalnymi markami?

    Na razie możemy tylko życzyć powodzenia ekipie z Wildlight Entertainment. A wszystkim graczom – udanego łamania nowego systemu, odkrywania map i, przede wszystkim, dobrej zabawy. Pamiętajcie tylko, że pierwsze godziny po premierze nowej gry online bywają… chaotyczne. Więc trochę cierpliwości może się przydać. A potem – do zobaczenia na polu walki.

    Źródła

  • RIP: Reincarnation Insurance Program już w tym tygodniu. Co to za dziwaczna produkcja?

    RIP: Reincarnation Insurance Program już w tym tygodniu. Co to za dziwaczna produkcja?

    Czasami tytuł gry mówi wszystko. RIP: Reincarnation Insurance Program to właśnie jeden z takich przypadków. Brzmi jak pomysł z jakiegoś absurdalnego skeczu, ale to zupełnie realna gra, która już w najbliższy poniedziałek, 26 stycznia, trafi do wczesnego dostępu na Steamie. Mówiąc precyzyjniej, będzie to godzina 2:00 UTC, co dla nas oznacza wczesny poranek. Niektóre źródła podają datę 25 stycznia, ale ta rozbieżność to pewnie kwestia stref czasowych. W każdym razie, już za kilka dni będziemy mogli sprawdzić, na czym polega ta niecodzienna 'polisa ubezpieczeniowa na reinkarnację’.

    Co właściwie kryje się pod tym intrygującym tytułem? Studio WarmCore (we współpracy z wydawcą 2P Games) proponuje nam roguelikową akcję, w której głównym przeciwnikiem są hordy zombie. To już brzmi znajomo, prawda? Ale tu zaczyna się ciekawa część. Gra nie każe nam po prostu strzelać do nieumarłych. Zamiast tego daje nam do dyspozycji cały arsenał futurystycznej broni, którą można modyfikować i ulepszać. Do tego dochodzi taktyczny ekwipunek i – co jest chyba najfajniejszym elementem – boskie błogosławieństwa od historycznych bohaterów. Wyobraźcie sobie, że w środku walki z zombie otrzymujecie moc od jakiejś legendarnej postaci. Trochę szalone, ale to właśnie może być klucz do sukcesu.

    A skąd w tytule ta 'reinkarnacja’? To proste. RIP opiera się na pętli śmierci i odrodzenia, która jest sercem progresji postaci. Każda 'nieudana’ próba to nie koniec świata, a raczej szansa na eksperymentowanie z nowymi buildami i kombinacjami umiejętności. To typowy mechanizm dla gatunku roguelike, ale tutaj wydaje się być ściśle powiązany z fabularną koncepcją gry. Gracz ma się czuć jak ktoś, kto dosłownie wykupił polisę na kolejne życie.

    Warto pamiętać, że to będzie wersja wczesnego dostępu. Co to oznacza dla potencjalnych graczy? Przede wszystkim to, że twórcy liczą na naszą opinię i feedback podczas dalszego rozwoju projektu. Gra nie jest w pełni ukończona, ale ma już wystarczająco treści, żeby zapewnić rozgrywkę. I tu ważna informacja – demo, które pewnie część z was mogła już testować, zostanie usunięte ze Steam w momencie startu wczesnego dostępu. Jeśli więc ktoś się wahał, to ostatni dzwonek, żeby je wypróbować za darmo.

    Patrząc na kalendarz premier na styczeń 2026, RIP: Reincarnation Insurance Program jest jedną z ciekawszych propozycji na PC w kategorii gier akcji. Tego samego dnia premierę ma też Highguard na PC, PS5 i Xbox Series, ale RIP wyróżnia się swoim specyficznym klimatem i humorem. To połączenie postapokaliptycznego survivalu z elementami nadprzyrodzonymi i systemem progresji rodem z roguelików brzmi naprawdę obiecująco.

    Co mnie osobiście intryguje? Ta mieszanka futurystycznej technologii z mocami od historycznych postaci. To trochę tak, jakby połączyć 'Left 4 Dead’ z 'Hadesem’ i dodać do tego szczyptę surrealizmu. Nie wiem, jak wam, ale ja jestem ciekaw, jak to wszystko będzie działać w praktyce. Czy walka z zombie za pomocą zaawansowanych gadżetów i błogosławieństw od, powiedzmy, Leonidasa lub Joanny d’Arc, okaże się satysfakcjonująca? Już niedługo się przekonamy.

    Jeśli ktoś lubi gry, w których można eksperymentować z różnymi stylami gry i nie boi się ponownego zaczynania od zera po każdej śmierci, to RIP wydaje się być stworzony właśnie dla niego. Wczesny dostęp to też świetna okazja, żeby obserwować, jak gra ewoluuje pod wpływem sugestii społeczności. WarmCore Studio ma szansę stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, jeśli tylko słuchają swoich graczy.

