Cenowy rollercoaster Skull & Bones osiągnął nowy poziom – edycję specjalną tej pirackiej gry na Xbox Series X/S można obecnie kupić za 39,99 zł. To kwota, za którą w wielu miastach trudno nabyć porządny obiad, a co dopiero grę, którą Ubisoft jeszcze dwa lata temu reklamował jako produkcję z segmentu „AAAA”. Promocyjna cena pojawiła się w ofercie RTV Euro AGD i obejmuje wersję Special Edition, zawierającą dodatkową misję, która nie jest dostępna w standardowym wydaniu.
To kolejny rozdział w smutnej historii tytułu, który miał być wielkim powrotem pirackiego gatunku, a stał się symbolem rynkowej porażki. Premiera 16 lutego 2024 roku na PC (Ubisoft Store), PlayStation 5 i Xboksach Series X|S wzbudziła raczej obojętność niż entuzjazm, a wersja Steam ukazała się później – 22 sierpnia 2024 roku. Gracze szybko wskazywali na monotonię rozgrywki i braki w zawartości, a krytycy nie szczędzili negatywnych opinii. Ubisoft jednak uparcie bronił ceny startowej – standardowa edycja kosztowała w oficjalnym sklepie 29,99 dolarów, a wersja Premium 59,99 dolarów – przekonując, że to pełnoprawna produkcja quadruple-A.
Rynek jednak szybko zweryfikował te ambicje.
Co dokładnie się wydarzyło?
- Skull & Bones Special Edition na Xboksa Series X/S kosztuje obecnie 39,99 zł w RTV Euro AGD – to cena niższa niż większość dań w przeciętnej restauracji.
- Gra zadebiutowała w lutym 2024 roku na PC (Ubisoft Store), PS5 i Xbox Series X|S jako projekt rozwijany przez lata przez Ubisoft Singapore; wersja Steam trafiła do sprzedaży 22 sierpnia 2024 roku.
- Według danych SteamDB cena bazowa na Steamie wynosi obecnie 29,99 dolarów, a historyczne minima dotyczyły m.in. zawartości DLC lub pakietów, nie samej gry podstawowej.
- Edycja Special Edition zawiera dodatkową misję, której nazwa nie jest potwierdzona w oficjalnych materiałach sklepu.
Szybkość, z jaką wydawca decydował się na obniżki, jest wymowna. Już w marcu 2024 roku – zaledwie miesiąc po premierze – Ubisoft ogłosił pierwszą promocję z 25-procentową zniżką. W sierpniu tego samego roku Steam zadebiutował z 60-procentowym rabatem, a cena spadła do 24 dolarów. W oficjalnym sklepie Ubisoftu standardowa wersja potrafiła kosztować 8 dolarów, Deluxe – 10, a Premium – zaledwie 14 dolarów. Wszystko to w ciągu kilkunastu miesięcy od premiery, co w przypadku dużych wydawców zdarza się niezwykle rzadko.
Historia pirackiej nawigacji, która ugrzęzła na mieliźnie
Pomysł na Skull & Bones narodził się jako rozszerzenie morskich potyczek z Assassin’s Creed IV: Black Flag – gry, którą wielu graczy uważa za jedną z najlepszych pirackich przygód w historii. Ubisoft Singapore pracował nad tytułem przez blisko dekadę, zmieniając koncepcje i przesuwając daty premiery. Ostatecznie dostaliśmy sieciową grę akcji skupioną na bitwach okrętowych, z pieczołowicie odwzorowanym Oceanem Indyjskim jako tłem. Gracze mogą dowodzić różnymi klasami statków, personalizować je i tworzyć floty liczące do 20 kapitanów.
Problem w tym, że całość szybko okazała się powtarzalna i pozbawiona głębi, której oczekiwano po tak długim okresie dewelopingu. Krytycy narzekali na brak prawdziwie pirackiego sznytu – abordaże były ograniczone, eksploracja lądu minimalna, a pętla rozgrywki przypominała raczej żmudny grind niż epicką przygodę.
Obecna promocja stawia pytanie: czy za 39,99 zł warto dać tej grze szansę? Jeśli macie ochotę na taktyczne bitwy morskie i nie przeszkadza wam konieczność stałego połączenia z internetem oraz konta Ubisoft, to cena jest zachęcająca. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o tytule, który nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Ale za równowartość pizzy czy dwóch kaw na mieście? Może właśnie w tej cenie Skull & Bones ma najwięcej sensu.
Gdy „AAAA” znaczy mniej niż lunch
Przypadek Skull & Bones to nie tylko historia jednej gry, ale też lekcja dla całej branży. Puste slogany o segmentach cenowych nie obronią produktu, który nie trafia w oczekiwania graczy. Ubisoft próbował sprzedawać piracką fantazję w cenie premium, ale rynek szybko pokazał, ile naprawdę jest warta. Efekt? Dziś możecie kupić edycję specjalną taniej niż obiad na mieście. I choć brzmi to absurdalnie, dla niektórych może to być najlepszy pretekst, by wreszcie wypłynąć na ocean – nawet jeśli sama przygoda nie okaże się tak ekscytująca, jak obiecywano.




