Tag: Prequel

  • Gra o Johnie Wicku nie będzie powtórką z filmów. Poznaliśmy kluczowe szczegóły o kanonicznym prequelu

    Gra o Johnie Wicku nie będzie powtórką z filmów. Poznaliśmy kluczowe szczegóły o kanonicznym prequelu

    Fani legendarnego zabójcy od lat czekali na godne spotkanie z Babą Jagą w świecie gier. Zapowiedź od Saber Interactive podczas State of Play w lutym 2024 roku rozwiała wątpliwości – John Wick nadchodzi. Jednak najciekawsze informacje pojawiły się dopiero teraz, gdy twórcy zdradzili, jak dokładnie ich projekt wpisuje się w kultową już filmową sagę. Okazuje się, że nie otrzymamy adaptacji, lecz zupełnie nowy, a przy tym w pełni kanoniczny rozdział historii.

    Tim Willits, Chief Creative Officer w Saber Interactive, w rozmowie z IGN rozwiał główne spekulacje. „Untitled John Wick Game” będzie prequelem, a jego akcja rozegra się lata przed wydarzeniami znanymi z pierwszego filmu z 2014 roku, konkretnie w okresie przed słynnym „Zadaniem Niewykonalnym” (Impossible Task). To nie jest kolejny tie-in, ale ambitna próba rozszerzenia uniwersum.

    Młodszy John Wick i „Impossible Task”. O czym opowie prequel?

    Umiejscowienie gry na osi czasu otwiera fascynujące możliwości narracyjne. W filmach widzimy Johna Wicka u szczytu jego tragicznej historii – wdowca, który przeszedł na emeryturę, by po latach wrócić do morderczego fachu. Produkcje kinowe rzucają jednak kilka enigmatycznych wskazówek na temat jego przeszłości. Mowa choćby o słynnym „zadaniu niewykonalnym” (Impossible Task), dzięki któremu wywalczył wolność od Rady. To właśnie takie mityczne momenty z młodości Baby Jagi gra ma szansę szczegółowo pokazać.

    Willits potwierdza, że w grze zobaczymy młodszego bohatera. „Tak, akcja dzieje się przed pierwszą częścią filmu. Można to wywnioskować ze zwiastuna, w którym John ma mierzyć garnitur i wygląda na nieco młodszego” – mówi dyrektor kreatywny. Ten ikoniczny, kuloodporny garnitur stanie się więc w grze pewnego rodzaju symbolicznym przejściem, zdobyciem legendarnego atrybutu. Fabuła skupi się na budowaniu historii pochodzenia bohatera, wykorzystując zarówno znane, jak i nowe postacie z podziemnego świata.

    Dla twórców to ogromna wolność. Nie muszą wpasowywać się w finał „John Wick: Chapter 4” ani odpowiadać na pytania o przyszłość bohatera. Zamiast tego mogą skupić się na budowaniu origin story – na pokazaniu, jak zwykły człowiek stał się najstraszniejszym zabójcą w półświatku. To podejście przypomina nieco „007: First Light”, gdzie eksplorowano wczesną karierę Jamesa Bonda.

    Gun-fu w pełnej okazałości. Jak gra oddaje klimat filmów?

    Kluczowym wyzwaniem dla Saber Interactive było przeniesienie na ekrany komputerów i konsol charakterystycznego stylu walki z filmów, zwanego „gun-fu”. To połączenie błyskawicznej strzelaniny z dynamiczną walką wręcz, gdzie każdy ruch jest jak element śmiercionośnego baletu.

    Według Willitsa filmy same w sobie mają strukturę gry. „Wspaniałą rzeczą w serii Wick jest to, że kiedy oglądasz filmy, przypominają one poniekąd gry. Masz grupę przeciwników, potem kilku twardszych gości, walkę z bossem, i znowu: grupa wrogów, twardziele i boss” – tłumaczy. To naturalnie przełożyło się na koncepcję gameplayu.

    Gra ma być single-playerowym shooterem z widokiem zza pleców (third-person action). Spodziewamy się dynamicznych walk z falami wrogów, wymagających pojedynków z bossami oraz rozbudowanego systemu walki. Powinny w nim znaleźć się chwyty (grapples), szybkie obezwładnienia (takedowns) i interakcje z otoczeniem, które tak bardzo urozmaicały filmowe potyczki – od użycia ołówka po walkę wśród rozbijanych szyb.

    Twórcy obiecują, że ich ambicją jest „zatarcie granicy między filmem a grą”. Ma w tym pomóc praca kamery i rytm walki, które sprawią, że gracz poczuje się jak reżyser własnej, brutalnie pięknej akcji. „To będzie jak oglądanie filmu, ale z akcją Wicka w grze” – zapowiada Willits.