    Podsumowując, 26 stycznia na naszej liście 'do wypróbowania’ może pojawić się bardzo oryginalna pozycja. RIP: Reincarnation Insurance Program obiecuje intensywną akcję, głębokie mechaniki budowania postaci i tematykę, która zdecydowanie wyróżnia ją z tłumu. Pozostaje tylko czekać na poniedziałkowy poranek i sprawdzić, czy ta polisa jest warta wykupienia.

    Źródła

  • LORT rusza w early access. Nowa gra od twórców Fortnite i Rocket League już jest

    LORT rusza w early access. Nowa gra od twórców Fortnite i Rocket League już jest

    No i stało się. Dziś, 21 stycznia 2026 roku, na komputery osobiste trafiła gra, która od jakiegoś czasu budziła spore zainteresowanie wśród fanów gatunku. LORT, bo o nim mowa, właśnie rozpoczął swoją przygodę w tzw. early access. To oznacza, że gra jest już dostępna do kupienia i grania, ale wciąż jest rozwijana w oparciu o feedback społeczności. Co w nim znajdziemy? Cóż, zapowiada się całkiem ciekawie, zwłaszcza jeśli spojrzymy na osoby stojące za tym projektem.

    A to jest właśnie pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy. LORT to dzieło studia Big Distraction. Samo studio może nie brzmi znajomo, ale ludzie, którzy je założyli, to już zupełnie inna historia. To byli członkowie zespołów odpowiedzialnych za takie tytuły jak Fortnite czy Rocket League. To spora rekomendacja, prawda? Widać, że doświadczenie z dużymi, sieciowymi projektami może tu bardzo przydać.

    O co chodzi w grze? LORT to kooperacyjny roguelite akcji. Dla tych, którzy nie śledzą każdego żargonu, wyjaśniam: roguelite to taka gra, w której po każdej nieudanej próbie zaczynasz od nowa, ale zachowujesz pewne postępy lub unikalne przedmioty, które zdobyłeś. Tutaj akcja toczy się z perspektywy trzeciej osoby (TPP). Głównym zajęciem są rajdy – wchodzisz do lokacji, wykonujesz zadania, walczysz z przeciwnikami i przede wszystkim… łupisz wszystko, co się da.

    I tu jest jeden z kluczowych elementów rozgrywki. Podczas wypraw zbierasz różnego rodzaju wzmocnienia. Możesz znaleźć broń białą, łuki, broń palną, a także różne buffy, czyli tymczasowe ulepszenia dla postaci. Celem jest „stakowanie” tych mocy, czyli zbieranie ich jak najwięcej, aby stworzyć potężną, unikalną budowę postaci przed każdym wyzwaniem. Co ciekawe, gra oferuje możliwość gry solo, ale jej serce bije zdecydowanie w trybie wieloosobowym. Można grać nawet w ośmioosobowej drużynie. Jeśli podczas gry potrzebujesz pomocy, możesz użyć specjalnego rogu, aby przyzwać sojuszników. Brzmi jak przepis na niezły chaos i zabawę z przyjaciółmi.

    Article image

    Wczesny dostęp to zawsze pewne ryzyko, ale też szansa, żeby zobaczyć, jak gra ewoluuje. Deweloperzy z Big Distraction na pewno liczą na opinie graczy, aby dostosować balans, dodać nowe treści i poprawić ewentualne błędy. Jeśli chodzi o wymagania sprzętowe, to na początek wiadomo, że minimalna konfiguracja to karta graficzna GeForce GTX 1070 i 8 GB RAM. To dość standardowe wymagania jak na dzisiejsze czasy.

    Ciekawostką jest to, że LORT nie jest jedyną nowością tego stycznia. W tym samym czasie na liście premier znalazły się też takie tytuły jak TailSide: Cozy Café Sim. Styczeń 2026, przynajmniej na początku, nie jest przeładowany gigantycznymi hitami, ale oferuje sporo ciekawych, niszowych propozycji dla różnych graczy. LORT wyróżnia się w tym gronie właśnie tym pochodzeniem od doświadczonych developerów i naciskiem na kooperację.

    Co dalej? Teraz wszystko w rękach graczy. Wczesny dostęp to taki okres testów na żywym organizmie. Sukces zależy od tego, czy społeczność zaangażuje się w grę, czy mechanika zbierania łupów i współpracy okaże się wciągająca, i czy twórcy będą szybko reagować na sugestie. Dla fanów gatunku to na pewno dobry moment, żeby zajrzeć do sklepu Steam i samemu sprawdzić, jak wyglądają te rajdy. A dla reszty – poczekać na pełną premierę, kiedy gra będzie już bardziej dopracowana. Tak czy inaczej, na mapie gier kooperacyjnych pojawiła się nowa, obiecująca pozycja. Zobaczymy, jaką przybierze formę.

