Tag: strzelanki

  • Marathon Bungie pod ostrzałem recenzentów. Co poszło nie tak z głośnym extraction shooterem?

    Marathon Bungie pod ostrzałem recenzentów. Co poszło nie tak z głośnym extraction shooterem?

    Premiera Marathon, nowej strzelanki studia Bungie, miała być jednym z najważniejszych wydarzeń roku w świecie gier. Zamiast tego produkcja już w pierwszym tygodniu po debiucie 5 marca 2026 roku znalazła się w ogniu krytyki i padła ofiarą masowego review bombingu na platformie Metacritic. Choć część społeczności chwali grę, fala skrajnie negatywnych ocen rzuca cień na długo wyczekiwany powrót legendarnej marki.

    Fala krytyki na Metacritic i jej przyczyny

    Sekcja ocen użytkowników dla Marathon na Metacritic szybko stała się polem bitwy. Gracze masowo wystawiali skrajnie niskie noty, co diametralnie kontrastuje z pozytywnymi głosami słyszalnymi w innych miejscach. To klasyczny przykład review bombingu, gdzie emocje i konkretne zarzuty mieszają się, tworząc mało wiarygodny obraz.

    Głównym powodem frustracji części graczy jest wysoki poziom trudności, skierowany wyraźnie do doświadczonych odbiorców. Marathon nie jest łaskawy dla niedzielnych graczy – szybki czas do zabicia (TTK) oraz inteligentne, agresywne boty UESC potrafią szybko zniechęcić nowicjuszy. Do tego dochodzą techniczne bolączki: krytykowany, przeładowany interfejs, brak trybu 120 Hz oraz drobne, ale irytujące problemy z wydajnością.

    Szczególną niechęć wzbudziła też strategia PR Bungie w okresie przedpremierowym. Studio poprosiło recenzentów o wstrzymanie publikacji tekstów do czasu, aż w grze pojawi się pełna, planowana na marzec zawartość. Dla części społeczności był to sygnał, że twórcy nie są pewni swojego produktu i chcą kontrolować narrację.

    Rozłam: Steam vs. Metacritic

    Choć sytuacja na Metacritic wygląda katastrofalnie, obraz jest dużo bardziej złożony. Na platformie Steam oceny graczy są nadzwyczaj pozytywne i przekraczają 84%. Pokazuje to głęboki podział w społeczności.

    Zwolennicy gry chwalą charakterystyczny dla Bungie, znany z serii Destiny, płynny i satysfakcjonujący gunplay. Doceniają też unikalny klimat sci-fi, styl graficzny oraz świeże – jak na główny nurt – podejście do formuły extraction shootera. Dla nich Marathon to gra skrojona pod określonego, wymagającego odbiorcę, a nie produkt masowy. Recenzje branżowe często podkreślają właśnie te mocne strony, podczas gdy główna fala krytyki dotycząca trudności pochodzi od szerszej publiczności.

    Wyzwania długoterminowe i kontekst live-service

    Wyniki sprzedaży i liczba graczy nie napawają optymizmem. W dniu premiery liczba użytkowników była wyraźnie niższa niż podczas darmowych testów „Server Slam”, kiedy to przekraczała 143 tysiące. Spadek stał się widoczny po przejściu na model płatny (39,99 USD).

    Marathon od początku nosił brzemię bycia kolejną grą-usługą (live-service) od Bungie – studia, które w ostatnich latach borykało się z krytyką za sposób zarządzania Destiny 2. Przed premierą krążyły obawy, czy tytuł podzieli los takich porażek jak Concord od Sony czy Highguard. Te obawy zdają się częściowo potwierdzać.

    Miesiąc po premierze Bungie musiało też wydać oficjalny komunikat dotyczący bezpieczeństwa, przyznając, że walka z cheaterami to „niekończący się cykl”. W trybie rankingowym pojawiły się również doniesienia o problemach ze stream snipingiem.

    Podsumowanie: Czy Marathon ma przyszłość?