    Pełne błogosławieństwo Hollywood. Współpraca z twórcami

    Nie byłoby to autentyczne rozszerzenie uniwersum bez udziału kluczowych osób stojących za sukcesem filmów. I tutaj „Untitled John Wick Game” ma asa w rękawie. Projekt jest rozwijany we współpracy z Lionsgate, studiem odpowiedzialnym za filmową serię. Co ważniejsze, nad produkcją czuwa sam Chad Stahelski, reżyser wszystkich czterech głównych części, który dba o spójność tonu i mitologii.

    Zaangażowanie kluczowych twórców filmowej serii pokazuje, że wszyscy traktują ten projekt poważnie – nie jako szybki produkt licencyjny, ale jako pełnoprawny element franczyzy.

    Kiedy i gdzie zagramy w Babę Jagę?

    Na konkretną datę premiery przyjdzie nam jeszcze poczekać. Gra jest wciąż w fazie produkcji. Wiadomo natomiast, na jakich platformach się pojawi. Potwierdzono wersje na PlayStation 5, Xbox Series X|S oraz PC (dostępne są już karty w sklepie Steam). Brak wzmianki o Nintendo Switch sugeruje, że produkcja będzie wymagająca technicznie, nastawiona na wysokiej jakości animacje i efekty.

    Warto podkreślić, że gra nie jest powiązana z premierą żadnego nowego filmu. W świecie Johna Wicka trwają prace nad spin-offem „Ballerina” z Aną de Armas i planowany jest piąty film, ale projekt Saber Interactive idzie własną, równoległą drogą. To świadoma decyzja, by stworzyć dzieło, które obroni się samo, opierając się na sile marki i pomysłowości deweloperów.

    Podsumowanie: Obietnica autentycznej przygody w świecie Continentalu

    Zapowiedź gry o Johnie Wicku od Saber Interactive budzi uzasadniony entuzjazm. To nie będzie zwykła adaptacja, ale kanoniczny prequel z pełnym błogosławieństwem twórców filmów. Umiejscowienie akcji lata przed pierwszym filmem, w okresie przed „Zadaniem Niewykonalnym”, daje deweloperom swobodę w opowiadaniu nowych historii, jednocześnie wypełniając białe plamy z przeszłości bohatera, o których fani do tej pory mogli tylko marzyć.

    Jeśli twórcom uda się uchwycić płynność i brutalną elegancję filmowego „gun-fu” oraz wciągającą narrację, możemy otrzymać jeden z najlepszych prequeli w historii gier na licencji. Czekamy na więcej szczegółów, ale już teraz wiadomo, że Baba Jaga szykuje się do powrotu w wielkim stylu – i tym razem to my będziemy kierować jego przeznaczeniem.

  • Nie będzie prequela wielkiej serii filmowej z Margot Robbie? Reżyser rezygnuje z projektu

    Nie będzie prequela wielkiej serii filmowej z Margot Robbie? Reżyser rezygnuje z projektu

    Planowany powrót do świata „Ocean’s 11” napotkał kolejną znaczącą przeszkodę. Lee Isaac Chung, reżyser nominowany do Oscara za film „Minari”, odszedł z projektu prequela kultowej serii. Film, który ma przenieść akcję do Europy lat 60. i w którym główną rolę zagra Margot Robbie, znów pozostaje bez reżysera.

    To już druga taka zmiana w stosunkowo krótkiej historii rozwoju tego tytułu. Decyzja Chunga stawia pod znakiem zapytania dynamikę produkcji, choć studio Warner Bros. deklaruje, że projekt jest nadal aktywny i trwają poszukiwania nowego kandydata na to stanowisko.

    Dlaczego Lee Isaac Chung odszedł z projektu?

    Powód jest klasyczny dla Hollywood, ale zawsze znaczący: różnice w wizji artystycznej. Chung zrezygnował na bardzo wczesnym etapie, co sugeruje, że rozbieżności pojawiły się już przy kształtowaniu fundamentalnych założeń filmu. Co ciekawe, rozstanie odbyło się w przyjaznej atmosferze.

    Potwierdziły to wspólnie studio Warner Bros. oraz LuckyChap Entertainment, firma produkcyjna Margot Robbie. W oficjalnym oświadczeniu podkreślono, że wszystkie strony pozostają w dobrych relacjach i liczą na współpracę w przyszłości. To ważne, ponieważ Chung jest uznanym twórcą, a jego ostatni projekt, „Twisters”, to duża produkcja studyjna.

