To oficjalne – filmowa adaptacja Helldivers naprawdę powstaje. I to z naprawdę dużą obsadą twórców. Sony Pictures i PlayStation Productions zatrudniły do projektu Jasona Momoę, który zagra główną rolę, oraz Justina Lina, reżysera kilku części Szybkich i wściekłych, który zajmie się reżyserią i produkcją.
Wydaje się, że to nie jest przypadkowy duet. Lin jest mistrzem w kręceniu dużych, bombastycznych akcji pełnych spektakularnych kaskaderii i zespołowej dynamiki – czegoś, co jest przecież kwintesencją rozgrywki w Helldivers. A Momoa? Cóż, trudno o bardziej przekonującego kandydata do roli twardziela w zbroi, który ma walczyć z hordami kosmitów w imię zarządzanej demokracji.
Premiera filmu została już zablokowana w kalendarzach kin na 10 listopada 2027 roku. To dość odległa data, ale biorąc pod uwagę skalę produkcji i efekty specjalne, które będą potrzebne, by oddać szaleństwo oryginału, jest to zrozumiałe.
Sukces gry napędza Hollywood
Decyzja o ekranizacji nie wzięła się znikąd. Wszystko przez ogromny, zaskakujący nawet dla wydawcy sukces Helldivers 2. Gra, która wyszła w lutym 2024 roku, sprzedała się w ponad 12 milionach kopii w zaledwie kilka miesięcy od premiery. To sprawiło, że marka stała się gorącym towarem.
PlayStation Productions, oddział Sony zajmujący się adaptacjami gier na filmy i seriale, wyraźnie postanowił wykorzystać ten pęd. Mają już na koncie udany film Uncharted z Tomem Hollandem oraz serial The Last of Us. Teraz przyszła kolej na satyryczny shooter kooperacyjny.
Ciekawe jest to, jak studia filmowe podchodzą do materiału źródłowego. Helldivers to gra głęboko zakorzeniona w estetyce i satyrze filmu Starship Troopers Paula Verhoevena. To pełna przerysowanej propagandy, przesadnego patosu i krwawych starć z insektopodobnymi wrogami wizja przyszłości.
Wierność oryginałowi to klucz
Największym pytaniem jest teraz ton filmu. Czy Lin i Momoa złapią ten specyficzny, czarny humor i autoironię gry? W Helldivers gracze walczą o „zarządzaną demokrację”, roznosząc „liber-teę” (czyli wolność) po galaktyce za pomocą arsenału orbitalnych bombardowań. To ma być zabawne, przerysowane i trochę głupawe.
Właściwie, ujmijmy to inaczej – jeśli film potraktuje tę wizję na poważnie, bez mrugnięcia okiem, będzie to katastrofa. Sukces adaptacji będzie polegał na tym, by widzowie śmiali się z bohaterów i ich ślepego oddania absurdalnej sprawie, a nie razem z nimi.
Momoa ma już doświadczenie z filmami na podstawie gier. Wystąpił przecież w Minecraft: Film. Lin z kolei oprócz pracy przy serii Szybcy i wściekli wyreżyserował też kilka odcinków pierwszego sezonu serialu Warrior.
To połączenie sił naprawdę może zadziałać. Z jednej strony mamy reżysera, który wie, jak nakręcić ekscytującą, wielką akcję kinową. Z drugiej – aktora, który ma charyzmę i fizyczność, by poprowadzić taki projekt. Reszta zależy od scenariusza.
Wydaje się, że branża filmowa w końcu zrozumiała, co czyni adaptacje gier udanymi. Nie chodzi o wierne odwzorowanie każdego questu czy lokacji, ale o uchwycenie ducha, humoru i klimatu oryginału. Przy Helldivers ten duch jest wyjątkowo specyficzny.
Czy doczekamy się kultowych linii dialogowych o „wspieraniu żywej amunicji”? Czy na ekranie pojawią się przyjazny ogień i orbitalne lazery, które równie często trafiają sojuszników co wrogów? Tego właśnie oczekują fani.
Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać aż do końca 2027 roku. Do tego czasu Super Ziemia ma nadzieję, że twoja gotowość bojowa pozostanie wysoka.
Źródła
- https://hypebeast.com/2026/2/jason-momoa-leads-he…
- https://www.pcgamer.com/movies-tv/jason-momoa-and-fast-and-furious-director-justin-lin-are-teaming-up-to-make-a-helldivers-movie/
- https://www.msn.com/en-us/movies/news/jason-momoa-and-fast-furious-director-justin-lin-are-teaming-up-to-make-a-helldivers-movie/ar-AA1W9PCc?apiversion=v2&domshim=1&noservercache=1&noservertelemetry=1&batchservertelemetry=1&renderwebcomponents=1&wcseo=1
- https://www.eurogamer.net/helldivers-movie-lands-minecraft-and-street-fighter-actor-jason-momoa