    Marathon stanął przed niemal niemożliwym wyzwaniem. Z jednej strony musi zadowolić wierną, ale wymagającą społeczność Bungie, oczekującą najwyższej jakości rozgrywki. Z drugiej – przebić się do szerszego grona na przesyconym rynku extraction shooterów, które nie są gatunkiem mainstreamowym.

    • Piętno review bombingu może utrzymywać się jeszcze długo*, utrudniając pozyskanie nowych graczy. Sukces gry zależy teraz od tego, jak Bungie zareaguje na konstruktywną krytykę dotyczącą trudności i interfejsu oraz czy uda im się konsekwentnie rozwijać świat gry, zatrzymując przy sobie rdzennych fanów.

    Marathon nie jest złym tytułem – to gra niszowa i wymagająca, która natrafiła na silny opór społeczny wobec strategii wielkich studiów. Jego dalszy los to nie tylko kwestia poprawek, ale także próba przezwyciężenia negatywnej aury, jaka go otoczyła.


    Źródła

  • Polskie studio zapowiada sequel swojego hitu. RUINER 2 wchodzi na wyższy poziom

    Polskie studio zapowiada sequel swojego hitu. RUINER 2 wchodzi na wyższy poziom

    Dla fanów dynamicznych, cyberpunkowych strzelanek mamy świetną wiadomość. Warszawskie studio Reikon Games oficjalnie potwierdziło prace nad długo wyczekiwaną kontynuacją swojego udanego debiutu. RUINER 2 doczekał się pierwszego zwiastuna, który obiecuje powrót do brutalnego, dystopijnego świata, ale w znacznie rozbudowanej odsłonie. To zapowiedź, która budzi ogromne emocje wśród graczy pamiętających oryginał.

    Oryginalny RUINER, wydany jesienią 2017 roku, okazał się komercyjnym i artystycznym strzałem w dziesiątkę. Izometryczny top-down shooter zachwycał płynną, brutalną walką, dopracowaną cyberpunkową estetyką i klimatycznym soundtrackiem. Teraz, po latach, twórcy chcą nie tylko powtórzyć ten sukces, ale i go przebić. Pierwszy trailer zapowiada grę, która bazuje na solidnych fundamentach, jednocześnie wprowadzając rewolucyjne zmiany w rozgrywce.

    Co nowego w RUINER 2? Kooperacja, powłoki i nowy poziom szaleństwa

    Podstawą filozofii projektowej sequela wydaje się być ekspansja i większa swoboda gracza. Podczas gdy pierwsza część była solową wyprawą przez neonowe slumsy, RUINER 2 otwiera się na wspólną grę. Oficjalnie zapowiedziano tryb kooperacji, w którym ramię w ramię będzie mogło stanąć aż trzech graczy. Oznacza to zupełnie nowe możliwości taktyczne i potencjał dla chaotycznej, spektakularnej zabawy.

    Kluczową nowością jest jednak system rozgrywki – System Powłok (Shell System). Tym razem wcielimy się w hakera, który może przejmować kontrolę nad różnymi cybernetycznymi ciałami. Gracz będzie mógł kontrolować do trzech takich powłok jednocześnie i błyskawicznie przełączać się między nimi w trakcie walki. Każda z nich ma oferować unikalny styl walki, zestaw umiejętności i zasoby. Nowe powłoki zdobywa się prawdopodobnie przez pokonywanie bossów, co dodaje element progresji i eksploracji.

    Tak o tym pomyśle mówi reżyser gry, Marek Roefler: „Jesteśmy ogromnymi fanami ARPG, a RUINER 2 to gra, w którą sami zawsze chcieliśmy zagrać. Stworzyliśmy system powłok, ponieważ kochamy theory-crafting i znajdowanie potężnych kombinacji umiejętności, ale nienawidziliśmy bycia uwiązanym do jednej postaci przez sto godzin. To gra dla osób, które chcą eksperymentować, zmieniać buildy w locie i odkrywać synergie, które rozniosą ekran w pył.”