    Dla samego reżysera była to szansa na poprowadzenie wielkiego, gwiazdorskiego heist movie z historycznym tłem. Jego odejście pokazuje, jak trudno jest pogodzić autorską wizję z komercyjnymi oczekiwaniami dużego studia i producentów.

    Burzliwe początki prequela „Ocean’s 11”

    Historia tego filmu to prawdziwy rollercoaster. Chung nie był pierwszym reżyserem, który podjął się tego zadania. Wcześniej do kierowania projektem przypisany był Jay Roach, znany z serii „Austin Powers” i filmu „Gorący temat”. Jego odejście otworzyło drogę dla Chunga, a teraz sytuacja się powtarza.

    Taki obrót spraw nie jest dobrą wróżbą. Częste zmiany reżyserskie na tak wczesnym etapie zazwyczaj oznaczają problemy ze scenariuszem, koncepcją lub po prostu brak klarownej wizji, którą studio chciałoby realizować. Projekty, które mają za sobą kilka „restartów”, nierzadko trafiają do szuflady lub powstają w formie dalekiej od pierwotnych zamierzeń.

    Scenariusz napisała Carrie Solomon, a historia ma opierać się na postaciach stworzonych przez George’a Claytona Johnsona i Jacka Goldena Russella, czyli autorów oryginału z 1960 roku. Fabuła jest pilnie strzeżona, ale kluczowe pozostają dwa elementy: realia lat 60. w Europie oraz obsada.

    Gwiazdorska obsada wciąż w grze. Ale ze zmianami

    Mimo problemów za kulisami, obsada projektu prezentuje się imponująco. Niezmiennie jego sercem i jednocześnie producentką pozostaje Margot Robbie. Jej firma LuckyChap, odpowiedzialna za takie hity jak „Barbie” czy „Saltburn”, jest siłą napędową całego przedsięwzięcia.

    U boku Robbie miał początkowo stanąć Ryan Gosling, co byłoby ponownym połączeniem sił po fenomenalnym sukcesie „Barbie”. Plany się jednak zmieniły. Aktor opuścił projekt, a jego miejsce zajął… Bradley Cooper. To niezwykle ciekawe rozwinięcie, biorąc pod uwagę, że Cooper i Robbie już wcześniej współpracowali.

    Duet Robbie i Cooper to obecnie główna para prequela. Ich obecność daje projektowi olbrzymi potencjał komercyjny i artystyczny, ale stawia też wysokie wymagania przed nowym reżyserem. Będzie on musiał nie tylko odnaleźć się w stylistyce kina kradzieżowego, ale też efektywnie poprowadzić tak silne, kreatywne osobowości.

    Co dalej z filmem? Szukają nowego reżysera

    Co dalej z filmem? Szukają nowego reżysera

    Warner Bros. nie odkłada projektu na półkę. Potwierdzono, że prequel pozostaje w aktywnej fazie rozwoju i trwa intensywne poszukiwanie nowego reżysera. To kluczowy moment. Kolejny wybór musi być trafiony, aby produkcja wreszcie zyskała stabilność i mogła ruszyć na plan, co planowano na nadchodzący rok.

    Studio stoi przed niełatwym zadaniem. Musi znaleźć twórcę, który:
    ** Podejmie się pracy nad ikoniczną franczyzą pod ogromną presją.** Będzie potrafił współpracować z wielkimi gwiazdami, będącymi jednocześnie wpływowymi producentami.
    ** Ożywi klimat lat 60. w Europie, oferując coś więcej niż tylko stylową imitację.** Wypracuje wspólną wizję ze studiem, unikając pułapki „różnic kreatywnych”.

    Kandydatów może być wielu – od doświadczonych rzemieślników gatunku po śmiałych wizjonerów szukających komercyjnego przełomu. Niezależnie od wyboru, wyzwanie będzie ogromne.

    Kontekst korporacyjny: wielkie fuzje i plany Warner Bros.

    Warto wspomnieć, że cały ten proces toczy się w cieniu wielkich zmian w przemyśle filmowym. Warner Bros. Discovery rozważało przejęcie studia Paramount. Tego typu megafuzje zawsze wprowadzają element niepewności, gdyż mogą prowadzić do rewizji planów produkcyjnych i cięć budżetowych.

    Jednak oba studia zachowują na razie zdolność do samodzielnego zatwierdzania projektów w trakcie procesów regulacyjnych. Prequel „Ocean’s 11” z Robbie i Cooperem jest na tyle dużym i atrakcyjnym tytułem, że ma szansę przetrwać nawet korporacyjne wstrząsy. Jego potencjał jest po prostu zbyt duży, by go zmarnować.

