21 marca 2018 roku wyemitowano ostatni odcinek jedenastego sezonu Archiwum X, który dla wielu fanów okazał się jednym z największych rozczarowań w historii telewizyjnego science fiction. Po latach budowania napięcia wokół mitologii serialu i relacji Muldera ze Scully, twórca Chris Carter dostarczył finał chaotyczny, przeładowany i pozbawiony emocjonalnego domknięcia. Teraz, dokładnie osiem lat później, Disney szykuje reboot, a za sterami projektu staje Ryan Coogler — jego udział daje fanom nadzieję na naprawienie błędów przeszłości.
- 21 marca 2018 roku zakończył się jedenasty sezon Archiwum X, będący definitywnym finałem całej historii
- Finałowy odcinek rozczarował widzów chaotyczną fabułą, nadmiarem wątków i brakiem satysfakcjonującego zamknięcia
- Disney oficjalnie zapowiedział reboot serii, a jego twórcą został Ryan Coogler, reżyser Czarnej Pantery i Creeda
- Nowa wersja skupi się na świeżych agentach FBI, nie na zastępowaniu Muldera i Scully
- W obsadzie znalazła się już Danielle Deadwyler, a showrunnerką została Jennifer Yale
Dlaczego finał z 2018 roku tak bardzo zawiódł
Oczekiwania wobec zakończenia były ogromne. Serial przez dekady budował skomplikowaną mitologię — rządowe spiski, kolonizację obcych, tajemniczego Palacza i relację agentów Foxa Muldera i Dany Scully. Ostatni sezon, zamiast dostarczyć spójnego zakończenia, opierał się głównie na nostalgicznych powrotach i fabularnych zwrotach.
Finałowy odcinek próbował zmieścić zbyt wiele w ramach jednego epizodu. Mulder wyrusza na poszukiwanie syna, którego z Scully oddali lata temu dla bezpieczeństwa dziecka. Wątek ten szybko skręca w stronę mrocznych tajemnic, a następnie eksploduje serią szokujących zwrotów — w tym ciążą Scully, która mimo zaawansowanego wieku ponownie zostaje matką. Całość sprawia wrażenie posklejanego na szybko scenariusza, który bardziej stawia na efekciarstwo niż na logiczną spójność.
Scully, ikona serialu, przez większość finału pozostaje zepchnięta na bok. Relacja między nią a Mulderem, która przez lata stanowiła emocjonalny kręgosłup produkcji, schodzi na dalszy plan. Fani, którzy czekali na godne pożegnanie z ukochanymi bohaterami, dostali zamiast tego gorączkowy pościg bez satysfakcjonującej pointy.
Ryan Coogler przejmuje stery — i to dobra wiadomość

Disney, który przejął prawa do marki po przejęciu Foxa, nie zamierza pozwolić, by Archiwum X odeszło w zapomnienie. Wybór Ryana Cooglera na twórcę rebootu to ruch, który robi wrażenie. Coogler ma na koncie takie hity jak Czarna Pantera, Creed czy ostatnio dobrze przyjęci Grzesznicy — potrafi łączyć widowiskowość z głębią postaci i nie boi się poruszać trudnych tematów.
Wstępne informacje sugerują, że nowa wersja nie będzie próbować zastępować Muldera i Scully nowymi aktorami w tych samych rolach. Zamiast tego postawi na zupełnie świeżych agentów FBI, którzy zmierzą się z niewyjaśnionymi zjawiskami we współczesnym kontekście. To rozsądne podejście — oryginalna para jest zbyt mocno związana z Davidem Duchovnym i Gillian Anderson, by ktokolwiek mógł ich sensownie podmienić.
W obsadzie znalazła się już Danielle Deadwyler, aktorka znana z dramatycznych ról w Till czy Station Eleven. Showrunnerką została Jennifer Yale, która pracowała wcześniej między innymi przy See i Legionie. Ten duet sugeruje, że reboot może postawić na mroczniejszy, bardziej kameralny ton — bliższy pierwszym sezonom oryginału niż przegadanej mitologii późniejszych lat.
Szansa na nowe otwarcie
Największym wyzwaniem będzie znalezienie równowagi między duchem oryginału a świeżym podejściem. Historia pokazała, że widzowie mają ogromny sentyment do pierwotnych bohaterów, ale upływ czasu działa na korzyść nowej ekipy. Osiem lat po fatalnym finale nostalgia za Mulderem i Scully miesza się z frustracją — fani są gotowi dać szansę czemuś nowemu, pod warunkiem że będzie to zrobione z szacunkiem do dziedzictwa.
Coogler i Yale mają szansę zresetować mitologię, uprościć ją i wrócić do tego, co w Archiwum X działało najlepiej: klimatu tajemnicy, niepokoju i nieznanego. Jeśli postawią na budowanie napięcia zamiast mnożenia spisków, reboot może przyciągnąć zarówno starych fanów, jak i zupełnie nową widownię. A wtedy finał z 2018 roku stanie się co najwyżej przypisem, a nie ostatnim słowem tej kultowej marki.

