Kingdom Come: Deliverance 2, kontynuacja unikalnego historycznego RPG-a, nie jest już tylko kultowym hitem. To pełnoprawny fenomen komercyjny. Warhorse Studios i wydawca Embracer Group ogłosili właśnie, że gra przekroczyła próg 5 milionów sprzedanych kopii na całym świecie.
A to wszystko w ciągu zaledwie roku od premiery, która miała miejsce 4 lutego 2025 roku na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S.
To nie jest przypadek ani efekt jednorazowego zrywu. Sukces był natychmiastowy i trwały. Pierwszy milion kopii poszedł w 24 godziny od premiery, a do listopada ubiegłego roku gra była już w rękach 4 milionów graczy. Ostatnie pół miliona dołożyło się w ciągu kilku ostatnich miesięcy.
Co nakręciło sprzedaż?
Oprócz oczywistej siły marki i pozytywnych recenzji, na dynamikę sprzedaży wpłynęło wydanie dodatku Mysteria Ecclesiae. To rozszerzenie, skupione na tajemnicach kościoła, dostarczyło nowej treści wiernym fanom i dało kolejny powód, by do gry wrócić lub dołączyć.
Warto dodać, że gra zdobyła prestiżowy tytuł Gry Roku 2025 od redakcji PC Gamera oraz otrzymała nominacje w innych plebiscytach branżowych. To nie tylko sukces komercyjny, ale też uznanie krytyczne.
Ciekawe jest to, że mimo swojego niszowego, historycznego settingu i wymagającej rozgrywki, KCD2 trafiło do tak szerokiego grona. Pokazuje to, że rynek ma apetyt na dojrzałe, złożone opowieści, które nie trzymają gracza za rękę.
Dlaczego to takie ważne?
W świecie zdominowanym przez wielkie, bezpieczne produkcje typu blockbuster, sukces Kingdom Come to światełko w tunelu. Udowadnia, że pasja, wierność wizji i skupienie na szczegółach mogą przynieść nie tylko uznanie, ale też imponujące wyniki finansowe.

Warhorse Studios, które nie jest gigantem w branży, postawiło na realizm, autentyczność i historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami. I wygrało.
A co z samymi graczami? No cóż, jak zauważa tytuł artykułu z PC Gamera, mamy teraz 5 milionów Henrychów. I wszyscy oni są raczej głodni przygód, wyzwań i kolejnych porcji tego unikalnego świata.
To świetna wiadomość dla całej branży. Pokazuje, że różnorodność ma wartość i że gracze doceniają głębię. Możemy mieć nadzieję, że ten sukces otworzy drogę innym, równie ambitnym projektom.
A dla Warhorse? To z pewnością zielone światło do dalszego rozwijania tego uniwersum. Kto wie, może już teraz w głowach developerów rodzi się pomysł na kolejną odsłonę przygód w średniowiecznych Czechach.
Na razie jednak możemy tylko pogratulować zespołowi i cieszyć się, że taka gra w ogóle powstała. I że znalazła aż tak wielu chętnych, by w niej… po prostu być.

