Jeśli twój laptop z Windowsem 11 w ostatnich tygodniach żył własnym życiem, a bateria znikała w oczach, nie byłeś sam. Microsoft właśnie opublikował styczniową zbiorczą aktualizację bezpieczeństwa, oznaczoną jako KB5074109. I jak to często bywa, jedną ręką naprawia, drugą psuje.
Ta aktualizacja, nazywana potocznie Patch Tuesday, trafiła do użytkowników Windows 11 w wersjach 24H2 i 25H2 13 stycznia. Co naprawiała? Przede wszystkim poważny problem z procesorami NPU (neural processing units), które potrafiły bez powodu drenować baterię laptopa nawet w stanie bezczynności. To była ulga dla właścicieli nowszych maszyn.
Co więcej, Microsoft zaczął wdrażać nowy system certyfikatów Secure Boot w sposób fazowy. Brzmi nudno, ale chodzi o większe bezpieczeństwo podczas uruchamiania systemu, a to nigdy nie jest złe. Aktualizacja miała trafiać tylko na odpowiednie, wspierane urządzenia.
Gdzie diabeł mówi dobranoc
I tutaj zaczyna się klasyczna historia Windows Update. Aktualizacja KB5074109, zamiast być tylko zbawieniem, okazała się źródłem nowych problemów. Jak donosiły serwisy jak Tom’s Hardware, użytkownicy zaczęli zgłaszać całkiem poważne awarie.
„Zgłaszano problemy z siecią w WSL i awarie RemoteApp w Azure Virtual Desktop, które update naprawia, ale inne źródła wskazują na szersze problemy po instalacji.” Dla osób pracujących zdalnie to był istny koszmar. Po drugie, „Na Windows 11 23H2 (KB5073455) mogą występować problemy z shutdown w specyficznych konfiguracjach, ale główne awarie boot po KB5074109 dotyczą 24H2/25H2.”
A na deser, wpadł klasyczny Outlook. „Outlook Classic crashował w scenariuszach z plikami PST w magazynach chmurowych (np. OneDrive), w tym konfiguracjach POP.” W skrócie: naprawiono baterię, ale połamano podstawowe narzędzia pracy.
Ratunek w postaci kolejnej łatki
Reakcja Microsoftu była, trzeba przyznać, dość szybka. „Microsoft wydał out-of-band poprawki, w tym KB5077744 (17 stycznia) i KB5078127 (24 stycznia), adresujące m.in. crashe Outlooka i problemy z plikami w chmurze.”
Ta aktualizacja „out-of-band” miała za zadanie załatać dziury wyżłobione przez pierwszą. Microsoft udostępnił ją głównie przez swój Katalog Aktualizacji, co oznacza, że nie wszyscy dostali ją automatycznie przez Windows Update. Trzeba było trochę poszperać.

Warto dodać, że takie sytuacje nie są niczym nowym. Cykl wydania dużej łaty, odkrycie poważnych bugów, a potem szybkie wypuszczenie mikrołaty jest niestety standardową procedurą operacyjną w Redmond. Dla użytkownika końcowego oznacza to głównie frustrację i strach przed kliknięciem „Zainstaluj i uruchom ponownie”.
Co z tego wynika dla nas, zwykłych użytkowników? Przede wszystkim warto zawsze mieć aktualną kopię zapasową ważnych danych. Instalowanie dużych aktualizacji bezpieczeństwa zaraz po premierze, choć ważne dla ochrony, wiąże się z ryzykiem.
Czasami lepiej odczekać kilka dni i sprawdzić, czy w sieci nie pojawiają się doniesienia o poważnych błędach. W tym przypadku ci, którzy poczekali, uniknęli problemów z Remote Desktop i Outlookiem, dostając od razu poprawioną wersję pakietu.
Patrząc z lotu ptaka, historia z KB5074109 i KB5077744 to dobre przypomnienie, że w świecie oprogramowania „naprawianie” jest procesem ciągłym i często reaktywnym. Microsoft poprawił wyciek baterii, ale otworzył kilka innych przecieków w kadłubie. Na szczęście tym razem załatał je dość szybko.
I tak w kółko. Na następny Patch Tuesday.