    Podsumowanie

    Rezygnacja Lee Isaaca Chunga z reżyserii prequela „Ocean’s 11” to poważny, ale prawdopodobnie nie śmiertelny cios dla projektu. Sytuacja ta obnaża jednak trudności w znalezieniu właściwego tonu dla tej wyczekiwanej produkcji. Mimo kolejnej zmiany na kluczowym stanowisku, film ma nadal potężne atuty: sprawdzoną obsadę, gotowy scenariusz i wsparcie dużego studia.

    Kluczowe będzie teraz znalezienie reżysera z jasną wizją, który nie tylko nawiąże do ducha oryginału, ale też tchnie w projekt świeżość. Sukces „Barbie” udowodnił, że połączenie wielkiego stylu, gwiazdorskiej obsady i odważnej produkcji wciąż potrafi podbić świat. Warner Bros. i LuckyChap z pewnością chcą powtórzyć ten schemat. Pytanie brzmi: kto tym razem poprowadzi ten misterny plan? Odpowiedź zadecyduje o przyszłości powrotu do świata „Ocean’s”.

  • Twórcy 007 First Light rzucają pierwsze światło na postacie w grze

    Twórcy 007 First Light rzucają pierwsze światło na postacie w grze

    W świecie gier wideo prawdziwe postaci to nie tylko modele 3D i kilka linijek dialogu. To fundament, na którym buduje się całą opowieść, szczególnie gdy bohaterem jest ikona popkultury o rozpoznawalności Jamesa Bonda. Studio IO Interactive, znane z doskonałego kreowania bohaterów w serii Hitman, postanowiło właśnie uchylić rąbka tajemnicy o ludziach, którzy ukształtują początek legendy agenta 007. Ich najnowsza gra, 007: First Light, będzie prequelem, a jej kluczem są postaci otaczające młodego Bonda.

    W długim, trwającym ponad czternaście minut materiale, który pojawił się w sieci, twórcy przedstawili nie tylko wizerunki bohaterów, ale przede wszystkim obsadę głosową i kluczowe założenia narracyjne. To nie kolejna przygoda doświadczonego Bonda, lecz opowieść o formowaniu się człowieka, który dopiero ma stać się tym, kogo znamy. Jak ujął to dyrektor kreatywny IO, Martin Emborg: praca nad postaciami polegała na nadaniu im cech znanych z klasycznego uniwersum Bonda po to, by mogły one kształtować charakter młodego agenta.

    Młody Bond w nowych rękach: Patrick Gibson jako 007

    Sercem tej opowieści jest oczywiście James Bond, ale w wydaniu, jakiego jeszcze nie widzieliśmy. Nie jest to Sean Connery, Daniel Craig czy Roger Moore. To młody mężczyzna, którego dopiero czeka droga do uzyskania statusu agenta 007. W rolę tę wciela się Patrick Gibson, znany z seriali The Last Kingdom oraz Shadow and Bone.

    W First Light Bond to były żołnierz lotnictwa morskiego, który zostaje zwerbowany do programu agentów 00 po dokonaniu bohaterskich czynów. Fabuła postawi przed nim wyzwanie powstrzymania spisku zagrażającego bezpieczeństwu Wielkiej Brytanii. To moment, w którym surowy talent i odwaga muszą zostać oszlifowane przez doświadczenie. Gibson ma za zadanie pokazać tę ewolucję – od zdolnego, lecz niedoświadczonego rekruta do fundamentu przyszłej legendy.

    Ikoniczny trzon MI6 w nowym wydaniu

    IO Interactive nie kopiuje ślepo znanych wzorców, lecz twórczo je reinterpretuje, dostosowując do wczesnego etapu kariery Bonda. Kluczowe postaci z otoczenia agenta zyskują nowe oblicza – często młodsze i pełne ambicji, co pasuje do okresu, w którym rozgrywa się akcja.

    • M*, stojąca na czele MI6, tym razem jest kobietą. W postać ambitnej liderki wciela się Priyanga Burford. Jej wersja M potrafi dostrzec nieprzeciętny potencjał w młodym Bondzie, nawet jeśli inni są wobec niego sceptyczni. To jej decyzje i zaufanie będą kluczowe dla jego ścieżki kariery.

    Równie ważną postacią jest Q, geniusz od gadżetów, którego zagra Alastair Mackenzie. W tej wersji nie jest on tylko dostawcą nowinek technologicznych. Twórcy podkreślają, że będzie dla Bonda również nauczycielem i przyjacielem, który nie tylko wręcza sprzęt, ale przede wszystkim uczy odpowiedzialnego i strategicznego korzystania z niego. To istotna różnica, która buduje relację mistrz–uczeń.