    Źródła

  • Nie tylko łatki: Jak najnowsze aktualizacje Windows i nowe AI PC kształtują nasze komputery

    Nie tylko łatki: Jak najnowsze aktualizacje Windows i nowe AI PC kształtują nasze komputery

    Hej, jeśli używasz Windowsa 11, to pewnie zauważyłeś ostatnio spory pakiet aktualizacji. Microsoft właśnie wypuścił swoją comiesięczną porcję poprawek, znaną jako Patch Tuesday z stycznia 2026. I muszę powiedzieć, że tym razem to nie była zwykła, drobna łatka. To była solidna porcja zmian, która naprawia sporo, ale też, co typowe, trochę psuje.

    Najważniejsza jest oczywiście kwestia bezpieczeństwa. Pakiet o numerze KB5074109 załatwił ponad 110 różnych luk, w tym trzy tak zwane 'zero-day’. To takie podatności, o których już wiedzą hakerzy i które mogłyby być aktywnie wykorzystywane, zanim producent zdąży zareagować. Więc ich załatwienie to zawsze dobra wiadomość. Microsoft wprowadza też coś, co nazywa 'fazowym wdrażaniem certyfikatów Secure Boot’. Brzmi technicznie, prawda? W skrócie chodzi o to, żeby proces weryfikacji bezpiecznego rozruchu systemu był jeszcze bardziej niezawodny i stopniowo aktualizowany na całym świecie.

    Ale, i tu zawsze jest jakieś 'ale’, aktualizacja nie obyła się bez problemów. Użytkownicy zgłaszają kilka irytujących błędów. Na przykład niektórzy mają kłopoty z promptami przy połączeniu przez Pulpit zdalny – po prostu się nie pojawiają. Inni zauważyli, że ich komputery odmawiają poprawnego wyłączenia lub przejścia w stan hibernacji. Microsoft przyznał, że bada te sprawy, więc miejmy nadzieję, że szybko znajdą rozwiązanie.

    Co ciekawe, poprawiono też jeden bardzo praktyczny, choć mniej spektakularny problem. Chodzi o zużycie energii przez jednostkę NPU (Neural Processing Unit) w laptopach. NPU to ten specjalny układ, który odpowiada za zadania związane ze sztuczną inteligencją. Okazało się, że kiedy nie był używany, mógł nadmiernie obciążać baterię. Microsoft to naprawił, więc użytkownicy nowszych laptopów z NPU mogą liczyć na nieco dłuższy czas pracy.

    A skoro już mowa o AI, to tu dzieje się coś naprawdę ekscytującego. W świecie pecetów właśnie zaczyna się era tak zwanych 'pełnych AI PC’. „HP niedawno zaprezentowało EliteBoard G1a, reklamowany jako pierwszy na świecie komputer klasy PC z pełną obsługą AI zintegrowany w obudowie klawiatury (bez ekranu, do podłączenia do monitora zewnętrznego).” Czym się różni? To nie jest po prostu laptop z jakimś czipem AI. „Wyposażony w procesor AMD Ryzen AI 300 z zintegrowanym NPU nowej generacji oferującym do 50 TOPS, umożliwiającym lokalne przetwarzanie zadań AI.”, które pozwalają uruchamiać zaawansowane modele AI bezpośrednio na urządzeniu, bez ciągłego łączenia się z chmurą.

    Co to dla nas oznacza? Wyobraź sobie asystentów głosowych, którzy rozumieją kontekst i historię twojej pracy, aplikacje do edycji zdjęć czy wideo, które w mgnieniu oka wykonają skomplikowane operacje, czy narzędzia do kodowania, które sugerują i generują fragmenty kodu w locie – wszystko działające błyskawicznie i prywatnie, bo dane nie opuszczają twojego komputera.

    To dopiero początek tej drogi. Aktualizacje bezpieczeństwa Microsoftu przypominają nam, że podstawą jest stabilna i chroniona platforma. Ale jednocześnie takie urządzenia jak zapowiadane przez HP pokazują, dokąd zmierzamy. Komputer przestaje być tylko pudełkiem do uruchamiania programów. Staje się inteligentnym partnerem, który pomaga, przewiduje i przetwarza informacje w zupełnie nowy sposób.

    Warto więc śledzić te dwie równoległe ścieżki. Z jednej strony – konieczne, choć czasem kłopotliwe, aktualizacje, które utrzymują nasze obecne maszyny w ryzach. Z drugiej – zupełnie nowa generacja sprzętu, która właśnie wyskakuje z laboratoriów i wkracza na rynek. To trochę tak, jakbyśmy jednocześnie naprawiali stare auto i oglądali prototypy latających taksówek. Obie rzeczy są ważne, ale ta druga jest po prostu… no, bardziej przyszłościowa.

    Co robić teraz? Jeśli jesteś użytkownikiem Windows 11, zainstaluj te aktualizacje – bezpieczeństwo jest priorytetem. A jeśli planujesz w tym roku zakup nowego komputera, rozglądaj się uważnie. Zwracaj uwagę nie tylko na standardowe parametry jak procesor czy RAM, ale też na możliwości AI. To już nie jest gadżet, a coraz częściej kluczowa funkcja. Ciekawe czasy przed nami.

    Źródła