    Ta wypowiedź dobrze pokazuje kierunek: twórcy stawiają na głębię, eksperymenty i swobodę w budowaniu stylu walki. Poza kooperacją i główną kampanią, w grze ma się też pojawić tryb „endless”, czyli niekończące się wyzwanie polegające na odpieraniu coraz potężniejszych fal wrogów.

    Polski rynek gier 2025-2026: sequele, remake’i i nowe marki

    Zapowiedź RUINER 2 doskonale wpisuje się w obecny trend na polskiej scenie deweloperskiej, która coraz śmielej sięga po kontynuacje swoich najlepszych marek lub odświeża klasyki. Widać wyraźnie, że polskie studia, po ugruntowaniu pozycji oryginalnymi pomysłami, budują teraz trwałe franczyzy.

    Flagowym przykładem jest krakowski Bloober Team. Po ogromnym sukcesie remake’u Silent Hill 2 z 2024 roku, studio w lutym 2025 ogłosiło współpracę z Konami przy remake’u pierwszej części Silent Hill. To nie koniec ich planów – pracują też nad nowym, tajemniczym projektem o kryptonimie Project F, zaplanowanym na 2026 rok, a we wrześniu 2025 wydali kolejną grę, Cronos: The New Dawn.

    W dyskusjach branżowych pojawiają się też głosy o potencjalnym powrocie innych zapomnianych serii. Po sukcesach Dying Light, wielu graczy zastanawia się, czy Techland nie rozważy wskrzeszenia swojej kultowej serii Call of Juarez. Na razie to jednak tylko spekulacje fanów, bez oficjalnych zapowiedzi.

    Co ciekawe, trend na kontynuacje widać też w skali globalnej na platformach takich jak Steam. Wśród najbardziej oczekiwanych gier z „dwójką” w tytule na 2025 rok znajdują się choćby Yes, Your Grace 2: Snowfall czy House Builder 2. Polskie studia po prostu podążają za rynkowym trendem rozwijania sprawdzonych, lubianych światów.

    Kiedy premiera i na jakich platformach?

    To niestety pytanie, na które na razie nie ma konkretnej odpowiedzi. Reikon Games podzieliło się ekscytującym zwiastunem i kluczowymi informacjami o mechanikach, ale data premiery RUINER 2 pozostaje nieznana. Podobnie jest z listą platform docelowych.

    Biorąc pod uwagę ścieżkę pierwszego RUINER, który zadebiutował na PC (Windows, Linux), a później trafił na PlayStation 4, Xbox One i Nintendo Switch, można przypuszczać, że sequel również w pierwszej kolejności trafi na komputery. Bardzo prawdopodobna jest też premiera w usłudze Xbox Game Pass, biorąc pod uwagę popularność pierwszej części w tym serwisie. Pytanie o wersje na PlayStation 5, Xbox Series X/S czy zapowiadane Nintendo Switch 2 na razie pozostaje otwarte. Fani konsol z pewnością mają nadzieję, że nie będą musieli długo czekać.

    Podsumowanie: cyberpunkowa ewolucja

    Zapowiedź RUINER 2 to coś więcej niż prosta informacja o kolejnej grze. To sygnał, że polskie Reikon Games jest gotowe, by ze swojego udanego debiutu uczynić pełnoprawną, rozpoznawalną markę. Przejście od solowej, linearnej akcji do gry z kooperacją, głębokim systemem progresji postaci i trybem endless sprawia, że sequel zapowiada się na projekt znacznie ambitniejszy.

    W połączeniu z charakterystycznym, brutalnym stylem wizualnym i cyberpunkową atmosferą, która tak dobrze sprawdziła się w oryginale, RUINER 2 ma potencjał, by stać się jednym z najważniejszych polskich wydarzeń gamingowych nadchodzących lat. Teraz pozostaje już tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na kolejne materiały, które przybliżą nas do daty premiery. Warszawa znów ma szansę pokazać, że w kwestii cyfrowego neonu i wirtualnej przemocy potrafi konkurować z najlepszymi na świecie.