    Nawet Moneypenny (Kiera Lester) doczekała się świeżej interpretacji. Nie jest sekretarką pracującą za biurkiem w centrali. W First Light Moneypenny to analityczka terenowa, która wspiera Bonda bezpośrednio podczas misji, komunikując się z nim zdalnie. To aktywnie zaangażowana członkini zespołu, co może otworzyć nowe możliwości w rozgrywce.

    Mentor i antagoniści: kształtowanie charakteru przez konflikt

    Mentor i antagoniści: kształtowanie charakteru przez konflikt

    Żadna opowieść o formowaniu bohatera nie może obejść się bez wpływowych mentorów i przekonujących złoczyńców. Tutaj IO Interactive również stawia na silne osobowości.

    Po jednej stronie barykady stoi Greenway (Lennie James), mentor Bonda, który początkowo jest głęboko sceptyczny wobec potencjału nowego rekruta. Jego nieufność i wymagająca natura będą dla młodego agenta twardą, ale niezbędną lekcją. Z kolei tajemnicza Ms. Roth (Noemie Nakai) to kolejny element układanki personalnej MI6, którego rola na razie pozostaje owiana tajemnicą.

    Prawdziwą gwiazdą wśród antagonistów zapowiedzianych w materiale jest jednak Bawma, którego zagra Lenny Kravitz. Pokazana w rozszerzonej scenie postać ma wszystkie cechy klasycznego złoczyńcy z filmów o Bondzie – jest egzotyczna, charyzmatyczna i stoi na drodze agenta 007. Zaangażowanie muzyka i aktora tej rangi sugeruje, że Bawma nie będzie jedynie tłem, lecz pełnokrwistym przeciwnikiem, którego starcie z Bondem stanie się jednym z filarów fabuły.

    Fabuła i rozgrywka: jak powstaje agent 00?

    Choć szczegóły fabularne są pilnie strzeżone, wiadomo, że historia skupi się na sojuszu Bonda z jego mentorem, zawiązanym po tragicznie zakończonej misji przeciwko zbuntowanemu agentowi. To wydarzenie ma być katalizatorem, który połączy bohaterów i rzuci ich w wir znacznie większego spisku.

    Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, IO Interactive czerpie pełnymi garściami z doświadczeń zdobytych przy serii Hitman. Zapowiadane są elementy skradanki, w której Bond będzie mógł wykorzystywać otoczenie – ukrywać się w roślinności, wspinać się po pionowych powierzchniach czy używać gadżetów do odwracania uwagi strażników. Pojawi się również mechanika blefu, co sugeruje, że interakcje społeczne i improwizacja będą równie ważne co czysta siła czy celne strzały.

    To połączenie potwierdza wizję Bonda nie jako niezniszczalnej maszyny do zabijania, lecz inteligentnego i elastycznego agenta, który dopiero uczy się swojego rzemiosła. Jego sukces będzie zależał od wykorzystania gadżetów od Q, informacji od Moneypenny, a także lekcji przekazanych przez M i Greenwaya.

    Podsumowanie: światło przed świtem legendy

    007: First Light zapowiada się na coś więcej niż kolejną adaptację przygód agenta 007. To przemyślana próba opowiedzenia historii o początkach, stawiająca na głębię postaci i ich relacji. Decyzja IO Interactive, by otoczyć młodego Bonda (Patricka Gibsona) tak zróżnicowaną i świetnie obsadzoną galerią bohaterów – od ambitnej M (Priyanga Burford) przez mentorującego Q (Alastair Mackenzie) po charyzmatycznego antagonistę Bawmę (Lenny Kravitz) – wskazuje na wysokie ambicje narracyjne studia.

    Premiera zaplanowana jest na 27 maja 2026 roku, co oznacza, że na ostateczny efekt przyjdzie nam jeszcze poczekać. Jednak już teraz widać, że twórcy nie boją się odświeżyć ikonicznych postaci, nadając im nowe, bardziej dynamiczne role, które mają sens w kontekście prequela. Jeśli uda im się połączyć tę opowieść o kształtowaniu charakteru z wciągającą, taktyczną rozgrywką w stylu Hitmana, mogą stworzyć nie tylko doskonałą grę o Bondzie, ale jedną z ciekawszych historii o formowaniu się bohatera w całym medium. Pierwsze światło na tę podróż właśnie zostało rzucone i wygląda to niezwykle obiecująco.